Rzeźnia numer pięć, czyli Krucjata dziecięca, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią, Kurt Vonnegut [7 | 2019]

atypowa ocena: 9/10

9.jpg

Nieczęsto wracam do przeczytanych dawniej książek. Mam ograniczoną ilość czasu i świadomość, że nie zdążę się zapoznać się z wieloma wartościowymi tytułami raczej blokuje mnie by sięgać po co to już znam. Z drugiej strony niejednokrotnie zdarzyło mi się wziąć do ręki książkę wartą mniej od papieru na którym została wydrukowana. Dlatego postanowiłem odświeżyć sobie w tym roku powieści Kurta Vonneguta. Przed laty wywarły na mnie wielkie wrażenie, a niećwiczona przesadnie pamięć pozwala cieszyć się ich treścią jakbym robił to po raz pierwszy.

kurtvonnegutProza Vonneguta jest – przynajmniej dla mnie – pełna paradoksów. Z jednej strony czyta się ją niezwykle lekko, od czasu do czasu parskając pod nosem z dzikiej radości – z drugiej strony nie pamiętam, po której książce ostatnio zrobiło mi się tak ciężko na duszy. Sam autor wydaje się godzić w sobie niezwykłe sprzeczności. Nie wiem czy znam drugiego takiego cynika, który tak mocno pragnie pokoju i dobra dla bliźnich. Rzeźnia numer pięć zdaje się być książką straszliwie poszarpaną, pozbawioną struktury – a jednak to jeden z bardziej przemyślanych majstersztyków jakie trzymałem w rękach. Pisze o bezsensie wojny, a jednocześnie nie jest to wcale książka wojenna – wiele w niej o totalnie abstrakcyjnych podróżach w czasie nie wyłączając z tego kontaktu z obcą cywilizacją w innym wymiarze. Choć nie przepadam za fantastyką i teoretycznie powinno mnie to zniechęcić – uważam, że to jedna z lepszych książek, która nie wprost (a czasem jednak bardzo dosadnie i w punkt) daje nam do myślenia na temat bezsensu tego co się działo w latach 40-tych ubiegłego wieku.

Uważam, że napisanie tej książki było moralnym obowiązkiem Kurta Vonneguta względem społeczeństwa. Myślę, że on też tak uważał, choć potrzebował nabrać dystansu do opisywanych wydarzeń – zajęło mu to ponad 20 lat. Rozmawiając ostatnio z przyjaciółką wspomniałem o tym, że wróciłem po latach do jego książek. Zgodziliśmy się, że każdy powinien się z nimi zapoznać, może świat byłby choć odrobinę mniej zwariowany. A potem doszliśmy do smutnego przekonania, że jako społeczeństwo niczego się nie uczymy. Bo jak to możliwe, że w dzisiejszych czasach po ulicach polskich miast mogą maszerować neonaziści?! Nie uczymy się na błędach i niestety nie wierzę, aby coś w tej kwestii mogło się jeszcze zmienić. Ludzie wciąż się nienawidzą i obmyślają nowe metody pozbawiania życia innych, a przecież upłynęło relatywnie niewiele czasu od wojen światowych. Tak jak wówczas cierpieliśmy z powodu obojętności innych, podobnie dziś my pozostajemy obojętni na to co dzieje się za wschodnią granicą (oraz wieloma innymi granicami). Niestety Pismo Święte się nie myli: „To, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie; nie ma nic nowego pod słońcem” (Księga Kaznodziei Salomona 1,9).

Wyleczyłem się z młodzieńczego idealizmu, w którym wierzyłem, że mogę zmienić społeczeństwo, troszkę jak Polska przez lata podtrzymywała przekonanie o tym, że jest Mesjaszem narodów. Dziś wiem, że jako jednostka niewiele mogę, a górnolotne cytaty motywacyjne jakobym mógł zmienić wszystko wywołują, że uśmiecham się pod nosem. Niemniej jednak nie zwalnia mnie to od odpowiedzialności by w miarę możliwości być mądrym i żyć mądrze. W jakimś niewielkim stopniu oddziałujemy na nasze najbliższe otoczenie. Nawet jeśli całe dobro i nasze starania mogą być szybko zniwelowane przez szerzącą się zarazę pato-streamerów i ogłupiające programy rozrywkowe w telewizji – niejako w opozycji powinniśmy dbać o to czym się karmimy. Niewielu zostało tych, którzy przeżyli 2 Wojnę Światową. Przeraźliwie wiele cennych historii nigdy nie mogło być opowiedzianych. Miliony cennych spostrzeżeń dla nas zginęło na froncie i w obozach. Dlatego powinniśmy się wsłuchać w te głosy, które przetrwały, nawet jeśli sprawiają, że jest nam bardzo wstyd. Kurt Vonnegut jako jeden z nielicznych przeżył bombardowanie Drezna pozostając jeńcem wojennym. Zginęło tam więcej ludzi niż w Hiroszimie i Nagasaki. Niektórzy szacują, że mogło w tym bombardowaniu stracić życie nawet pół miliona ludzi. Co do powiedzenia światu ma ten, który później pomagał sprzątać cały ten bajzel składający się z gruzu, powykręcanych zbrojeń i porozrzucanych fragmentów ciał?

5a84756bd0307226008b4782-750-375

Sam Vonnegut nie do końca zdawał sobie sprawę jak wielkiej tragedii był świadkiem:

„W Ameryce niewiele wiedziano o tym nalocie. Mało kto zdawał sobie sprawę, że było to dużo gorsze niż na przykład Hiroszima. Ja też tego nie wiedziałem. Sprawie nie nadawano rozgłosu.”

„Napisałem wówczas do Wojsk Lotniczych z prośbą o bliższe informacje na temat nalotu na Drezno: kto wydał rozkaz, ile samolotów brało w nim udział, dlaczego to zrobiono, co to dało i tak dalej. Odpowiedział mi ktoś, kto podobnie jak ja pracował w dziale łączności ze społeczeństwem. Odpowiedział, że niestety informacje na ten temat są nadal otoczone tajemnicą wojskową.”

To dziwna książka o wojnie, taka mało wojenna. Powiedziałbym, że w istocie całkowicie antywojenna. Żona kompana z frontu głównego narratora jest w ogóle negatywnie nastawiona do pomysłu pisania o wojnie:

„Będziecie udawać, że byliście mężczyznami, a nie dziećmi, i w filmie będą was grali Frank Sinatra i John Wayne albo któryś z tych wspaniałych, zakochanych w wojnie obleśnych staruchów. I wojna będzie wyglądać tak cudownie, że zapragniemy nowych wojen. A walczyć będą dzieci, jak te na górze.

I wtedy zrozumiałem. Ona była zła na wojnę. Nie chciała, żeby jej dzieci czy dzieci innych ludzi ginęły na wojnie. I uważała, że książki i filmy mają swój udział w zachęcaniu do wojny.”

tyupo

Rzeźnia numer pięć pokazuje inne oblicze wojny niż to, które znamy z kinowych produkcji. To coś brzydkiego, smutnego a nader wszystko pozbawionego sensu. Znaczący jest podtytuł książki – Krucjata dziecięca. Okazuje się, że nie jest to określenie wzięte z wyobraźni autora. W średniowieczu, w czasach krucjat rzeczywiście miała obyć się taka składająca się z dzieci:

„Od Mackaya dowiedzieliśmy się, że krucjata dziecięca rozpoczęła się w roku 1213, kiedy to dwaj mnisi wpadli na pomysł zebrania armii dzieci we Francji i w Niemczech i sprzedania ich do Afryki Północnej jako niewolników. Zgłosiło się na ochotnika trzydzieści tysięcy dzieci przekonanych, że pójdą do Palestyny. „Bez wątpienia były to dzieci opuszczone i bezdomne, jakie zazwyczaj gnieżdżą się w dużych miastach, wzrastając wśród występku, zuchwałe i na wszystko gotowe.” Papież Innocenty III też myślał, że dzieci wyruszają do Palestyny, i był tym wstrząśnięty. „Te dzieci czuwają, kiedy my śpimy!” — powiedział. Większość dzieci wyruszyła okrętami z Marsylii i prawie połowa z nich zginęła na morzu. Druga połowa dopłynęła do Afryki i została sprzedana.”

Okazuje się, że ponad 700 lat później jednak doszło do krucjaty dziecięcej:

„Wiecie — powiedział jeszcze pułkownik — my tutaj musieliśmy wyobrażać sobie wojnę i wydawało nam się zawsze, że udział w niej biorą dojrzali mężczyźni, tacy jak my. Zapomnieliśmy, że wojny toczą dzieci. Kiedy ujrzałem te świeżo ogolone twarze, przeżyłem szok. „Mój Boże! — pomyślałem sobie — przecież to istna krucjata dzieci.”

 Główny bohater nie wygląda jak żołnierz – bardziej jak złachany flaming:

„Na końcu szedł Billy Pilgrim z pustymi rękami, z ponurą determinacją przygotowany na śmierć. Wyglądał idiotycznie — sześć stóp i trzy cale wzrostu, pierś i ramiona jak pudełko gabinetowych zapałek. Nie miał hełmu, broni, płaszcza ani butów. Na nogach miał tanie cywilne trzewiki, które kupił na pogrzeb ojca. Zgubił jeden obcas i teraz szedł podrygując w górę i w dół. Od tego mimowolnego tańca bolał go staw biodrowy. Billy miał na sobie cienką kurtkę polową, koszulę i spodnie z szorstkiego sukna oraz długie, mokre od potu kalesony. Z całej czwórki on jeden nosił brodę. Broda była rzadka, szczeciniasta i częściowo siwa, mimo że Billy miał dopiero dwadzieścia jeden lat. Zaczynał już także łysieć. Na skutek wiatru, mrozu i gwałtownego wysiłku jego twarz nabrała barwy szkarłatu. Nie wyglądał wcale na żołnierza. Przypominał raczej złachanego flaminga.”

Kurt-Vonnegut-US-Army-portrait
Kurt Vonnegut przed wyjazdem na front

„Wszyscy czterej wypełzli z rowu i tym razem nikt już nie strzelał. Czołgali się w stronę lasu jak wielkie, nieszczęśliwe ssaki, którymi zresztą byli.”

„Weary wyglądał jak Kubuś Puchatek wyruszający na wojnę. Był niski i gruby.” 

Również przeciwnicy niekoniecznie przypominają aryjczyków jakich sobie wyobrażałem:

„Dwaj Niemcy byli prawie dziećmi. Towarzyszyli im dwaj sterani życiem starcy, zaślinieni i bezzębni jak karpie. Byli to folkszturmiści, uzbrojeni i umundurowani w rzeczy ściągnięte ze świeżo poległych prawdziwych żołnierzy. Zdarza się. Byli wieśniakami zza niemieckiej granicy, która przechodziła tuż obok.”

Kiedy Kurt Vonnegut pisze swoją książkę, widzi, że społeczeństwo niczego się nie nauczyło. Ameryka angażuje się w kolejne wojny. Posyła swoje dzieci na inne fronty. Stara się ukazać pewne absurdy:

„Na zebraniu Klubu Lwów mówcą był tego dnia major piechoty morskiej. Mówił, że Amerykanie nie mają wyboru i muszą walczyć w Wietnamie aż do zwycięstwa, dopóki komuniści nie zrozumieją, że nie mogą narzucać swoich rządów słabszym krajom. Major był tam już dwukrotnie. Mówił o wielu strasznych i pięknych rzeczach, jakie tam widział. Wypowiadał się na rzecz nasilenia bombardowań, na rzecz zepchnięcia Wietnamczyków z Północy z powrotem do epoki kamiennej, jeśli nic innego nie przemówi im do rozsądku.”

Uważam, że Rzeźnia numer pięć powinna trafić na listę lektur w szkole, ponieważ mówi nie tylko o brzydkiej stronie historii, ale w dość dosadny sposób uczy również innych przedmiotów, np. fizyki:

„Posłuchajcie: dziesiątego dnia wieczorem wyciągnięto skobel zamykający drzwi wagonu i otworzono drzwi. Billy Pilgrim wisiał na belce wzmacniającej ścianę wagonu jak na krzyżu, wczepiwszy się sinożółtymi szponami w ramę okienka. Kiedy otworzono drzwi, Billy zaczął kasłać, a kaszląc popuszczał rzadkim łajnem. Było to zgodne z trzecią zasadą dynamiki sir Izaaka Newtona. Zasada ta mówi, że każdemu działaniu towarzyszy równe mu i przeciwnie skierowane przeciwdziałanie. Zasadę tę wykorzystuje się w technice rakietowej.” 

„Konwojenci zajrzeli do środka i zagruchali coś uspokajająco. Nigdy dotychczas nie mieli do czynienia z Amerykanami, ale niewątpliwie znali się ogólnie rzecz biorąc na tego rodzaju ładunku. Wiedzieli, że jest to zasadniczo płynna masa, której ruchem można kierować za pomocą światła i wabiących dźwięków. Była noc.  

Jedyne światło na dworze pochodziło od pojedynczej żarówki zawieszonej na słupie — wysoko i daleko. Wszędzie panowała cisza i tylko konwojenci gruchali jak gołąbki. I masa popłynęła. Tworząc zagęszczenia w drzwiach wagonów ściekała na peron. Billy był przedostatnią istotą ludzką, która dotarła do drzwi. Ostatnią był włóczęga. Włóczęga nie mógł popłynąć, nie mógł wylać się z wagonu. On już przeszedł ze stanu ciekłego w stan stały. Zdarza się.”

„Derby opisał nieprawdopodobną sztuczną pogodę, jaką Ziemianie potrafią czasem zgotować dla innych Ziemian, kiedy nie chcą, żeby ci inni Ziemianie mieszkali dłużej na Ziemi. Pociski wybuchały w koronach drzew z przeraźliwym hukiem, zasypując ich deszczem noży, igieł i żyletek. Poniżej przeszywały lasek małe grudki ołowiu w stalowych koszulkach, pędząc z szybkością znacznie przewyższającą prędkość dźwięku. Było wielu rannych i zabitych. Zdarza się. Potem ostrzał ustał i ukryty Niemiec z megafonem powiedział Amerykanom, żeby złożyli broń i wyszli z lasku z rękami na karku, gdyż w przeciwnym razie wznowią ostrzał i nie przerwą go, dopóki w lasku pozostanie choć jedna żywa dusza. Amerykanie złożyli więc broń i wyszli z lasku z rękami na karku, gdyż chcieli jeszcze pożyć, jeśli to tylko możliwe.”

696531-352x500Skąd wziął się tytuł książki? Gdy Kurt Vonnegut wraz z innymi żołnierzami trafił do niewoli został przetransportowany do Drezna na przymusowe roboty. Budynek rzeźni stał się ich tymczasowym domem:

„Korowód tańcząc, wijąc się i podrygując dotarł do bramy drezdeńskich rzeźni i wszedł do środka. Od dawna nie było tu żadnego ruchu. Prawie wszystkie zwierzęta rzeźne w Niemczech zostały zabite, zjedzone i wydalone przez ludzi, głównie żołnierzy. Zdarza się. Amerykanów zaprowadzono do piątego budynku w obrębie murów. Był to jednokondygnacjowy betonowy prostokąt z zasuwanymi drzwiami na obu końcach. Zbudowano go jako pomieszczenie dla świń oczekujących na rzeź. Teraz miał służyć za mieszkanie setce amerykańskich jeńców wojennych.”

 

To dziwna, smutna i bardzo ważna książka. Sam Vonnegut mówi w niej:

„W opowieści tej prawie nie ma bohaterów ani dramatycznych konfliktów, gdyż występujący w niej ludzie są albo chorzy, albo stanowią bezwolne igraszki w ręku jakichś potężnych sił. Przecież jednym z najważniejszych efektów wojny jest właśnie to, że pozbawia ludzi osobowości.”

Wierzę, że dziś nie jesteśmy pozbawieni osobowości. Ale jesteśmy z niej okradani…

Gorąco rekomenduję tę książkę wszystkim. Mimo, że jest dziwna i może przytłoczyć. Mimo, iż główny bohater jest przekonany, że podróżuje w czasie i rozmawia z kosmitami:

„- Jak zapewne wiecie, pochodzę z planety, która od zarania swoich dziejów pogrążona jest w bezsensownej rzezi. Ja sam widziałem ciała uczennic ugotowanych żywcem w wieży ciśnień przez moich rodaków, którzy szczycili się tym, że walczą ze złem. — (To była prawda. Billy widział ugotowane dzieci w Dreźnie.) — W obozie przyświecałem sobie w nocy świecami wyrabianymi z tłuszczu ludzi pomordowanych przez braci i ojców tamtych ugotowanych dziewczynek. Ziemianie są postrachem Wszechświata! Jeśli na razie nie zagrażają jeszcze innym planetom, to wkrótce do tego dojdzie. Zdradźcie mi więc swój sekret, abym mógł zabrać go na Ziemię i uratować nas wszystkich. Powiedzcie: jak można żyć w pokoju?”

gdansk-34

Kiedy czytamy Rzeźnię numer pięć zaczynamy się zastanawiać, czy to jednak ten świat nie jest bardziej zwariowany, niż wariat rzekomo podróżujący w czasie.

 

 

 

Jedna odpowiedź na “Rzeźnia numer pięć, czyli Krucjata dziecięca, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią, Kurt Vonnegut [7 | 2019]”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s