„Kto by rzekł bratu swemu: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.”

Określenie „głupi” budzi wśród chrześcijan sporo kontrowersji. I to jak najbardziej słusznie, wszak stąpamy tu po cienkim lodzie! Od razu powinny nam się przypomnieć słowa Jezusa, które znamy z Kazania na Górze:

„Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.” (Mt 5,21-22 BW)

Trzeba nam zatrzymać się nad tymi ważnymi słowami Zbawiciela i dobrze je zrozumieć. Musimy traktować je śmiertelnie poważnie, ponieważ mowa jest tu o niezwykle dotkliwych konsekwencjach, jakie mogą nas spotkać, jeśli – jak czytamy – zwrócimy się do kogoś per „głupcze”! Skoro Jezus mówi, że kto powie do brata swego „Głupcze” – pójdzie w ogień piekielny, naprawdę warto ważyć słowa.

Jednak czy ten fragment Kazania na Górze jest jednoznacznym zakazem używania tego określenia? Czy chrześcijanin ma wymazać słowo „głupiec / głupi” ze swojego słownika – zapomnieć, że ono istnieje? Niektórzy tak właśnie rozumieją ten fragment – aby nikogo nie nazywać głupim, a co za tym idzie, aby również żadnego zachowania nie oceniać jako głupie.

Jak sobie z tym radzimy? Trzeba wtedy znaleźć jakieś łagodniejsze synonimy, zamienniki tego określenia. Zamiast „głupi” powiemy, że ktoś jest niemądry albo bardzo nierozsądny… Jednak czy o to chodziło Jezusowi? Abyśmy trzymali się „litery” tego co powiedział? Żebyśmy mogli się pochwalić gdy się z Nim spotkamy: „Panie, panie – nigdy nie określiliśmy nikogo głupcem, ponieważ znaleźliśmy wiele lepszych słów”? Przecież chodzi o stosowanie się do „ducha”, a nie wyłącznie „litery” nauczania Jezusa. Spójrzmy uważnie na ten fragment i dostrzeżmy czego uczy nas nasz Mistrz w tym miejscu?

PO PIERWSZE – SZANUJ INNYCH

Ten fragment kazania Jezusa dotyczy szacunku względem drugiej osoby, a nie rzetelnej, szczerej oceny czyjegoś postępowania. W przekładzie Biblii Ewangelicznej słowa Jezusa oddane są tak:

„Ja wam natomiast mówię: Każdy, kto żywi gniew względem swojego brata, będzie podlegał karze. Kto podepcze jego godność, stanie przed Radą Najwyższą, a kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary.” (Mt 5,22 SNP)

Ważny jest kontekst danych słów. W tych wersetach mowa jest o gniewie, o godności i w tym kontekście pojawia się określenie „głupiec”. Nie chodzi tu o uzasadniony gniew, który wynika z niegodziwości czy niesprawiedliwości. W takich przypadkach czytamy o gniewie Bożym, a i Jezusowi – którego mamy naśladować – zdarzyło się słusznie rozgniewać, choć był wzorem łagodności.

GNIEW GNIEWOWI NIERÓWNY

W języku greckim jest kilka słów na określenie gniewu. To, które znajdujemy w tym fragmencie Pisma Świętego pokazuje nam, co Jezus chciał przekazać. Mateusz z jakiegoś powodu nie użył tu greckiego słowa: thymos, które najczęściej występuje jako „gniew” w Nowym Testamencie. Thymos oznacza dosłownie: „zapalczywość, złość, gniew rozpalający się w jednej chwili i zaraz potem przygasający”.

W języku greckim słowa tego używano też, by określić ogień powstały z wysuszonej trawy. Wiemy, że taki ogień bardzo szybko się rozpala i równie szybko gaśnie. Znamy też tego rodzaju gniew, ale nie o takim mówił Jezus w Kazaniu na Górze. Oczywiście nie twierdzę tu, że taki gniew jest czymś właściwym. To o takim gniewie – thymos – pisze Paweł do Efezjan: Usuńcie spośród siebie wszelką gorycz i gwałt, gniew, krzyk i oszczerstwo. Nie tolerujcie po swej stronie najmniejszej niegodziwości” (Ef 4,31).

Jednak w Kazaniu na Górze Jezus mówi o gniewie, który w języku greckim określa się słowem orge – tłumaczonym jako „złość, oburzenie” lub właśnie „gniew”. Słowem tym określa się złość wyrażającą się poprzez karę, dlatego słowa tego używało się w grece również na określenie samej kary. Widzimy to w słowach Jana Chrzciciela kierowanych do duchowej elity, która zaczęła przychodzić nad Jordan, aby przyjąć chrzest na odpuszczenie grzechów:

„A gdy zobaczył, że wielu faryzeuszów i saduceuszów przychodzi na chrzest, powiedział: Wy, pomioty żmij, czy ktoś wam doradził, aby uchodzić przed nadchodzącym gniewem (orge)?” (Mt 3,7).

Jezusowi chodzi o taki gniew, który wyraża się poprzez karę – w konkretnym działaniu. Według słów Jezusa karze będzie podlegał ten kto „żywi gniew” – to znaczy, że go dokarmia, pielęgnuje, podsyca w sobie – nie pozwala, aby szybko sam się wypalił. Jezus występuje bardzo konkretnie przeciwko takiej postawie! Przeciwko osądzaniu innych w złości.

Możemy jeszcze lepiej zrozumieć, o jakim gniewie mówi Jezus,  kiedy przypomnimy sobie historię syna marnotrawnego. Jest to dość dobrze znana przypowieść o ojcu i dwóch braciach. Wiemy, że młodszy całkowicie zawiódł – domagał się „swojej” części majątku, choć wcale mu się nie należała za życia ojca. Postawił jednak na swoim, a potem wszystko utracił. Skruszony wraca w rodzinne strony i spotyka się z wybaczeniem i radością. Nie wszyscy jednak się cieszą!

Czytamy o tym „porządnym” synu, który bardzo gniewa się na to, że ojciec urządza, ucztę by wyrazić swoją radość z powodu „odzyskania” jego młodszego brata. Jezus opowiadając tę przypowieść używa tego samego słowa co w omawianym fragmencie Kazania na Górze – czasownika orgidzo (złościć się, gniewać się), który pochodzi od wspominanego określenia gniewu – orge.

„Ten oto mój syn był martwy, a jednak ożył, był zgubiony, lecz odnalazł się. I zaczęto się bawić. Starszy syn tymczasem pracował na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i odgłosy tańców. Przywołał więc jednego z młodych służących i zapytał, co się dzieje. Wrócił twój brat! — usłyszał. — Twój ojciec kazał zabić dorodne cielę i cieszy się, że odzyskał go zdrowego. Starszy syn wpadł w gniew. Nawet nie chciał wejść do domu” (Łk 15,24-28).

Czy tak na ludzki rozum nie miał powodów, żeby się rozgniewać? Ciężko dziwić się jego pierwszej reakcji. Problemem było jednak to, że on nie chciał, aby ten gniew (który można uznać nawet za uzasadniony) szybko się wypalił. Wolał żywić w sobie gniew względem swojego brata. Był w nim gniew, który powiązany został z osądem wyrażającym się poprzez karę. Wydał w tym gniewie wyrok: „Mój brat nie zasługuje na przyjęcie! A skoro miłosierny ojciec popełnia taką głupotę to jego sprawa, ale moja noga nie postanie na tej niesprawiedliwej imprezie! Słusznie jestem zagniewany i to na śmierć! Nie wejdę nawet do domu”.

Jezus uczy nas, że kto żywi taki osądzający gniew – podlegał będzie osądowi. Tak jak powiedziano w Torze, że ten „kto zabije będzie podlegał karze” (2Mo 21,12), tak Chrystus nie tylko podtrzymuje, ale rozszerza jeszcze ten przepis. Mówi, że kto się gniewa w ten sposób – podlegał będzie karze.

Jezus potępia kategorycznie gniew, który się w sobie pielęgnuje. Taki, któremu nie pozwalamy szybko się wypalić. Gniew, który żywimy, zamiast pozwolić mu ostygnąć. Gniew, który przeradza się w mściwą zapalczywość.

Jeśli chcemy być posłuszni Jezusowi, to powinniśmy wyeliminować z naszego życia gniew, „bo gniew człowieka nie daje miejsca sprawiedliwości Bożej” (Jk 1,20).

SŁOWA, KTÓRE NIE POWINNY PADAĆ Z NASZYCH UST

Chrześcijanin nie powinien tracić panowania nad sobą z powodu czyjegoś uchybienia. I to właśnie w kontekście takiego gniewu Jezus w naszym tekście mówi o dwóch przykładach słów, które nie powinny padać z naszych ust. Chodzi o dwa przykłady wyrażania gniewu w naszej mowie. Gniew w sercu i gniew w mowie są jednakowo zabronione.

  • Ten kto mówi do swego brata: Racha, stanie przed Radą Najwyższą

Jezus używa tu słowa racha, które trudno przetłumaczyć. Jest ono wzięte bezpośrednio z języka aramejskiego i znaczy dosłownie „pusta głowa”. Racha to „głowa bez rozumu”, czyli  „głupiec”. Była to dość powszechna obelga, której używali Żydzi w czasach Chrystusa. Nazwanie kogoś racha, równało się uznaniu go za wielkiego głupca, idiotę. Słowem tym wyrażano po prostu pogardę dla drugiego człowieka.

Pogarda jest grzechem! Poczucie wyższości może wynikać z różnych powodów, ale żaden z nich nie jest dobry. Do nikogo nie wolno nam odnosić się z pogardą – pamiętajmy, że Chrystus umarł za wszystkich. Myśl Jezusa dobrze oddaje tu przywoływany już przekład literacki: „Każdy, kto żywi gniew względem swojego brata, będzie podlegał karze. Kto podepcze jego godność, stanie przed Radą Najwyższą, a kto go nazwie głupcem, skończy w ogniu miejsca wiecznej kary” (Mt 5,22 SNP).

  • Ten kto mówi do swego brata: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny

Tu też warto spojrzeć do greki, w której spisana była ewangelia, by lepiej uchwycić sens słów Jezusa. Znajdziemy tu słowo moros – przymiotnik tłumaczony jako „głupi”, ale mający też znaczenie: „niepobożny, bezbożny”. To jest dość ciekawe, bo słowo to oznacza głupotę w sprawach religijnych i jest synonimem niegodziwości, bezbożnictwa. O tego rodzaju głupocie mówi Psalmista: „Głupi rzekł w sercu swoim: Nie ma Boga!” (Psalm 14,1).

Nazwanie kogoś moros oznaczało nie tyle krytykę czyjegoś poziomu intelektualnego, lecz posądzanie o niemoralność, niegodziwość. To odpowiednik naszego: „Ty bezbożniku…!”  lub „Ty obłudniku jeden…!”

Tak zdarzyło się Jezusowi określić uczonych w Piśmie i faryzeuszy – za to że byli hipokrytami. Ich głupota wyrażała się w tym, jak podchodzili do spraw religijnych i moralnych. Paradoksalnie ci, którzy uchodzili za najbardziej pobożnych, określeni są przez Jezusa mianem moros – jako bezbożnicy. Na tym polegała obnażana przez Jezusa głupota tych elit:

„Biada wam, znawcy Prawa i faryzeusze, obłudnicy! Potraficie obejść morze i ląd, żeby zyskać jednego wyznawcę, a gdy się wam to uda, czynicie go synem godnym wiecznej kary dwa razy gorszym, niż wy. Biada wam, ślepi przewodnicy! Mówicie: Kto przysięga na przybytek — to nic; kto przysięga na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Bezmyślni! Ślepcy!  (Głupi i ślepi! – w przekładzie Biblii Warszawskiej) Co jest ważniejsze: złoto czy przybytek, który uświęca złoto?” (Mt 23,15-17 SNP).

Jezus uczy nas w Kazaniu na Górze, że zniesławienie drugiego człowieka, obrabowanie go z dobrego imienia, pogardzanie nim – jest jednoznacznie złe. Ten kto plotkuje, obmawia czy obraża drugiego – musi liczyć się z karą. Tego typu działania, wynikające z żywionego gniewu, są jednocześnie nieposłuszeństwem wobec nauki Jezusa. Takie postępowanie jest w jak najbardziej dosłownym sensie grzechem zasługującym na piekło.

Parafrazując omawiany tekst, zauważmy, że Jezus chce nam powiedzieć: „W dawnych czasach potępiano mordercę; i oczywiście, morderstwo zawsze pozostanie wielkim złem. Lecz mówię wam, na sąd zasługują nie tylko zewnętrzne postępki. Również najskrytsze złe myśli poddane są skrupulatnemu badaniu. Długotrwały gniew jest czymś złym, pogardliwe wypowiedzi są złe; bezmyślna i złośliwa obmowa, zniesławienie dobrego imienia – jest grzechem i zasługuje na potępienie”.

Nie koniecznie musisz kogoś zabić, by być mordercą w sercu. W pewnym sensie robisz to gardząc bliźnim, zniesławiając jego dobre imię – bo wiemy jak bardzo słowa potrafią ranić. Mogą bez trudu zadać śmiertelny cios!

W tych słowach – „kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny” – Jezus zabrania nam pielęgnowania i podsycania gniewu, który znajduje ujście w obraźliwych słowach. Jezus mówi, że nie możemy pogardzać innymi. Szacunek do drugiego człowieka powinien być nadrzędną zasadą, jaką kierujemy się na co dzień.

KIEDY WOLNO NAM NAZWAĆ KOGOŚ GŁUPIM?

Czy zatem uczeń Jezusa nie może nazywać niektórych działań mianem głupich? A może jednak nie powinien wykreślać słowa „głupcze” ze swojego słownika? Bo czy nie mamy podstaw, by stwierdzić, że nawet powinniśmy nazwać czasem kogoś głupim? Przecież sam Jezus, który jest naszym wzorem, nazywa uczonych w Piśmie i faryzeuszy – jak już przytoczyłem – głupimi i ślepymi (greckie moros)?

Oczywiście możemy stwierdzić, że to Jezus, więc w myśl polskiego powiedzonka – „co wolno wojewodzie, to nie tobie…” – nie powinniśmy się powoływać na ten przykład. On miał takie rozeznanie, że mógł określić kogoś głupcem, ale nam tego nie wolno robić. Czy rzeczywiście?

Jeśli uważnie studiujemy Nowy Testament, zobaczymy, że i apostołowie używali tego określenia. A jestem przy tym przekonany, że nie przekraczali oni nauczania Jezusa! Nigdy nie nazwali nikogo głupim ze względu na żywiony w sobie gniew. Nie pielęgnowali w sobie urazy i nie wypowiadali słów, by kogoś obrazić. Patrząc jednak na świadectwo ich służby, widzimy, że czasem po prostu trzeba nazywać rzeczy po imieniu.

Apostoł Piotr wyraźnie stwierdza, że na tej ziemi są ludzie głupi. Wskazuje nam jednak pewne zadanie względem głupich:

„Bądźcie poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana, czy to królowi jako najwyższemu władcy, czy to namiestnikom, jako przezeń wysyłanym dla karania złoczyńców, a udzielania pochwały tym, którzy dobrze czynią. Albowiem taka jest wola Boża, abyście dobrze czyniąc, zamykali usta niewiedzy ludzi głupich” (1P 2,13-15).

Widzimy też, że apostołowi Pawłowi – świetnie znającemu Pismo, a przede wszystkim pełnemu Ducha Świętego – zdarzało się niejednokrotnie nazwać kogoś głupim, albo przestrzec wierzących, aby głupimi się nie okazali. Wzywał uczniów Jezusa, by nie zachowywali się w sposób głupi. Nie robił tego jednak w formie pogardzania kimkolwiek. Wierzę, że te czasem ostre słowa wynikały z troski o koniec drogi odbiorców jego listów.

O głupi Galatowie! Któż was omamił, abyście prawdzie nie byli posłuszni, którym przed oczyma Jezus Chrystus przedtem był wymalowany, i między wami ukrzyżowany? Tego tylko rad bym się nauczył od was: Z uczynkówli zakonu wzięliście Ducha, czyli z słuchania wiary? Takeście głupi? począwszy duchem, teraz ciałem dokonywacie?” (Gal 3,1-3 BG).

Paweł nie przebiera w słowach, ale wiemy, że on nie pogardza wierzącymi z Galacji. Bynajmniej! On chce nimi wstrząsnąć, bo ich kocha – i dlatego mówi im prawdę: „To co robicie jest głupie! Czy naprawdę jesteście tacy nierozumni? Czy aż tak głupi jesteście – że przyjęliście Chrystusa, a teraz się odwracacie od Niego i zaczynacie polegać na własnych uczynkach?”. To zaprzeczenie Ewangelii!

Ewangelia działa w drugą stronę! Dobra Nowina polega na tym, że oto byliśmy głupi. Żyliśmy głupio i czekały na nas straszliwe konsekwencje tej głupoty – ale już tak nie musi być, dzięki Jezusowi:

„Bo i my kiedyś byliśmy nierozumni (dosłownie: głupi), nieposłuszni, zagubieni, zniewoleni przez przeróżne żądze i rozkosze, żyjący w gniewie i zazdrości, znienawidzeni i do siebie nawzajem odnoszący się z nienawiścią. Gdy jednak objawiła się dobroć i miłość naszego Zbawcy, Boga, do ludzi, zbawił nas nie dzięki naszym uczynkom, dokonanym w sprawiedliwości, lecz dzięki swemu miłosierdziu, przez kąpiel odrodzenia i odnowę, którą sprawia Duch Święty” (Tyt 3,3-5 SNP).

I właśnie to – fakt, że sami zostaliśmy wyrwani z głupoty – zabezpiecza nas przed tym, byśmy przypadkiem nie pogardzali innymi. Świadomość tego, jacy sami byliśmy, powinna się przekładać na szacunek, jaki okazujemy drugiemu człowiekowi. Taki jest zresztą bezpośredni kontekst cytowanych powyżej słów Pawła. Instruował on Tytusa, aby ten zachęcał wierzących do „pełnej łagodności”:

„Przypominaj im, aby byli poddani i posłuszni zwierzchnościom oraz władzom, gotowi do każdego szlachetnego czynu. Niech nikogo nie znieważają, unikają sporów, będą uprzejmi i wszystkim ludziom okazują pełną łagodność” (Tyt 3,1-2 SNP).

Jeśli szukasz odpowiedzi na pytanie, kiedy wolno nam nazwać kogoś głupim, to odpowiedź brzmi: Słowo Boże wzywa nas do okazywania wszystkim ludziom pełni łagodności. Oznacza to, że nic co wypowiadamy, nie powinno mieć w sobie intencji wyrządzenia komukolwiek krzywdy. Rozważane tu słowa Jezusa powinny działać na nas jak wiadro zimnej wody – studzić nasz język. Ważmy nasze słowa:

Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają” (Ef 4,29 BW).

Jeśli jednak zbadamy nasze serce, usuniemy z niego gniew i wiemy, że nasze intencje są czyste – nie bójmy się nazywać po imieniu tego, co jest głupie. Możemy to czynić za przykładem Jezusa oraz apostołów. Szczerość połączona z miłością i łagodnością może uratować innych od fatalnych konsekwencji trwania w głupocie. Jest znacznie później niż wielu sądzi – to najwyższa pora, aby porzucić to co głupie, skończyć z brakiem rozsądku:

„Zwracajcie zatem uwagę na własne postępowanie. Nie zachowujcie się jak niemądrzy. Żyjcie raczej jak ludzie mądrzy, którzy nie marnują najdrobniejszej chwili, szczególnie że przyszło nam żyć w trudnych czasach. Dlatego koniec z brakiem rozsądku (Ef 5,15-17 SNP).

Kto żywiąc gniew, nazywać będzie braci głupimi – nie uniknie kary ognia piekielnego. Kto jednak nawróci grzesznika z jego błędnej drogi, nie szczędząc mu nawet określenia, że jest głupi (aby nim wstrząsnąć, otworzyć mu oczy) – wybawi jego duszę od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów (Jk 5,20). Chrześcijanin ma jednak szanować drugiego człowieka, nawet jeśli jest zmuszony powiedzieć mu coś w dosadny sposób. „Kto może to pojąć, niech pojmuje!”.

Jedna odpowiedź na “„Kto by rzekł bratu swemu: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.””

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: