Nauki o doskonałości chrześcijańskiej, Antonio Rosmini [ 62 | 2021 ]

atypowa ocena: 7/10

Ta niewielka książeczka z pierwszej połowy XIX wieku, dorobiła się miana klasycznego dzieła. Nie uważam tego określenia za nadużycie, ponieważ mimo małej objętości, jest to pozycja wręcz przepełniona głęboką treścią. Można powiedzieć, że „Nauki o doskonałości chrześcijańskiej” to esencja przesłania jakie znajdziemy w ewangeliach. Na tyle mocna esencja, że nie skorzystamy z niej w pełni, jeśli zdecydujemy się na pospieszną lekturę. Podobnie jak silna esencja herbaty wymaga dolania do niej odpowiedniej ilości wody, tak w przypadku książki Antonio Rosminiego, należy do skondensowanej treści przedstawianych prawd, dodać odpowiednią ilość czasu na namysł oraz pogłębioną autorefleksję. Takie zresztą było też od początku założenie samego autora. Książka składa się z siedmiu nauk, a każda z nich podzielona jest na punkty. Dzięki tak klarownemu podziałowi treści na krótkie fragmenty, łatwo nam się zatrzymać nad poszczególnymi częściami tekstu. Z założenia „Nauki o doskonałości chrześcijańskiej” przeznaczone są również do omawiania podczas spotkań z innymi czytelnikami tego dzieła. Podział nauk na punkty zdecydowanie ułatwia dyskusję nad poszczególnymi myślami autora. 

Zanim przejdę do dalszej recenzji samego dzieła, warto napisać kilka słów o Antonio Rosminim. „Nauki o doskonałości chrześcijańskiej” wydane przez PROMIC (Wydawnictwo Księży Mariawitów) zawierają bardzo cenne wprowadzenie autorstwa Pawła Borkowskiego. W swoim opracowaniu (które stanowi de facto 1/3 objętości książki) przedstawia on bardzo dokładnie sylwetkę bł. Antonio Rosminiego. Nie pomija szczegółów, które nie są łatwe, i bez wątpienia niejeden mniej rzetelny redaktor mógłby się zdecydować je przemilczeć. Wprowadzenie Pawła Borkowskiego w swojej pierwszej części pomaga nam lepiej zrozumieć Europę początków XIX wieku. Opisuje ówczesne dążenia tych, którzy kształtowali codzienne życie oraz opowiada o przebudowie starego porządku. Dalej dowiadujemy się, że Rosmini „oprócz wielu wypróbowanych przyjaciół, wiernych uczniów, gorących zwolenników i możnych protektorów, spotykał też w ówczesnych Włoszech ludzi mu nieprzychylnych, a nawet zdecydowanie przeciwnych, i to nierzadko we wpływowych kręgach kościelnych”. Należał on do wybitnych myślicieli i nie bał się prezentować publicznie swoich wizji. Część z głoszonych przez niego postulatów była w tamtym czasie mocno rewolucyjna. Chciał m.in. aby do liturgii wprowadzić języki narodowe, a także „uwolnienia Kościoła od obciążeń doczesnych i materialnych, które mu przeszkadzają w wypełnianiu nadprzyrodzonej misji”. Tego typu postulaty, w czasach, w których Kościół Rzymskokatolicki posiadał rozległe dobra ziemskie, a papieże jako suwerenni władcy Państwa Kościelnego wciąż uczestniczyli w rozgrywkach na scenie politycznej – jak łatwo się domyślić – nie przysporzyły mu wielkiej popularności. Sytuacja ta doprowadziła „do ostrych polemik z poglądami Rosminiego, a nawet wprost do ataków na jego osobę”.

Kluczową kwestią było to, że Antonio Rosmini (podczas osobistego studiowania Pisma Świętego) zachwycił się wezwaniem do ubóstwa i starał się stosować te zasady do swojego życia. Nic dziwnego, że w jego nauczaniu dominują pochwały skromności. Uważał, że „Kościół wyposażony w środki ubogie może się znaleźć w dużo korzystniejszym położeniu aniżeli Kościół rozporządzający środkami bogatymi”. Musiał jednak zapłacić wysoką cenę za odważne wypowiadanie takich poglądów. Stale spotykał się z gwałtownym sprzeciwem, surową krytyką, a ostatecznie nawet z oficjalnym potępieniem ze strony Kościoła! W tym wszystkim jestem pod wielkim wrażeniem postawy Rosminiego. Pomimo tego, że został przez Kościół Rzymskokatolicki potępiony, a jego dzieła wpisano na indeks ksiąg zakazanych, ten włoski kapłan nigdy nie wyrzekł się posłuszeństwa wobec Watykanu. W liście do papieża Piusa IX deklarował: „Chcę we wszystkim opierać się na autorytecie Kościoła i chcę, by cały świat wiedział, że jedynie temu autorytetowi się poddaję”. Choć jako protestant mam inny stosunek do autorytetu papieża niż Antonio Rosmini, to cenię jego pokorę, która górowała nad potrzebą walki o sprawiedliwość za wszelką cenę. Choć był człowiekiem wielkiej cierpliwości, nie doczekał się za życia oczyszczenia z zarzutów, które nigdy nie powinny być mu postawione. Dopiero w 2001 roku (146 lat po jego śmierci) zostały wycofane oskarżenia o brak prawowierności.

Antonio Rosmini zaczął pisać „Nauki o doskonałości chrześcijańskiej” w 1825 roku, a wydał je drukiem po raz pierwszy dopiero w 1830 roku. Z jego korespondencji z przyjaciółmi dowiadujemy się, że chciał w nich zawrzeć „rdzeń i zalążek ideałów swojego Instytutu Miłosierdzia”. Przede wszystkim pragnął jednak przedstawić w tym dziełku istotę moralno-duchowego przesłania Ewangelii w formie zrozumiałej i pomocnej „dla chrześcijanina w każdym wieku i każdego stanu życia”. Jak już wspomniałem, sam autor wielokrotnie podkreślał, że „nie przeznacza tej książeczki do jednokrotnej lektury, lecz do ciągłej medytacji osobistej i dyskusji we wspólnocie wierzących, a wreszcie do ustawicznego wcielania jej treści w życie”. Powyższe motywacje, które przyświecały autorowi, sprawiły, że „Nauki o doskonałości chrześcijańskiej” wciąż są bardzo cenną lekturą dla szerokiego grona odbiorców. Można powiedzieć, że są ponadczasowe, w tej mierze, w jakiej prezentują ponadczasową treść Ewangelii. Cieszy mnie to, że autor choć wierny Kościołowi Rzymskokatolickiemu, był przede wszystkim chrześcijaninem rozmiłowanym w nauce Jezusa Chrystusa. Na podstawie lektury omawianej książki, trudno byłoby określić przynależność konfesyjną Antonio Rosminiego. Dlatego polecam lekturę „Nauk o doskonałości chrześcijańskiej” wszystkim wierzącym, niezależnie od tego do jakiego kościoła uczęszczają w niedziele. Przecież Jezus przyszedł ze swoją nauką do wszystkich ludzi. Nie powinna ona zatem dzielić, ale łączyć ludzi. 

Przechodząc do treści „Nauk o doskonałości chrześcijańskiej” muszę przyznać, że pozostają one zadziwiająca aktualne pomimo upływu czasu. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że wszystko ulega zmianom w zatrważającym tempie. Wystarczy spojrzeć raptem na nasz kraj, żeby dostrzec jak wiele się zmieniło od lat 80-tych czy 90-tych XX wieku. Wiele książek napisanych w tamtym okresie nie nadaje się już dziś do czytania. Dzieło Rosminiego nie traci jednak na aktualności, ponieważ zawiera pewne uniwersalne, niestarzejące się prawdy. Oczywiście nie każdy punkt, każdej nauki pozostaje równie aktualny, jednak nad wieloma z nich zatrzymałem się na dłuższy czas i skłoniły mnie do głębszych myśli, a nawet weryfikacji posiadanych przeze mnie poglądów. Siłą książki Rosminiego jest również prosty (a momentami dosadny) język. Aby zrozumieć jej przesłanie nie trzeba mieć ukończonych kursów filozoficznych czy też teologicznych: 

„Chrześcijanin musi pamiętać, że Jezus Chrystus sam rządzi swoim Kościołem i że nic nie jest Mu bardziej niemiłe i nic mniej nie licuje z godnością Jego ucznia aniżeli zuchwałość tych, którzy owładnięci ślepotą umysłu i ukrytą pychą wyobrażają sobie, iż samodzielnie – ani przez Niego wzywani, ani przynagleni – uczynią w Kościele jakiekolwiek, choćby najskromniejsze dobro (zob. J 15,4-5), jak jakby Boski Odkupiciel potrzebował ich mizernej współpracy albo w ogóle czyjejś. 
Boski Odkupiciel nikogo nie potrzebuje dla chwały swojego Kościoła, polegającej na wykupieniu z niewoli grzechu, w której jednakowo tkwią wszyscy ludzie. Jedynie ze względu na swoje bezinteresowne miłosierdzie angażuje spośród odkupionych te osoby, które podoba Mu się wynieść do takiego zaszczytu, zazwyczaj posługując się w największych dziełach tym, co najmniejszej i najlichsze w oczach świata”. 

Czytając książkę Rosminiego zauważymy, że choć świat uległ wielu przemianom, to ludzka natura wciąż w pewnych aspektach pozostaje niezmienna. Egoizm był ludziom równie bliski w początkach XIX wieku, jak i obecnie, blisko dwieście lat później. Podobne pozostają ludzkie dążenia, plany i ambicje. Dlatego wiele z myśli Rosminiego można wprost przełożyć na obecne czasy:

„Ludzie tego świata mają to do siebie, że nigdy ich nie zadowala stan, w jakim się znajdują, i toczą nieustanną walkę o najlepsze miejsca. Doskonałość chrześcijanina wymaga natomiast, by zadowalał się on każdym miejscem i nie zabiegał o nic poza spełnianiem obowiązków przypisanych do jego stanu życia. Wszystko na świecie znaczy dla niego tyle samo, byle podobało się jego Bogu, którego odnajduje we wszelkich okolicznościach”.

Antonio Rosmini ma świadomość, że przedstawione przez niego nauki należą raczej do utopijnej wizji świata. Gdyby chrześcijanie się do nich całkowicie stosowali, osiągnęli by „poziom doskonałości” już tutaj na ziemi. Choć jest to nierealne, to czy nie warto do tego dążyć?

„Jeżeli chrześcijanie, podążając za naukami swojego Boskiego Mistrza, zastosowaliby wszystkie te reguły w praktyce, tworzyliby razem pełną pokoju i błogosławieństwa społeczność nie dopiero w życiu przyszłym, ale już w teraźniejszym”.

Przynajmniej w tej przestrzeni, gdzie ludzie szczerze stosują się do przesłania ewangelii, można obserwować wiele dobra. Doświadczenie to nie jest obce tym, którzy odnaleźli społeczności ludzi stawiających na pierwszym miejscu w swoim życiu Boga i posłuszeństwo Jego Słowu. W tym świecie istnieje niejedna (choć niewielka zazwyczaj) enklawa, gdzie ludzie mogą już poczuć przedsmak obiecanego wierzącym nieba. Czytelnikom życzę by również mogli tego doświadczyć, a najlepiej – współtworzyć takie miejsca. 

Muszę przyznać, że książka Antonio Rosminiego pozytywnie mnie zaskoczyła. Skłoniła do cennych przemyśleń i z chęcią w przyszłości do niej powrócę. Niemalże w każdym zdaniu widać zachwyt autora nauką Jezusa. Głęboko zna i wysoce ceni on Pismo Święte. Przedstawiane nauki nie bazują jedynie na dobrych chęciach i przemyśleniach autora, ale są głęboko zakorzenione w tekstach biblijnych. Z pewnością to, że sam jestem miłośnikiem Słowa Bożego, przyczyniło się do pozytywnego odbioru tej książki. 

Na koniec zostawiam Was z krótką myślą, która dała mi do myślenia i do której chciałbym się umieć bardziej stosować. To pewnego rodzaju motto dla chrześcijan proponowane przez Antonio Rosminiego: 

„Milczeć o wadach bliźniego, o doznanych przykrościach, o tym, co nam przysparza sławy i uznania, i w ogóle nie wypowiadać zbędnych słów”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: