Arcyważna lekcja miłości / „Bezpieczna kryjówka”, Corrie ten Boom [ 69 | 2022 ]

atypowa ocena: 9/10

Każdy powinien przeczytać tę książkę. Myślę, że rozpoczynając recenzję od tego stwierdzenia, jasno daję do zrozumienia jak wielką wartość widzę w tej powieści. Nie chodzi mi o styl autorki, wyjątkową kompozycję książki, stosowanie wyszukanych słów czy środków stylistycznych – na tej płaszczyźnie wszystko jest poprawne, ale nie wybitne. Siłą „Bezpiecznej kryjówki” jest jej treść – danie świadectwa niezłomnej miłości, która zamiast zginąć w ogniu 2 Wojny Światowej, stała się jeszcze większa, szersza i czystsza. Czy jest to możliwe, aby po latach przytulić swojego oprawcę? Czy można szczerze współczuć strażnikom obozu koncentracyjnego? Czy w tej dehumanizującej rzeczywistości można nie tylko nie utracić swojego człowieczeństwa, ale wręcz rozwinąć się w trosce o innych? Corrie ten Boom pokazała swoim życiem, że jest to możliwe. Zgodnie z obietnicą złożoną siostrze, która pobytu w obozie zagłady nie przeżyła, opowiada nam ich wspólną historię, tłumacząc skąd czerpać tę ponadnaturalną miłość.

NIGDY WIĘCEJ WOJNY (?)

2 Wojna Światowa należy do najtragiczniejszych zdarzeń w dziejach ziemi. Ogrom tej tragedii wynika z sumy cierpień poszczególnych ludzi. Można było ją przewidzieć, ale zdaje się, że nie można było jej uniknąć. W wojnie tej zogniskowało się to co najgorsze w ludziach. Był to czas ciemności i zwycięstwa zła nad dobrem. Bez krzty entuzjazmu wciąż sięgam po świadectwa ludzi, którzy tę wojnę przeżyli. Nie jestem przecież masochistą by robić to z uśmiechem. Czytanie o tym, jakie piekło potrafił zgotować człowiek człowiekowi, wciąż sprawia ból mojej duszy. Choć moje oczy wilgotnieją, a umysł buntuje się i nie chce dać wiary temu okrucieństwu, wczytuję się w te historie, ponieważ są dla nas przestrogą na przyszłość.

Regularnie bywam na Westerplatte (zazwyczaj oprowadzając tam znajomych). Lubię zatrzymać się przy znajdującym się tam napisie: „NIGDY WIĘCEJ WOJNY”. Mimo, że popieram jego prosty przekaz i nawet podpisałbym petycję o tej treści, to zdaję sobie sprawę, że jest to jedynie pobożne życzenie. Nie chcę być heroldem złych wieści, jednak nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że jest to kwestia czasu, gdy skończy się trwający aktualnie „pokój”. O ile możemy w ogóle o nim mówić w obecnej chwili, gdy w niemalże każdej kwestii doszło do całkowitej polaryzacji społeczeństwa, i nie mając wspólnego wroga, kąsamy jedni drugich. Może uodporniliśmy się już na niepokojące doniesienia zza naszej wschodniej granicy, ale wojna przyjdzie. Zwyczajna statystyka, historia i wiele innych znaków na to wskazuje. Pewnie będzie inna niż te minione, z XX wieku, ale podobnie jak wówczas, nasze życie diametralnie może się zmienić z dnia na dzień. I warto o tym pamiętać…

GODZINA ZŁA

Spokojne życie rodziny ten Boom zostało niespodziewanie wywrócone do góry nogami. Nie chcę opisywać w tym miejscu fabuły książki, bo naprawdę gorąco zachęcam każdego do zmierzenia się z tą historią osobiście. Corrie wraz z siostrą Betsie i starszym ojcem prowadzili w swoim domu zakład zegarmistrzowski. Choć do ich niewielkiej miejscowości docierają niepokojące wieści wojenne, szczęśliwie neutralna Holandia wydaje się pozostawać niezagrożona rozlewającym się po świecie konfliktem. Do czasu …

Dom rodziny ten Boom zawsze był pełen ciepła i miłości dla potrzebujących. Wojna, która nagle spadła również na Holandię, sprawiła, że z dnia na dzień było ich coraz więcej, a ich potrzeby coraz trudniejsze do zaspokojenia. Corrie wraz z rodziną, nie patrząc na swoje ograniczone możliwości, postanowili nie odwracać się od nikogo:

To była godzina zła, a my nie mieliśmy wyjścia. Może, gdy ludzki wysiłek zda się na nic, dopiero wtedy Boża moc zostanie uwolniona w pełni?”

Zrobili dla prześladowanych Żydów więcej niż było to możliwe. Organizowali dla nich pożywienie oraz stworzyli bezpieczną kryjówkę. Angażując się w pomoc, która była przecież nielegalna, pozostawało kwestią czasu, kiedy przyjdzie im za to zapłacić. A cena była wielka, ponad ludzkie siły.

MOŻNA NAUCZYĆ MIŁOŚCI

Corrie ten Boom wraz z rodziną trafiła do więzienia, a następnie do obozu koncentracyjnego. Przeżyła, i dzięki temu możemy poznać tę niezwykła historię. Historię, która mnie osobiście mocno skonfrontowała. Mądre słowa tej kobiety, która przeżyła tortury dehumanizującego obozu zagłady, wzywają do bezwarunkowego przebaczenia i miłości. Corrie i Betsie współczuły swoim oprawcom, wiedząc, że to zło, w którym się topili, było im wpajane przez lata:

„Jeżeli można ludzi nauczyć nienawiści, to można ich również nauczyć miłości! Musimy znaleźć sposób – ty i ja – nie ma znaczenia, jak długo to potrwa…”

To nie tak, że „Bezpieczna kryjówka” tworzy złudzenie jakoby przebaczenie było czymś łatwym. Corrie stanęła już po wojnie, oko w oko, z jednym ze strażników jej obozu. Pamiętała go oraz wszystko co się działo za drutem kolczastym. W książce znajdziemy opis walki, jaka rozegrała się w jej duszy, aby uścisnąć dłoń tego mężczyzny. Konieczny jest dosłownie cud – Boża ingerencja – by szczerze wybaczyć tego rodzaju krzywdy.

„Zrozumiałam wtedy, że uzdrowienie tego świata nie zależy od naszego przebaczenia, naszej dobroci, ale od Jego przebaczenia i Jego dobroci. Nauczając nas, byśmy kochali naszych wrogów, wraz z tym poleceniem daje nam tę miłość. Trzeba jej wiele.”

KLUCZ DO UZDROWIENIA

Świat jest pełen niesprawiedliwości i krzywdy. Silniejsi wykorzystują swoją przewagę i pastwią się nad słabszymi. Nasila się to w trakcie wojen, ale wiemy dobrze, że dzieje się tak również w czasach dobrobytu i pokoju. Niedawno przytłoczył mnie reportaż „27 śmierci Toby’ego Obeda”, opisujący systemowe znęcanie się nad dziećmi w szkołach z internatem na terenie Kanady. Przywołane tam metody dyscyplinowania oraz kary, przywodzą na myśl obozy koncentracyjne. Dzieciom nadawano numery, bito je i wykorzystywano seksualnie. Działo się to przez całe dziesięciolecia, w kraju słynącym z otwartości, tolerancji i walki o prawa człowieka. Kanada ma świeżą ranę i szuka dziś sposobu na uzdrowienie.

Corrie ten Boom wydała swoją książkę na początku lat 70-tych, kiedy cały świat pilnie potrzebował uzdrowienia. Nie ma tam innej drogi niż przebaczenie. Jestem zwolennikiem bezwarunkowego i bezgranicznego wybaczenia, jednak zdaję sobie sprawę, że nie mogę być autorytetem w tej dziedzinie, skoro z trudem przychodzi mi odpuścić w sercu choćby innemu kierowcy, który zajedzie mi drogę. Corrie jednak ma pełne prawo zabrać głos w temacie przebaczenia:

„Dopomógł mi zrozumieć, że w swoim cierpieniu nie byli osamotnieni, oraz że dla nich wszystkich istniał jeden klucz umożliwiający uzdrowienie. Każdy miał kogoś, komu musiał przebaczyć: sąsiada, który na niego doniósł, brutalnego strażnika lub żołnierza sadystę.”

TEN, KTÓRY PIERWSZY WYBACZYŁ

Corrie ten Boom jest z nami zupełnie szczera w swojej książce. Wie, że była zdolna przeżyć to co przeżyła, oraz wybaczyć to co musiała wybaczyć, jedynie dzięki Bogu. Niektórych może zniechęcać od sięgnięcia po tę książkę „wątek wiary”. Oby tak się nie stało. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wielu Polaków jest dziś zrażonych do instytucji kościoła, a co za tym idzie, do chrześcijaństwa w ogólności. Dajcie jednak szansę wybrzmieć historii Corrie ten Boom. Nie jest to książka religijna, pełna egzaltowanej dewocji. To historia kobiety, która pełna bezinteresownej miłości, pomagała tym, których życie było w niebezpieczeństwie. Nie została za to odpowiednio doceniona, ani wynagrodzona. Bynajmniej! W konsekwencji nieomal sama została zamordowana, gdyż jej zbrodnią było okazywanie serca Żydom. Oczywiście jej wiara miała tu wielkie znaczenie. Codzienna lektura Biblii (jeszcze w czasach pokoju), nadała kierunek jej życiu. W „Bezpiecznej kryjówce” nieraz zaznacza to, że najcenniejszym skarbem jaki posiadała w obozie koncentracyjnym było Pismo Święte (które – zważywszy na liczne rewizje – udało się jej zachować dosłownie cudem):

„Zawsze wierzyłam w Biblię, ale jej lektura tam nie miała nic wspólnego z wiarą. Był to zwyczajny opis tego, co się dzieje na świecie – Nieba i piekła, ludzkich poczynań i Boskiego dzieła. Tysiące razy czytałam opowieść o aresztowaniu Jezusa Chrystusa; o tym, że żołnierze Go bili, wyśmiewali, biczowali. Teraz te fakty miały dla mnie twarze i głosy.”

W najmroczniejszych i najtrudniejszych chwilach, które wydawały się być niemożliwe do przejścia, Corrie mogła zwrócić swój duchowy wzrok na Jezusa. W Jego doświadczeniu mogła znaleźć pokrzepienie i brakujące siły, by przetrwać. To, że On niesprawiedliwie cierpiał, a mimo to zwyciężył – było źródłem jej nadziei na chwalebną przyszłość, nawet jeśli umrze:

„Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi. Był człowiekiem obeznanym z cierpieniem, zaznajomionym z chorobą — kimś, przed kim zakrywa się twarz, wzgardzony był tak, że nawet nie zwracaliśmy na Niego uwagi. Tymczasem On wziął na siebie nasze choroby, dźwigał nasze cierpienia. A my myśleliśmy, że [słusznie] jest zraniony, uderzony przez Boga i umęczony. Lecz On został przebity za nasze przestępstwa, zgnieciony za nasze winy, spadła na Niego kara w imię naszego pokoju, a Jego ranami zostaliśmy uleczeni. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy; zboczyliśmy — każdy na własną drogę, a PAN Jego dotknął karą za winę nas wszystkich. Bito Go i torturowano, lecz On nie otworzył swych ust, jak owca na rzeź prowadzona, jak baranek niemy przed tymi, którzy go strzygą, podobnie nie otworzył swych ust. Z więzienia i sądu zabrano Go, a Jego współcześni? Nikt się tym nie przejął! Tak, wyrwany został z ziemi, spośród żywych, za przestępstwo mojego ludu spadł na Niego cios”. (Izajasza 53:3-8)

Powyższe proroctwo Izajasza wypełniło się co do najdrobniejszego szczegółu w życiu i śmierci Jezusa. Corrie doskonale znała ten fragment, a jej osobiste doświadczenia sprawiły, że dobitnie go zrozumiała. Ten, który tyle wycierpiał, dał nam też wspaniały przykład wybaczenia. Umierając na krzyżu, zwraca się do Boga: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”(Łk 23:34 ). Corrie poszła w Jego ślady. To niepojęte, ale ona naprawdę była pełna miłości i odnajdywała powody do wdzięczności, nawet przebywając w obozie zagłady, gdzie zamordowano 90 000 kobiet:

„Oto paradoks obozowego życia. Każdego dnia byłam nieskończenie wdzięczna, że wreszcie mogę przebywać z ludźmi. Żyjąc w odosobnieniu, nie zdawałam sobie sprawy, że przebywanie w towarzystwie innych ludzi oznacza dzielenie ich trosk i zmartwień.”

POKUSA MYŚLENIA O SOBIE

Jeśli Corrie opisywane przez siebie czasy określiła mianem „godziny zła”, to pokusiłbym się o stwierdzenie, że oto nastała „godzina samouwielbienia”. Egoizm dawno nie miał się tak dobrze jak obecnie. Wybaczcie mi szczerość, ale dostaję wewnętrznych torsji, gdy co i rusz słyszę, że ktoś w ramach samorozwoju „postanowił pokochać siebie”. Zrozumcie mnie dobrze – jeśli ktoś mierzy się z depresją, albo innymi problemami duszy, nie należy ich bagatelizować.  Jestem jednak przekonany, że większość naszego społeczeństwa naprawdę nie musi się już doskonalić w „miłości do siebie”. Kochamy siebie, dbamy o siebie i stale dogadzamy sobie. Żyjemy w dobrobycie, mimo, że nasza wrodzona skłonność do narzekania sprawia, że często tego nie zauważamy.

„Bezpieczna kryjówka” może zadziałać na nas trzeźwiąco. I niechby tak było! Jedną z bardziej idiotycznych rzeczy jakie stale mi się zdarzają, jest narzekanie na zimną kawę. Praktycznie codziennie rano parzę sobie jej duży kubek, a następnie o tym zapominam. Dzięki temu mam dobry powód, by urozmaicić moje marudzenie na inflację, wtrętami na temat tego, że znów mam zimną kawę. Historia Corrie była dla mnie wiadrem zimnej wody na głowę. Ta kobieta, która ze łzami radości wypiłaby moją zimną kawę, opisując swoje przeżycia i przemyślenia, wielokrotnie mnie zawstydziła. Jak diametralnie zmieniłoby się moje życie gdybym faktycznie „kochał bliźniego swego jak siebie samego” (Mt 22:39)?

„Wraz z coraz większym chłodem, wzrastała w nas szczególna pokusa życia obozowego, pokusa myślenia wyłącznie o sobie. Przybierała ona tysiące sprytnych form. Szybko odkryłam, że jeśli nam się uda zająć miejsce w środku kolumny apelowej, to znajdziemy tam osłonę od wiatru. Zdawałam sobie sprawę, że jest to egoizm; abyśmy mogły z moją siostrą stać pośrodku, ktoś inny musi stanąć na skaju. Jakże łatwo znajdowałam wytłumaczenie! Działałam dla dobra Betsie. Mamy tu ważne zadania duszpasterskie, dlatego musimy czuć się dobrze. Polski klimat jest chłodniejszy niż holenderski, dlatego Polki na pewno nie odczuwają chłodu tak dotkliwie, jak my. Egoizm żyje własnym życiem. Widząc, że ubywa witamin od Mien, zaczęłam wyciągać je spod słomy dopiero po zgaszeniu światła, żeby inne nie widziały i nie prosiły. Czyż zdrowie Betsie nie jest ważniejsze? (Sam widzisz, Panie Boże, ona tak wiele potrafi zdziałać dla innych!)
Jeśli nawet nie było to dobre – nie było też bardzo złe, nieprawdaż? Nie tak złe jak sadyzm, morderstwo i inne draństwa, które każdego dnia widziało się w Ravensbruck. Ach, jakże wielki był to podstęp, chwyt szatana w tym jego królestwie; nasze własne sekretne grzeszki gasły w obliczu ogromu zła. Rak się rozprzestrzeniał.”

NIE POZOSTAWAJ OBOJĘTNYM

Chciałbym się mylić, pisząc, że mierzymy się z coraz większą znieczulicą. Ludzie zatopieni w ekranach smartfonów coraz mniej widzą i czują. Skupiamy się na swoich potrzebach, a może należałoby napisać – na naszych pragnieniach. Jako społeczeństwo potrzebujemy usłyszeć głos takich osób jak Corrie ten Boom. W tym dzikim świecie, gdzie wystarczy zjeść łyżkę cynamonu, by zyskać tysiące followersów, tak ciężko „przebić się” wartościowym treściom. Wyłammy się tym trendom. Na koniec powtórzę to, od czego zacząłem – każdy powinien przeczytać tę książkę. Nie zapadajmy na chorobę obojętności oraz egoizmu. Proszę – nie decydujmy się nie widzieć, ani nie słyszeć.

„Obojętność – fatalna choroba obozu koncentracyjnego. Czułam, że zaczyna i mnie się udzielać; jakże samej przeżyć współczując innym? Sparaliżowane i nieprzytomne wciąż zsuwały się z wąskich prycz na podłogę. Pierwszej nocy cztery kobiety spadły i zmarły na podłodze. Lepiej skupić się na własnych sprawach, niczego nie widzieć, o niczym nie myśleć. Ale nie było sposobu, żeby nie słyszeć.”

2 odpowiedzi na “Arcyważna lekcja miłości / „Bezpieczna kryjówka”, Corrie ten Boom [ 69 | 2022 ]”

  1. Jak pięknie zrecenzowana książka. Czytałam ją dawno temu, dziś szukałam zdjęć domu, w którym była „Bezpieczną kryjówka”. Niesamowity jest ten rachunek sumienia, gdzie Corrie pisze o chowaniu się na apelu…w tych nieludzkich warunkach rozliczała się z tego…
    Nieraz sięgam do takich książek, polecam „Wspomnienia wojenne” Karoliny Lanckorońskiej. Kobieta o niezwykłej siłę ducha. Pamiętam jeden cytat z tej książki. Współwięźniarka zarzuciła pani Karolinie, że czyni znak Krzyża nad zmarłymi. Powiedziała „Ja wiem, co Ty robisz”. Odpowiedź pani Karoliny: „Nie ma na świecie rzeczy ważniejszej i jest wielkim szczesciem wiedzieć, co ten Znak oznacza”…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: