Mroczne sekrety Watykanu / „Szpiedzy Watykanu. Tajne służby w kościele”, Ulrich Nersinger [ 133 | 2022 ]

atypowa ocena: 8/10

Tak powinno pisać się reportaże. Jestem pod wrażeniem książki, którą oddał w nasze ręce Ulrich Nersinger. Wyraźnie widać w niej, że posiada on nie tylko ogromną wiedzę na temat wszelkich historii związanych z Watykanem, ale ma do tego również doświadczenie jako pisarz. Od wielu lat komentuje on wydarzenia watykańskie, współpracując z wieloma redakcjami. Jest autorem kilkudziesięciu publikacji i książek, a najnowszy reportaż traktuje o tajnych służbach w kościele.

Ulrich Nersinger podzielił książkę na 23 niedługie rozdziały. To tak naprawdę zbiór najciekawszych (w subiektywnym wyborze autora) wydarzeń z historii, które nie składają się w konkretną całość. Choć zachowana została tu chronologia – i w pierwszych rozdziałach czytamy o starożytności, a w ostatnich o rezygnacji Benedykta XVI – nie ma potrzeby by czytać ten zbiór od deski do deski. Bez wątpienia niektóre historie zdadzą się nam ciekawsze od innych. Nie ukrywam, że kilka rozdziałów szczególnie mnie nie porwało, ale znalazły się też takie, które czytałem z wypiekami na twarzy, żałując, że autor nie zdecydował się ich bardziej rozwinąć.

Autor to ten po prawej

Prawda jest jednak taka, że to właśnie ta skrótowość stanowi w dużej mierze o sile tego reportażu. Podziwiam autora, że udało mu się w tak skondensowanej formie przestawić tak wiele informacji na temat działania tajnych służb w kościele. Nie mam wątpliwości co do tego, że łatwiej byłoby mu napisać wielotomowe dzieło, a jednak zdecydował się zawrzeć tak wiele materiału na zaledwie trzystu stronach.

MROCZNE SEKRETY WATYKANU

Kościół Rzymskokatolicki ma niezwykle rozbudowane struktury i niebywale długą historię. Niektórzy twierdzą, że to największa przestępcza organizacja na świecie, która do tego cieszy się licznymi przywilejami. Nie użyłbym tak ostrego sformułowania, ale trzeba przyznać, że książka Ulricha Nersingera dostarcza wiele amunicji przeciwnikom kościoła. Wielkim zakłamaniem byłoby upieranie się przy tym, że Watykan w swoich działaniach nie naruszał nie tylko prawa, ale również ogólnie przyjętych norm tego, co powszechnie uważa się za moralnie właściwe oraz etyczne.

Tajemnice, które odkrywa przed czytelnikiem Ulrich Nersinger mogą być szokujące. Wydaje się, że w dobie filmów sensacyjnych ciężko nas zaskoczyć, a jednak autorowi udaje się to wielokrotnie. Choć przykro o tym pisać, to jednak taka jest rzeczywistość „stolicy apostolskiej”. Papież ma swoich ludzi w niemalże każdym zakątku globu, a za kulisami toczą się polityczne gry, i to nieprzerwanie od zamierzchłych czasów. Niewiele się tu zmieniło na przestrzeni wieków, poza sposobami szyfrowania wiadomości i tym, że zamiast na konklawe zamurowywać okna, wystarczy obecnie po prostu uruchomić sprzęt zagłuszający sygnał radiowy.

Warto tu dodać, że to nie jest książka historyczna. To reportaż o tym co się działo, dzieje i nadal będzie się dziać:

„Papież Franciszek także nie chce zrezygnować z pozyskiwania informacji od swoich wysłanników. W czerwcu 2019 roku na spotkaniu z nimi powiedział, że jako jego przedstawiciel nuncjusz ma obowiązek stałego informowania papieża o najnowszych wydarzeniach oraz o różnych sytuacjach i zmianach kościelnych, społecznych i politycznych w kraju, do którego został wysłany. Do tego niezbędna jest dobra znajomość zwyczajów, a w miarę możliwości także języka tego kraju; ważne też, by zawsze dla wszystkich pozostawiał otwarte drzwi nuncjatury oraz drzwi swego serca”.

I choć ten oficjalny komunikat brzmi niegroźnie, a nawet dobrze, bo jakże moglibyśmy oceniać negatywnie wezwanie do tego, by mieć otwarte „drzwi swego serca”, to jednak historia rzuca wiele cieni na papieskich wysłanników. Okazuje się, że dziwnym „zbiegiem okoliczności”, ludzie z najbliższego otoczenia papieża znajdowali się blisko największych przewrotów, spisków i zamachów. Watykan za kulisami prowadził swoją grę, wspierając dla przykładu przedłużanie się wojny trzydziestoletniej, która była korzystna dla papieskich interesów.

INWIGILACJA PO KATOLICKU

Niektórzy nie kryją oburzenia wobec tego jak w okresie reformacji dbano o porządek moralny wśród konserwatywnych protestantów. Normą było to, że mieszkano w domach z wielkimi oknami, w których nie umieszczano żadnego rodzaju zasłon. Gdy mężczyźni wyruszali w drogę, w daleką podróż lub na wojnę, każdy mógł widzieć co dzieje się w jego domostwie wieczorami. Czytałem swego czasu o tym jak duchowni przechodzili przez miasto odwiedzając mieszkania parafian, kontrolując ich w ten sposób, że zaglądali do ich okien. Może nam się to wydawać dziś pogwałceniem świętej prywatności.

Nijak się to jednak ma do tego, co mniej więcej w tym samym czasie działo się we Francji na zlecenie samego papieża:

„Najsłynniejszy purpurat francuski, kardynał Armand-Jean du Plessis Duc de Richelieu (1585-1642), nie ograniczał się do używania szpiegów. Aby systematycznie zbierać wszelkiego rodzaju informacje, założył w Paryżu specjalną, nowoczesną instytucję szpiegowską, a mianowicie tzw. czarny gabinet. Jego oficjalna nazwa brzmiała: Gabinet Tajemnic Korespondencji. Książe Kościoła i pierwszy minister króla wydał zarządzenie, że cała korespondencja w kraju ma być obsługiwana przez centralny urząd pocztowy w Paryżu. Założył w stolicy biuro działające w największej tajemnicy. To tam otwierano wszystkie podejrzane listy, sporządzano ich kopie, a następnie znów starannie pieczętowano. Pieczęcie zdejmowano rozgrzanym drutem, a później z wielką wprawą i bez pozostawiania śladów interwencji umieszczano je na dawnym miejscu. Nikt nie był wyłączony z inwigilacji. Postępowano tak również (a właściwie zwłaszcza) z korespondencją zagranicznych dyplomatów.”

Okazuje się zresztą, że Richelieu robił to samo z korespondencją papieską, ponieważ chciał jednocześnie być lojalny wobec Francji. Historia bywa arcyciekawa.

PAPIEŻ – PRACA O PODWYŻSZONYM STOPNIU RYZYKA

Tym z Was, którzy marzą o zostaniu papieżem, muszę napisać, że to wcale nie taka super opcja jakby się mogło wydawać z relacji telewizyjnych. Oczywiście brzmi to jak fantazja każdego ekstrawertyka, że tłumy zabiegają o spotkanie się z Tobą, ale choć są to w większości zwolennicy, musisz się liczyć również z tym, że posiadasz śmiertelnych wrogów. I to niekoniecznie dlatego, że wyrządziłeś komuś krzywdę, ale zyskujesz przeciwników niejako z urzędu. Przeciwników, którzy nie cofną się przed porwaniem a nawet morderstwem, aby wyrazić swoją antypatię do kościoła.

W historii papieże nieraz byli uprowadzani i przetrzymywani wbrew własnej woli. Spokojne dni ustępują okresom niepokojów. Gdy cały świat zasnuły chmury II Wojny Światowej, a Włochy oficjalnie opowiedziały się po stronie faszyzmu, Watykan znalazł się w niebywale trudnym położeniu. Jeden z rozdziałów książki Ulricha Nersingera rzuca nam odrobinę światła na ten mroczny czas. Okazuje się, że była już przygotowana operacja porwania papieża, i niejako „cudem” nie została ona wprowadzona w życie. To arcyciekawy fragment historii i czytałem o tym z wypiekami na twarzy.

Również rozdział, który opisuje zamach na „naszego” papieża trzyma w niezwykłym napięciu. Mimo, że od postrzelenia Jana Pawła II upłynęło już ponad 40 lat, wciąż pozostaje wiele znaków zapytania odnośnie przebiegu zdarzeń 13 maja 1981 roku. Czy profesjonalny zabójca mógł okazać się nieskuteczny z tak niewielkiej odległości? Jedni widzą w tym „palec Boży”, ale nie brakuje też bardziej racjonalnych (choć niemniej szokujących) opinii:

„Francesco Bruno, psychopatolog wykładający na Uniwersytecie Rzymskim, wykładowca kryminologii na Włoskiej Wyższej Szkole Policyjnej oraz urzędnik w wydziale techniczno-naukowym włoskiego wywiadu cywilnego, w swoim liście po odejściu na emeryturę ze służb specjalnych napisał: „Zamach został celowo zaplanowany w taki sposób, żeby Jan Paweł II został tylko ranny, a nie zabity. A to ostrzeżenie z pewnością nie nadeszło ze Wschodu”. Wspólnik Alego Agcy, Celik, stwierdził podczas przesłuchania: „Ali Agca jest strzelcem nad strzelcami, mistrzem. Z tak bliskiej odległości mógł z łatwością zabić papieża. Zranił go tylko dlatego, że taki był rozkaz ludzi z Watykanu, którzy ten zamach zorganizowali”.

Czy tak rzeczywiście było? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Czy jednak to co wiemy o działaniach Watykanu pozwala nam z całą stanowczością wykluczyć taki scenariusz? Obawiam się, że nie.

W KATOLICKIEJ POLSCE NIE WSZYSCY BYLI WIERNI

Dla polskiego czytelnika bodajże najważniejszym rozdziałem będzie: „Polonia non semper fidelis. W katolickiej Polsce nie wszyscy byli wierni”. Ulrich Nersinger pisze w nim o trudnym czasie inwigilacji kościoła przez aparat komunistycznego państwa. Niektórzy mogą się buntować przed tym, że Niemiec chce informować nas o sytuacji w polskim kościele. Jednak pamiętajmy, że autor ten jest uznanym historykiem, a w swojej pracy opiera się o liczne materiały źródłowe, a w tej części książki odwołuje się do słów wielu polskich duchownych.

Trudno powiedzieć jaka była rzeczywista skala współpracy między duchowieństwem a państwem w okresie komunizmu. Oficjalnie kardynał Józef Glemp, prymas polski, wyznał w 2005 roku we włoskiej prasie:

„Każdy polski ksiądz był szpiegowany, łącznie ze mną. W biurze wywiadu były akta każdego z nas. Każdy duchowny proboszcz czy kleryk był monitorowany. W takiej atmosferze część księży decydowała się na współpracę z reżimem. Szacuje się, że w Polsce 15 procent duchowieństwa miało powiązania ze służbami specjalnymi i udzielało im informacji. Ale większość z nas się sprzeciwiała, te 85 procent.”

Wybaczcie mi, ale nie wierzę w szacunki Józefa Glempa. Nie sądzę, że 85 procent duchowieństwa sprzeciwiała się współpracy z aparatem bezpieczeństwa. To były trudne czasy, z którymi wciąż się nie rozliczyliśmy. Nie chodzi mi o napiętnowanie byłych współpracowników. Miłosierdzie góruje nad sądem. Ważna jest jednak prawda i szczera pokuta. Niestety to co otrzymujemy to najczęściej hipokryzja i polityka. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat takich postaci jak Stanisław Wojciech Wielgus, Konrad Hejmo czy Józef Kowalczyk (nuncjusz papieski, który został później prymasem polski) – polecam Wam ten rozdział. Nie wszyscy w naszym kraju byli wierni.

WERDYKT

„Szpiedzy Watykanu. Tajne służby w kościele” to świetny reportaż. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy lubią wiedzieć. Zbiór zebranych przez Ulricha Nersingera historii pozwoli dołożyć nam kolejne elementy do postrzegania dziejów takimi jakimi faktycznie były.

Książkę czyta się wyjątkowo dobrze, choć naszpikowana jest wiedzą i odwołaniami do wielu postaci, których przeciętny czytelnik może nie kojarzyć. Nie zaburza to jednak lektury, a jedynie umocowuje niewiarygodne historie w konkretnej, weryfikowalnej rzeczywistości. Polecam, choć – jak zauważa sam wydawca – „autor bada zagadki, o które niejeden katolik bałby się zapytać”.

Nie bójmy się jednak mieć otwartych oczu. Prawda nie boi się weryfikacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: