Trzeszczące granice cierpliwości / „Grona gniewu”, John Steinbeck [ 143 | 2022 ]

atypowa ocena: 10/10

Cóż to jest za powieść. John Steinbeck potwierdza tym arcydziełem, że słusznie po lekturze „Na wschód od Edenu” szybko awansował do wąskiego grona moich ulubionych autorów. Pisze w sposób bardzo przenikliwy, łącząc w swojej prozie niezwykły zmysł obserwacji z umiejętnością wyrażania i budzenia głębokich emocji.

„Grona gniewu” są bardzo smutne. W dużej mierze to powieść tragiczna, zanurzona w przejmującej beznadziei. To powieść, która domaga się reakcji, choć tak naprawdę wiemy, że na niewiele się to zda.

WĄSKA GRANICA MIĘDZY GŁODEM A GNIEWEM

John Steinbeck zabiera nas w sam środek wielkiego kryzysu. Znacznie większego niż ten, który dziś spędza nam sen z powiek. Ale być może wcale nie tak odległego jakby mogło się wydawać. Trwa wielka migracja. Ludzie tabunami przemieszczają się na zachód do raju. Tak przynajmniej mniemają, zwabieni kolorowymi ulotkami, obiecującymi pracę w słonecznej Kalifornii. Zderzają się jednak z brutalną rzeczywistością – wyzyskiem i niechęcią ze stroną lokalnych przedsiębiorców.

„I nagle maszyny wyparły tych ludzi z ziemi, zaroiło się od nich na szosach. Ruszyli przed siebie, a szerokie autostrady, obozowanie w przydrożnych rowach, głód i lęk przed głodem dokonały w nich przemiany. Spowodował ją też widok głodnych dzieci i niekończący się marsz naprzód. Stali się koczownikami. Zmienili się i zjednoczyli także pod wpływem wrogości, z jaką się spotykali, która sprawiła, że małe miasteczka łączyły się i zbroiły jak na odparcie najeźdźców, że tworzyły się bojówki zbrojne w trzony oskardów, że urzędnicy i sklepikarze sięgali po fuzje, by bronić swego świata przed własnymi braćmi.”

Ta wielka powieść nie traktuje tylko o kryzysie, choć to on jest osią narracji. Ale jest to powieść znacznie większa i głębsza, traktująca o uniwersalnej kondycji społeczeństwa. O tym co rodzi się w ludzkiej, umęczonej duszy, gdy zbyt długo wieje nam wiatr w oczy. To opowieść o heroizmie i braterstwie, które łączy udręczonych maluczkich. To historia o zwykłych ludziach i tym jak łatwo obudzić w nich zwierzęce instynkty. To w końcu przypowieść o braku sprawiedliwości i granicach cierpliwości.

„Pola obrodziły hojnie, a drogami wędrowali przymierający głodem biedacy. Spichrze były pełne, a dzieci nędzarzy chorowały na krzywicę i ciałka ich z niedożywienia obsypane były krostami. Wielkie spółki nie zdawały sobie sprawy, jak wąska jest granica między głodem a gniewem.

TRZESZCZĄCE GRANICE CIERPLIWOŚCI

Steinbeck buduje napięcie niespiesznie. Dokładnie poznajemy dzieje poszczególnych bohaterów. Zdążymy ich polubić, zgłębić ich motywacje oraz „demony” przeszłości. Gdy już się do nich przywiązujemy i szczerze im kibicujemy, kryzys coraz bardziej daje się im we znaki. Niesprawiedliwość z jaką się stykają jest rażąca, wręcz druzgocąca. A jednak żyją. Nie poddają się. Walczą każdego dnia o kolejny dzień. Boli nas to, że spotykająca ich krzywda jest niepotrzebna. Że wystarczyłaby dobra wola i prawdziwe braterstwo, aby odwołać „cały ten kryzys”. Tymczasem jednak brat wykorzystuje brata. Budzą się w ludziach najgorsze instynkty, a nam kończy się cierpliwość. Wiemy, że musi mieć ona swoje granice.

„Pieniądze, którymi można było podnieść płace, szły na bomby łzawiące, na broń, na agentów i szpiegów, na sporządzanie czarnych list, na ćwiczenie bojówek. Szosami ciągnęły jak mrówki tłumy wędrowców w poszukiwaniu pracy i chleba. Fermentowały w nich pierwsze zaczątki gniewu”.

Z każdą stroną (a jest ich sporo) czujemy się coraz bardziej rozgniewani. I coraz bardziej bezsilni. W ten sposób jesteśmy towarzyszami tysięcy amerykanów, którzy musieli opuścić swoje domy w poszukiwaniu pracy i nadziei na jakiekolwiek jutro. Jesteśmy razem w obozach. Jesteśmy razem na plantacjach owoców. Jesteśmy razem na tej smutnej szosie numer 66:

„Szosa 66 to droga ucieczki dla tych, co uchodzą przed lotnym piaskiem i kurczącą się ziemią, przed grzmotem ciągników i wywłaszczaniem, przed powolną inwazją pustyni w kierunku północnym, przed huraganami nadciągającymi z wyciem od Teksasu, przed powodziami, które nie wzbogacają ziemi, lecz niszczą nawet te trochę bogactwa, które można by na niej znaleźć. Przed tym wszystkim uciekają ludzie i ciągną na szosę 66. Ciągną bocznymi drogami, dróżkami wyjeżdżonymi przez wozy i polnymi ścieżkami. Szosa 66 to droga-matka, droga-ucieczka.”

Ciężko czytać ze spokojem o tak daleko idącej patologii, kiedy jedni umierają z głodu, a drudzy niszczą jedzenie, ponieważ owładnięci są żądzą zysku. Jak tu nie zgodzić się z Biblią, która stwierdza, że „korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy” (1 Tymoteusza 6,10)? Dalej czytamy, że „niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się w przeróżne cierpienia”. Steinbeck bardzo żywo odmalowuje nam ten smutny obraz, składający się z głodu, bólu i wyzysku.

„Dzieci umierające z niedożywienia, dzieci, które muszą umierać, gdy bowiem nie ma na pomarańczach zysku – nie ma i pomarańczy. Koroner pisze w aktach zgonu: „Zmarł z niedożywienia”, żywność bowiem musi gnić – i robi się, co można, by gniła. Nad rzekę ciągną ludzie z sieciami, by wyłowić z wody ziemniaki, ale strażnik zawraca ich w pół drogi. Zjeżdżają roztrzęsionymi wozami po wyrzucone na śmietnik pomarańcze, lecz oblano je już naftą. Stoją więc bez ruchu, patrząc na unoszone falami rzeki ziemniaki, słuchając kwiku świń zarzynanych w rowie i posypywanych niegaszonym wapnem, patrzą, jak w ich oczach gniją i topnieją stosy pomarańczy, zmieniając się w cuchnące, lepkie błoto. Klęska wyziera z oczu tych ludzi. Z oczu tych zgłodniałych wyziera rosnący gniew. W sercu ich wzbierają i dojrzewają grona gniewu – zapowiedź przyszłego winobrania.

Cierpliwość ma swoje granice. W tej powieści napięte są do granic możliwości. Słyszymy jak trzeszczą. Czujemy, że jesteśmy świadkami czegoś przełomowego. John Steinbeck odmalowując genialną prozą nieco apokaliptyczny obraz Stanów Zjednoczonych doby kryzysu, nawiązywał w swojej kreacji do tego, że również Boża cierpliwość kiedyś się wyczerpie. Przyjdzie czas winobrania:

„Z Jego ust wychodził ostry miecz. To nim podbije narody! Sam żelaznym berłem będzie nimi rządził. Osobiście też wygniecie w tłoczni wino płomiennego gniewu Wszechmocnego Boga. A na szacie oraz na biodrze wypisany miał tytuł: Król królów i Pan panów” (Objawienie Jana 19:15-16).

ZOSTANIEMY ROZLICZENI

Dziś trwa niesprawiedliwość. Ale wszelka niesprawiedliwość zostanie kiedyś ukrócona. Taki morał widzę w tym wielkim dziele Steinbecka. To genialnie skonstruowana powieść, która tchnie jednak nadzieją, że przyjdzie czas rozliczenia. Grona gniewu już dojrzewają – i są zapowiedzią przyszłego winobrania.

To bez wątpienia jedna z lepszych książek jakie w życiu czytałem. Wzruszałem się, gniewałem, szokowałem. Cieszyłem się wraz z bohaterami gdy udało im się zdobyć kawałek mięsa na kolację i smuciłem, gdy ich grono kolejny raz się pomniejszało. To była długa, ciężka, ale także bardzo pouczająca podróż.

Każdemu z ręką na sercu rekomenduję „Grona gniewu”. Wciąż się waham jak je ocenić na tle „Na wschód od Edenu”, sagi, którą uznałem za arcydzieło. Nie będąc pewnym czy „Grona gniewu” nie są powieścią jeszcze lepszą, nie mam innej możliwości niż przyznanie im maksymalnej oceny i odsyłanie Was do księgarni. Warto! To książka przy której gwarantowane macie przynajmniej kilka smutnych wieczorów. Ale smutek ten może być oczyszczający, a nawet otrzeźwiający. Pamiętajmy, że przyjdzie czas rozliczeń.

2 odpowiedzi na “Trzeszczące granice cierpliwości / „Grona gniewu”, John Steinbeck [ 143 | 2022 ]”

  1. Mam pewien problem z tego typu księgami objawionymi – znów płonie zboże na polach, znów brudne bomby, znów pieniądze na trolle internetowe, zamiast na głodne dzieci. Co z tego, że czytelnik, autor, co z tego, że rzesze ludzi wiedzą, tak po ludzku wiedzą, że dzieje się zło, że cierpliwość ma granice? Ta książka nic nie zmieni. Tak, jak wiedza.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Rozumiem co masz na myśli, choć jestem przekonany, że Steinbeck pisał „Grona gniewu” właśnie z ideą, że coś to zmieni. Że uda się w ten sposób pokazać ciemiężonym i niesprawiedliwie traktowanym drogę, jak wyrwać się z tego błędnego koła. Jedyne wyjście (wg autora) to zjednoczenie i wspólne przeciwstawienie się opresyjnej garstce. Dla mnie to utopia, ale nie odmawiam nikomu prawy do wiary w to. Ja wierzę w sprawiedliwość, która nastanie gdy przeminie to co określamy mianem „dzisiaj”. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: