GRZECHY, KTÓRE NIE KRZYCZĄ
Gdy słyszymy słowo „grzech”, przed oczami stają nam obrazy rodem z kronik kryminalnych: morderstwo albo oszustwo na dużą skalę. Wiemy, że przemoc, kłamstwo czy zdrada to zło, które należy potępić, a chrześcijanin wręcz brzydzi się tego typu występkami.
Są jednak też takie grzechy, które nie krzyczą. Na te potrafimy przymknąć oko. Tymczasem w liście do Galacjan Paweł wymienia cały katalog postaw, które dyskwalifikują ludzi z Królestwa Bożego, nie rozróżniając ich na grzechy gorsze i lepsze:
„Wiadomo, co bierze się z ciała: nierząd, nieczystość, rozpusta, oddawanie czci bożyszczom, wróżbiarstwo, wrogość, kłótliwość, zazdrość, porywczość, zaczepność, krnąbrność, brak troski o jedność, zawiść, chęć mordu, pijaństwo, rozpasanie i tym podobne. Zapowiadam wam teraz, tak jak czyniłem to wcześniej, że ci, którzy się tych rzeczy dopuszczają, nie odziedziczą Królestwa Bożego”
(Gal 5,19-21).
Widzimy, że obok „oczywistych” grzechów, takich jak paranie się czarami czy rozwiązłość seksualna, znajdują się tam też grzechy „mniej oczywiste”: kłótliwość, zazdrość, zaczepność i… brak troski o jedność.
To właśnie „brak troski o jedność” przykuła moją uwagę, ponieważ można stwierdzić, że to bardzo dziwny grzech!

„BRAK TROSKI O JEDNOŚĆ” – CO KRYJE SIĘ ZA TYM SŁOWEM?
Występujące tu w oryginale słowo stanowi wyzwanie dla tłumaczy. Dlatego jest ono oddane tak różnie w dostępnych nam przekładach Słowa Bożego:
- odszczepieństwo – Biblia Warszawska
- rozłamy – Biblia Tysiąclecia i Poznańska
- odstępstwa – przekład dosłowny
- kacerstwa – Biblia Gdańska / Jakuba Wujka
- sekty – Nowa Biblia Gdańska
- herezje – Uwspółcześniona Biblia Gdańska
- stronnictwa – przekład interlinearny
Warto zbadać o co właściwie tu chodzi, bo nie jest to przecież jakiś teologiczny drobiazg. Bynajmniej! To uczynek biorący się z ciała, który stawia nas w jednym rzędzie z bałwochwalcami, którzy nie odziedziczą Królestwa Bożego.
Jak rozumieć odszczepieństwo czy też kacerstwo? Przecież to słowa, których już nikt nie używa w codziennym życiu. Czy to znaczy, że poradziliśmy sobie z tym problemem i przestał on istnieć? A może to właśnie nowy przekład uświadamia nam, że trzeba nam się zmierzyć z tym dziwnym grzechem, który tak łatwo przeoczyć?
Apostoł Paweł użył tu greckiego słowa αἱρέσεις (haireseis – liczba mnoga od αἵρεσις). Jeśli zajrzymy do Słownika Stronga sprawdzając numer G139 znajdziemy poniższą definicję:
- akt zajęcia, pojmania, np. szturm na miasto
- wybieranie, wybór
- to, co jest wybrane
- grupa ludzi przestrzegająca swoich własnych nauk (sekta bądź partia): o saduceuszach, faryzeuszach i chrześcijanach
- rozłamy rodzące się wskutek zróżnicowania przekonań i celów
Widzimy, że nie jest to słowo łatwe do przetłumaczenia, zwłaszcza w kontekście katalogu uczynków pochodzących z ciała. Najbardziej właściwa wydaje się tu ostatnia ze słownikowych definicji. Jeżeli grzechem dyskwalifikującym z Królestwa Bożego są „rozłamy rodzące się wskutek zróżnicowania przekonań i celów”, to rzeczywiście istotą tego co złe jest brak należytej troski o jedność.
Paweł w liście do Galacjan kontrastuje ze sobą dwie drogi. Zachęca wierzących aby „żyli w Duchu”, co doprowadzi do pokonania żądz ciała. Rozłamy są właśnie owocem tej drugiej drogi – kiedy nie podporządkowujemy się Duchowi Bożemu w naszym życiu.
Jeśli głębiej się nad tym zastanowimy, musimy zrozumieć, że jest to całkowicie logiczne. Nie da się pogodzić ze sobą tego co jest całkowicie przeciwstawne. „Ciało bowiem pożąda przeciw Duchowi, a Duch przeciw ciału. Te pragnienia są ze sobą sprzeczne, tak by wam przeszkodzić w czynieniu tego, co chcecie” (Gal 5,17).

NIE KAŻDY ROZŁAM TO GRZECH!
Użyte przez Pawła słowo pojawia się w Nowym Testamencie 9 razy. Wczytując się w te wersety, widzimy, że rozłamy (cytując za przekładem Biblii Tysiąclecia i Poznańskim) mają swoje źródło „w ciele” i pomagają nam rozeznać czy jesteśmy z innymi „tego samego ducha”.
Nie możemy uprościć tej kwestii do tego, że każdy podział jest złem, a wina zawsze leży po środku. W życie Kościoła wpisane jest to, że co jakiś czas dochodzi do rozłamów – ludzie, którzy razem pracowali na rzecz Królestwa Bożego, w obliczu pojawiających się (albo coraz bardziej doskwierających) różnic, decydują się rozdzielić. Kategoryczne stwierdzenie, że jest to zawsze grzech byłoby nadużyciem. Nasz fragment jako uczynek ciała klasyfikuje przecież brak troski o jedność, a nie sam fakt rozłamu.
Zastanawia mnie rozejście się Pawła z Barnabą po pierwszej podróży misyjnej. Czytamy, że doszło między nimi do ostrego sporu (Dz 15,39) ze względu na Marka. Czy jednak odważylibyśmy się stwierdzić, że któraś ze stron tego konfliktu zgrzeszyła? A może jest to przykład tego, że rozstanie się z kimś może być podyktowane troską o jedność? Nie odważę się rozstrzygać tej sytuacji jednoznacznie. Zwracam jedynie uwagę na to, że zarówno Paweł z Sylasem, jak i Barnaba z Markiem, nadal służyli Bogu i wierzę, że spotkamy się z nimi w wieczności.

„POWINNO DOCHODZIĆ MIĘDZY WAMI DO ROZŁAMÓW”
Choć konflikty nie sprawiają nikomu bogobojnemu przyjemności, to jednak nie da się ich uniknąć. Do podziałów dochodziło w Kościele pierwszego wieku i nie zmieni się to aż do powrotu Pana. Choć Paweł jednoznacznie źle ocenia brak troski o jedność, w innym miejscu zauważa, że niektóre rozłamy są nam wręcz potrzebne:
„Przede wszystkim więc słyszę, że gdy się schodzicie jako kościół, powstają między wami podziały — i po części temu wierzę. Prawdę mówiąc, nawet powinno dochodzić między wami do rozłamów, aby wyszło na jaw, kto wśród was prawdziwie wierzy”
(1Ko 11,18-19).
Jest to naturalny sposób oczyszczania się zboru. Jeśli część społeczności jest prowadzona przez Ducha Świętego, a pozostała kieruje się „ciałem”, prędzej czy później musi dojść do rozłamu. Choć brak troski o jedność nie podoba się Bogu, to nie ma tu miejsca na tolerowanie błędnych przekonań i cielesnych celów.
Słowo Boże przygotowało nas do tego: „Pośród ludu jednak zdarzali się również fałszywi prorocy. Podobnie między wami pojawią się fałszywi nauczyciele. W skryty sposób będą próbowali wprowadzać zgubne herezje”(2P 2,1).
Choć mamy doskonalić się we wzajemnej miłości, która naprawdę wiele potrafi znieść, to jednak są pewne granice, których nie wolno nam przekraczać. Dla miłej zgody nie możemy godzić się na fałszywą naukę, sprzeczną z zasadami, które zostały „raz na zawsze przekazane świętym” (Judy 1,3). Jednak podejmując „odważną walkę w obronie wiary” pamiętajmy, że – wracając do katalogu uczynków ciała – Królestwa Bożego nie odziedziczą ludzie zaczepni, wrodzy, kłótliwi i porywczy!
Jasno stawiajmy granice i odważnie brońmy prawdy Słowa Bożego, ale róbmy to w sposób godny naśladowców Jezusa. Nasza niezgoda na herezję nie przekreśla troski o jedność, która jest przecież miła Bogu!
Jeśli ktoś próbuje zniszczyć jedność, Słowo Boże zwalnia nas z utrzymywania takich relacji za wszelką cenę: „A proszę was, bracia, strzeżcie się ludzi, którzy wywołują podziały i skandale, uderzające w naukę, którą przyjęliście — unikajcie ich” (Rz 16,17).

TROSZCZ SIĘ O JEDNOŚĆ
Brak troski o jedność to nie tylko szerzenie fałszywej nauki. To również bierność wobec rozpadu wspólnoty. Jezus bardzo wyraźnie wyartykułował co miał w sercu:
„Pragnę, by wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie. Niech oni w nas będą jedno, aby świat przez to uwierzył, że Ty Mnie posłałeś”
(Jn 17,21).
Skoro wiemy czego pragnie nasz Pan, jako Jego słudzy „dążmy do tego co służy pokojowi” (Rz 14,19). On wzywa nas nie tylko do tego aby nie niszczyć jedności! Jego wolą jest to, abyśmy działali proaktywnie – troszczyli się o jedność.
Zdarza się, że w sytuacji pojawiającego się sporu, myślimy, że najlepszym rozwiązaniem jest wycofanie się. „Niech się kłócą, to nie mój problem”. Ale czy na pewno? Brak troski o jedność objawia się na wiele sposobów. W rodzinie możemy unikać świątecznych spotkań, by nie słuchać politycznych kłótni. Ale czy nie moglibyśmy zrobić czegoś więcej niż wycofanie się?
Gdy w zborze pojawia się różnica poglądów, można schować się za stwierdzeniem: „Niech Starsi się tym zajmą”. Choć jest to ich zadanie, to czy troska o jedność nie wyraża się w tym, że wszyscy próbujemy lepiej się wzajemnie zrozumieć i dojść do zgody?
Bóg nie jest zainteresowany tylko tym czy doprowadziłeś do podziału. On pyta o to co zrobiłeś dla jedności?

PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI
Jak w praktyce troszczyć się o jedność? Naśladujmy Jezusa, który nie żywił do nikogo urazy. Choć był fałszywie oceniany i niesprawiedliwie traktowany, wciąż okazywał innym serce. To trudne, ale warto zacząć od drobnych kwestii, które nie wymagają więcej niż odrobina dobrej woli.
Stwórz listę „trudnych osób” i codziennie błogosław je w modlitwie szukając w nich czegoś dobrego, np.: „Panie, dziękuję, że ten brat jest wytrwały w służbie” albo „Dziękuję Ojcze, że choć ciężko jest mi znaleźć wspólny język z tą siostrą, to wiem, że Ty możesz użyć ją w miejscach, gdzie ja nie mam wstępu” .
Szukaj też wspólnego fundamentu. W Kościele jest miejsce i dla tradycjonalistów i charyzmatyków. Bóg nie kocha bardziej entuzjastów Śpiewnika Pielgrzyma niż zwolenników nowszych refrenów (choć nie mam tu pewności). Troska o jedność to szukanie tego co nas łączy. Gdy w kwestiach drugorzędnych się różnimy i uważamy, że coś można było zrobić w naszym zborze lepiej, pamiętajmy o tym co najważniejsze – wszyscy mamy jednego Pana (Ef 4,5).
Nie bójmy się jednak zdrowych granic. Troska o jedność nie oznacza zgody na wszystko. Czasem trzeba powiedzieć: „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale szanuję cię jako brata w Chrystusie”. Szczerość wyrażona w uprzejmy sposób służy jedności dużo bardziej niż milczenie.
Bóg nie dał nam luksusu obojętności. Biblia wzywa nas: „Dokładajcie starań, by zachować jedność Ducha w spójni pokoju” (Ef 4,3). Zwróć uwagę na czasownik: „dokładajcie starań” – to wymaga celowego wysiłku!

PRZYKŁAD Z RWANDY
Jedność nie jest opcją dla wybranych. To rozkaz dla każdego, kto nazywa się uczniem Chrystusa. Z Jego pomocą jest ona możliwa nawet tam, gdzie po ludzku jest to nierealne. Jednak dla Boga wszystko jest możliwe.
Po ludobójstwie w Rwandzie, w którym doszło do ekstremalnych aktów przemocy i podziałów etnicznych, społeczeństwo, znalazło się w stanie głębokiej traumy i rozbicia. Wiele kościołów i wspólnot religijnych było podzielonych – zarówno ze względu na wcześniejsze zaangażowanie niektórych struktur kościelnych w wydarzenia z 1994 roku, jak i w wyniku ogólnego kryzysu moralnego oraz społecznego.
W latach następujących po ludobójstwie, wielu chrześcijan w Rwandzie podjęło wysiłki, aby leczyć rany podziałów poprzez dialog, modlitwę i wspólne działania na rzecz przebaczenia. W praktyce oznaczało to między innymi organizowanie wspólnych nabożeństw i modlitw, podczas których uczestnicy – reprezentujący różne strony konfliktu – starali się znaleźć wspólny język pojednania.
Dzisiaj można znaleźć przykłady kościołów w Rwandzie, które aktywnie pracują na rzecz jedności. Oczywiście, sytuacja nie jest idealna, a rany po ludobójstwie są głębokie i skomplikowane. Jednak wiele wspólnot chrześcijańskich stara się być miejscem, gdzie przeszłość nie determinuje przyszłości, a wspólna modlitwa i działania na rzecz przebaczenia stają się fundamentem budowania jedności wśród tych, którzy byli wcześniej skrajnie podzieleni.
Niech nikt nie może zarzucić nam braku troski o jedność. Módlmy się o to by Pan pokazał nam jak budować mosty, tam gdzie inni stawiają mury.
„O, jak to dobrze i miło,
Gdy bracia żyją w zgodzie! (…)
Tak! Tam PAN zsyła błogosławieństwo,
Życie na wieki wieczne”
(Ps 133,1-3).


