Często powracam do fundamentalnych słów apostoła Pawła:
„Gdyż łaską jesteście zbawieni, przez wiarę. Nie jest to waszym osiągnięciem, ale darem Boga. Nie stało się to dzięki uczynkom, aby się ktoś nie chlubił”
(Ef 2,8-9 SNP).
To jasny komunikat: nikt nie może „zapracować” sobie na miejsce w niebie poprzez bycie dobrym człowiekiem. Nie wystarczy być miłym, uczciwym czy hojnym. Zbawienie to Boży dar, którego nie da się otrzymać inaczej niż przez wiarę.
Ale z drugiej strony, przewracając kilka kartek w naszej Biblii, natrafiamy na słowa Jezusa, który stawia poprzeczkę zdumiewająco wysoko:
„Powiem więcej: Jeśli w swej sprawiedliwości nie posuniecie się dalej niż znawcy Prawa i faryzeusze, nie wejdziecie do Królestwa Niebios”
(Mt 5,20 SNP).
Na pierwszy rzut oka te dwa fragmenty mogą wydawać się sprzeczne. Skoro zbawienie nie zależy od moich uczynków, to dlaczego Jezus wymaga ode mnie sprawiedliwości, która „posuwa się dalej” niż rygorystyczna dyscyplina ówczesnych liderów religijnych? Czyżby apostoł Paweł i Jezus mieli inną koncepcję jak trafić do nieba? Bynajmniej!
Klucz do zrozumienia tej zależności znajduje się w kolejnym wersecie cytowanego fragmentu o łasce. Apostoł Paweł natychmiast dodaje:
„Jesteśmy Jego dziełem. Zostaliśmy stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów. Bóg przygotował je już wcześniej, by były treścią naszego życia”
(Ef 2,10 SNP).

Widzimy tu objawiony Bożą plan dla naszego życia. To szczególny fragment Słowa Bożego, który wprost nam mówi, co ma być treścią naszego życia!
Dobre czyny nie są biletem do nieba, ale są celem, dla którego zostaliśmy stworzeni i odkupieni. Bóg nie kocha nas dlatego, że jesteśmy dobrymi ludźmi. On zbawił nas z naszych grzechów, ale nie po to, abyśmy pozostali tacy sami. Zrobił to abyśmy stali się ludźmi, których życie jest wypełnione dobrem – i to dobrem przygotowanym przez samego Boga.
WYSOKO ZAWIESZONA POPRZECZKA
Dlaczego Jezus zawiesił poprzeczkę akurat nad głowami faryzeuszy? W naszych czasach „faryzeusz” to synonim hipokryty, ale w tamtych realiach byli to ludzie budzący podziw swoją dyscypliną. Jeśli ktoś w ówczesnym Izraelu zasługiwał na miano „dobrego człowieka”, to właśnie oni. Skrupulatnie przestrzegali zasad, dbali o moralność i poświęcali czas na modlitwę. Problem polegał jednak na tym, że ich sprawiedliwość była fasadowa – piękna z zewnątrz, ale nie oparta na fundamencie przemienionego serca.
Faryzejska dobroć często opierała się na tym, czego nie robić. Nie kraść, nie cudzołożyć, nie łamać szabatu. To była sprawiedliwość „punktowa” – polegała na unikaniu błędów i odhaczaniu religijnych obowiązków. Tymczasem Jezus, mówiąc o posunięciu się dalej, zaprasza nas do czegoś zupełnie innego. On przesuwa środek ciężkości z zakazów na treść, o której pisał Paweł w liście do Efezjan.
Dla ucznia Jezusa bycie dobrym to nie tylko brak zła w życiu. To nie jest jedynie unikanie grzechu, by „mieć czyste konto” przed Bogiem. Ta „obfitsza” sprawiedliwość to aktywne szukanie tych dobrych czynów, które Bóg już dla nas zaplanował. Faryzeusz zapytałby: „Ile muszę zrobić, żeby było wystarczająco?”. Chrześcijanin pyta: „Panie, co przygotowałeś dla mnie na dzisiaj?”. To różnica między pracownikiem, który pilnuje zegarka, by wyjść z biura o czasie, a kimś, kto kocha to, co robi, i wkłada w to całe swoje serce.

BOŻE WYMAGANIA IDĄ W PARZE Z WYPOSAŻENIEM
Tutaj dochodzimy do sedna tego, co odróżnia prawdziwe chrześcijaństwo od bycia dobrym człowiekiem. Gdyby Jezus nakazał nam po prostu „bardziej się starać” niż faryzeusze, Jego słowa byłyby dla nas wyrokiem, a nie Dobrą Nowiną. Nikt z nas nie jest w stanie wykrzesać z siebie doskonałej dobroci przez samą siłę woli. Próba „posunięcia się dalej” o własnych siłach kończy się zazwyczaj frustracją albo, jeśli dobrze sobie radzimy, prowadzi do duchowej pychy (kroczącej zazwyczaj przed spektakularnym upadkiem).
Pismo Święte uczy nas, że Boże wymagania zawsze idą w parze z Bożym wyposażeniem. Ta „większa sprawiedliwość” nie jest wynikiem zaciskania zębów, ale owocem życia w Duchu Świętym. To nie my produkujemy te „dobre czyny” – my w nich „chodzimy” (jak mówi Ef 2,10), bo to Duch Święty stale zmienia nasze pragnienia.
Zauważmy tę subtelną, ale radykalną różnicę: faryzeusz musi się pilnować, by nie zgrzeszyć, bo boi się kary lub utraty reputacji. Uczeń Jezusa, napełniony Duchem, zaczyna kochać to, co kocha Bóg. Wtedy bycie „dobrym człowiekiem” przestaje być ciężkim obowiązkiem, a staje się naturalnym odruchem odrodzonego serca.
Jeśli Bóg przygotował dla nas dobre czyny, to wyposaży nas również w odpowiednią moc, by stały się treścią naszego życia. Nie jesteśmy już tylko ludźmi, którzy „starają się być dobrzy” – jesteśmy nowym stworzeniem, które pragnie wypełniać wolę Bożą we wszystkim.
WIARA NIE POZWALA STAĆ W MIEJSCU
Jak więc odpowiedzieć na pytanie: „Czy wystarczy być dobrym człowiekiem?”. W świetle Słowa Bożego odpowiedź brzmi: nie wystarczy, ponieważ Bóg powołał nas do czegoś znacznie większego niż tylko bycie dobrym. Powołał nas do życia, które tętni Jego mocą i przynosi konkretne owoce.
Apostoł Piotr w swoim drugim liście zachęca nas, abyśmy do naszej wiary dołączali kolejne cechy: prawość, poznanie, opanowanie, wytrwałość, pobożność i braterską życzliwość, aż po miłość. Dlaczego to takie ważne? Piotr wyjaśnia to wprost:
“Gdy te cechy będą waszym udziałem, i to w coraz większej mierze, to nie dopuszczą one, abyście byli bezczynni i bezowocni w poznaniu naszego Pana, Jezusa Chrystusa”
(2 Piotra 1,8).
To niezwykle pocieszająca obietnica. Bóg nie chce, aby nasze chrześcijaństwo było jedynie teoretyczne. Jego wolą jest, abyśmy byli ludźmi użytecznymi – takimi, których obecność w pracy, w szkole czy w sąsiedztwie realnie zmienia atmosferę na lepszą.
Nie bójmy się więc „posuwać dalej” w naszej sprawiedliwości. Nie róbmy tego jednak ze strachu przed potępieniem, ale z wdzięczności za ratunek, jaki otrzymaliśmy w Chrystusie. Dobre czyny, które Bóg dla Ciebie przygotował na ten tydzień, to nie ciężar – to przywilej chodzenia ramię w ramię z twoim Stwórcą. Niech nasze życie będzie najlepszym komentarzem do Ewangelii, jaką wyznajemy.


