A co jeśli desperacja to łaska w przebraniu? / „Nie poddawaj się”, Kyle Idleman [ 74 | 2022 ]

atypowa ocena: 9/10

UWIERZ (ALE NIE W SIEBIE)

To zupełnie normalne, że przechodzimy przez trudniejsze okresy w naszym życiu. Zwłaszcza aura jesienno-zimowa temu sprzyja, więc nie czuję się wyjątkiem, w tym, że miałem ostatnio „słabsze” dni. Dobrze się złożyło, że towarzyszyła mi w tym czasie książka „Nie poddawaj się” Kyle’a Idlemana (nie bardzo wierzę w przypadki). Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, że podtytuł: „Wiara, która daje ci siłę, by nie porzucać nadziei, i odwagę, by iść na przód” nie jest zachętą do samorozwoju. Przeciwnie – wzywa do tego, by swoje zaufanie złożyć w Kimś dalece większym, niż wszystko co zdaje się nas zatrzymywać i przytłaczać.

Jeśli mnie znacie, to wiecie, że jestem za delegalizacją coachingu. Nie dlatego, że nie działa. Bynajmniej! Gdybym tak twierdził, byłbym hipokrytą. Pracując w korporacji, przez lata korzystałem z licznych szkoleń. Wiem jak wiele zależy od naszego nastawienia i wiary w to, że coś możemy zrobić. Na jednym z takich szkoleń uwierzyłem, że „ograniczenia znajdują się jedynie w mojej głowie” i mogę rozłupać deskę uderzeniem dłoni. Rzeczywiście to zrobiłem. Zarówno ból ręki jak i deska (którą zachowałem na pamiątkę) były bardzo prawdziwe. Jednak z czasem dotarło do mnie, że wiara w siebie (choć na krótki dystans może dawać zadziwiające rezultaty) koniec końców prowadzi nas na manowce. Trzeba pamiętać, że ponad wszystkim znajduje się Bóg, a wiara ulokowana w Nim jest najlepszą polisą na życie. To przekonanie dzielę z autorem książki „Nie poddawaj się”.

PROSTO Z SERCA I PRZEŻYCIA

Kyle Idleman jest amerykańskim pastorem, który prowadzi zbór w stanie Kentucky. Pisałem o nim więcej przy okazji recenzji książki „Koniec mnie”. „Nie poddawaj się” (wydane w 2019 roku) to bodajże już ósma książka tego pastora. Trzyma wysoki poziom poprzednich, które miałem okazję przeczytać – zarówno w doborze ilustracji jak i głębi duchowych refleksji. To są dwie najmocniejsze strony książek Kyle Idlemana. Literacko – choć nie jest to grafomania – nie spodziewajcie się wielkich fajerwerków. Liczcie się również z tym, że specyficzne poczucie humoru autora nie koniecznie musi wam przypaść do gustu (nawet dla mnie – fana sucharów – niektóre żarty były mocno czerstwe). Jednak nie można odmówić Kyle’owi, że pisze z serca i przeżycia. Przechodząc od akapitu do akapitu, coraz bardziej towarzyszy nam pewność, że ten człowiek wie o czym pisze. Jest w tym prostolinijny, szczery i konfrontujący. A to sprawia, że choć momentami lektura „Nie poddawaj się” może być mało komfortowa, to jeśli odważymy się na zupełną otwartość z samym sobą, może sprawić, że pewne sprawy w naszym życiu ulegną zmianie.

NIEOGRANICZONY POTENCJAŁ (?)

Kyle Idleman wie sporo na temat coachingu. Szkolenia, które nad Wisłą zyskują na popularności, za oceanem znane są od lat. Ten korporacyjny know-how dotarł do nas w dużej mierze właśnie z USA. Autor „Nie poddawaj się” zachęca nas do tego, by przyjrzeć się faktom, zamiast dawać wiarę chwytliwym hasłom, które mają nas mentalnie podbudowywać. Czy nasz potencjał naprawdę jest nieograniczony? Czy nasz potencjał nie jest raczej zbliżony do potencjału innych ludzi?

Uczy się nas, abyśmy wierzyli w siebie oraz że możemy być, kim zechcemy. Mówi się nam: „Tylko uwierz a będziesz mógł to osiągnąć. Twój potencjał jest w zasadzie nieograniczony”.
To nas nakręca, sprawia, że pędzimy, aby zawojować świat, i jest wspaniale. Aż przestaje być wspaniale, to dzieje się dość szybko. Na czym się to opiera? Ostatecznie pewność siebie zostaje obnażona. Zostajemy zmuszeni, by przyznać, że jednak nie mamy tego, co potrzeba. Dzieje się coś i okazuje się, że nie możemy osiągnąć tego, co zechcemy, po prostu w to wierząc. Nasz potencjał nie jest jednak nieograniczony.
Twój potencjał jest zbliżony do potencjału innych ludzi. Ktoś powiedział, że jesteś „Jeden na milion” i to prawda. To samo dotyczy tego gościa, o tam.  I tamtej dziewczyny. I każdej osoby z tego miliona. Każdy jest jeden na milion, prawda? Więc co tak naprawdę nas wyróżnia?
Czytałem niedawno o stronie dla randkowiczów, która ujawniła, w jaki sposób użytkownicy odpowiedzieli na jedno konkretne pytanie w ich ankiecie. Portal zapytał: „Czy jesteś geniuszem?”.
Wyniki pokazały, że blisko połowa przedstawicieli jednej płci odpowiedziała twierdząco. Połowa mężczyzn potwierdziła swój status geniusza. Statystycznie rzecz biorąc, tylko około jedna na tysiąc osób może faktycznie być geniuszem. To oznacza, że pięciu na dziesięciu mężczyzn uważa, że są jak jeden na tysiąc. Jak wyjaśnić tę statystyczną anomalię? Zgaduję, że większość tych mężczyzn ma wielką pewność siebie, która nigdy nie została poddana próbie.
Jeśli twoja pewność złożona jest w tobie, w końcu dojdzie do próby i okaże się, że trochę ci brakuje.
Niektórzy z was wiedzą dokładnie, to mam na myśli, bo udawało ci się żyć w oparciu o swoją pewność siebie i szło ci całkiem nieźle. Wszystko było dobrze aż do tego dnia, kiedy nastąpił wielki test. 

WIĘKSZOŚĆ Z NAS WIERZY W KŁAMSTWA

Kyle Idleman nie wzywa nas do tego byśmy zaczęli myśleć o sobie źle. Nie o to chodzi. Warto jednak patrzeć realistycznie na fakty, a nie zakłamywać rzeczywistość. Oczywiście – można (nawet przez długi czas) udawać, że jesteśmy kimś lepszym. Ale czy warto? Czy jest taka potrzeba? Do czego to nas doprowadzi? Czy nie jesteśmy tym już dostatecznie zmęczeni w dobie cukierkowych zdjęć na Instagramie?

Większość z nas wierzy w kłamstwa. Nie wiemy, że to kłamstwa. Gdybyśmy wiedzieli, pewnie nie wierzylibyśmy w nie.
Ponieważ jednak wierzymy w kłamstwa, to żyjemy zgodnie z nimi, prawda? Jeśli wierzysz, że nie powinno się pływać bezpośrednio po jedzeniu, nie będziesz tego robić. To daje kłamstwu taką władzę nad tobą, jakby była to prawda. Przez stulecia ludzie wierzyli w kłamstwo, że ziemia jest płaska. Ponieważ tak wierzyli, nie oddalali się zbytnio na otwarty ocean, nie chcieli spaść z krawędzi.
Jeśli uwierzysz w kłamstwo, zmieni się twój styl życia. Oczywiście, jeśli unikałeś pływania po jedzeniu, to nic wielkiego się nie stało – podobnie gdy unikałeś połykania gumy do żucia. Ale co, jeśli wierzysz w znacznie bardziej poważne kłamstwa, co skutkuje poważnymi konsekwencjami? (…) Czy możliwe, że przyjąłeś za prawdę rzeczy, które wcale prawdą nie są?
(…)
Porównujemy normalne życie z wyselekcjonowanymi chwilami wyidealizowanego życia ludzi i mamy poczucie, że wypadamy na tym tle kiepsko. Zaczynamy myśleć, że nie mamy tego, co trzeba.
To nieprawda. Nie jest to prawdą, ponieważ większość rzeczy, które widzisz w mediach społecznościowych, nią nie są. Czy wiesz, że badania pokazują, że kiedy ktoś ma kłopoty finansowe, zwykle wstawia zdjęcia siebie wydającego pieniądze? Ludzie, którzy mają problemy w małżeństwie, częściej dzielą się zdjęciami romantycznej randki z małżonkiem. Dlaczego? Ponieważ chcą ukryć swoje obawy. Ale my przypatrujemy się temu i myślimy: „Nie jestem tak dobry jak oni. Nie mam tego, co trzeba, żeby żyć w taki sposób”.

Dopiero gdy zdemaskujemy kłamstwo, możemy się od niego uwolnić. Kyle Idleman bardzo szczerze (momentami wręcz brutalnie) obnaża prawdę o nas samych. Jeśli się z nią zmierzymy, będziemy gotowi wykonać kolejne kroki. Może nie być to dla nas najprzyjemniejsza podróż, ale „nie poddawaj się”, warto ją rozpocząć:

Tak wiele wolności kryje się w rezygnacji z obsesji na punkcie tego, co uważają i mówią inni. Wspaniale jest przestać być kimś, kim się nie jest, i zacząć pasować do pasującej jak ulał indywidualny i samodzielnej istoty, jaką Bóg chce cię widzieć.

Dlaczego? Ponieważ każdy człowiek, wszyscy – w tym ja i ty – Jesteśmy wadliwymi, krusi i niespójni. Dlaczego mielibyśmy polegać na akceptacji ze strony innych, którzy są tak połamani, jak my? Kiedy przychodzimy do Boga po Jego łaskawą aprobatę i kochającą akceptację, znajdujemy największą dostępną wolność. Znajdujemy tam prawdziwą wolność, pokój i radość, kiedy przestajemy przejmować się akceptacją ze strony innych i po prostu odpoczywamy w akceptacji, jaką daje Bóg.

A MOŻE WARTO SPRÓBOWAĆ ?

Wielu ludzi z automatu odrzuca wszystko co związane z chrześcijaństwem. Nieraz słyszę zdanie typu: „To nie dla mnie”. Ludzie skrzywdzeni przez ten czy inny kościół, albo sfrustrowani hipokryzją duchownych, zamykają się na wszystko co wiąże się z wiarą w Boga. Jeśli chcesz się już poddać, a najróżniejsze metody radzenia sobie z samym sobą i życiem, nie zdały dotychczas egzaminu, może jednak warto spróbować zwrócić się do Boga? Nie do kościoła. Nie do księży czy innych kapłanów. Po prostu do Boga? Kyle Idleman daje w swojej książce konkretne wskazówki jak to uczynić w prosty sposób.

Moment porażki – chwila gdy chcemy wznieść ręce w geście poddania się – wydaje się najbardziej samotnym zakątkiem świata rzeczywistość jednak jest to doskonała chwila, aby doświadczyć siły i zaopatrzenia Boga, ponieważ, jak się okazuje, desperacja przyciąga uwagę Boga. Jeśli prześledzisz tę myśl w Piśmie Świętym, przekonasz się, że wyzwolenie pochodzące od Boga często następuje tuż po czasie desperacji. Jego błogosławieństwo zwykle popada w stan złamania. W całej historii jego najpotężniejsi słudzy wyrastali z miejsca spustoszenia i klęski.

Ale co, jeśli desperacja to łaska w przebraniu? Co, jeśli walka i przebicie się przez mrok to droga do błogosławieństwa? Najkrótsza droga wyjścia z desperacji może wieść przez jej przyjęcie zagłębienie się w nią. Przebicie się przez jej mroki. 

Dziwne jest to, że często Boga można zobaczyć najwyraźniej w największych mrokach życia. Cisza pozwala usłyszeć, jak mówi. Izolacja pozwala się z Nim połączyć. Nigdy nie doświadczysz lepszego czasu na odkrycie, kim On naprawdę jest. A zatem podam ci pewien pomysł. Zamiast uciekać od ciemności, zanurz się w nią. Zamiast rezygnować, złap się Boga i nie puszczaj. On ma dla ciebie błogosławieństwo, ale być może będziesz musiał o nie walczyć.

Kluczowym elementem jest wiara. Cała moc znajduje się w Chrystusie, ale wiara jest przyciskiem, który ją aktywuje. Czy masz tę wiarę? Czy wierzysz, że Jezus jest większy niż twój grzech i ciągnąć swoich pleców cały ten ciężar?

SPOŁECZEŃSTWO POGUBIONYCH LUDZI

Niedawno miałem okazję przeczytać kilka tekstów Józefa Tischnera (zebrane w zbiorze „Wolność człowieka gór”). Już w latach 90-tych dokonał on ciekawej obserwacji społeczeństwa:

„Dziś ludzie zakrywają przed sobą swój strach. Udają odważnych. I to właśnie sprawia, że stają się nieczuli na słowa życia. Nie potrzebują Kościoła, Ewangelii. Wydaje się im, że są wolni. Dopiero w dniu, w którym staną oko w oko ze swoim strachem, zobaczą, jakimi byli niewolnikami”.

Jakże trafna okazała się ta diagnoza. Choć coraz więcej posiadamy, coraz więcej potrafimy i coraz więcej możemy – jednocześnie coraz bardziej paraliżuje nas lęk. Oczywiście dzieje się to w sferze tabu. Nie mówimy o tym głośno. Uśmiechamy się i robimy sobie piękne zdjęcia nad pięknymi potrawami, w najpiękniejszych miejscach. Kryjemy się za maskami, a jednocześnie kalendarze psychoterapeutów pękają w szwach. Choć mało kto odważa się publicznie o tym pisać – jesteśmy społeczeństwem pogubionych ludzi.  

Lęk spowalnia wszystkich. Zwróć uwagę na to co dzieje się wokół nas, a przekonasz się, że to prawda. W swojej książce Anxiety Free („Bez lęku”) psycholog Robert Leahy zauważa, że „przeciętne dziecko dzisiaj wykazuje ten sam poziom lęku, co przeciętny pacjent u psychiatry w latach 50.” 

Jednak wcale nie musi tak być w naszym życiu. „Nie poddawaj się” takiemu porządkowi rzeczy. Choć twój potencjał jest zbliżony do potencjału innych ludzi – nie musisz żyć w lęku. Możesz być wolny od masek i potrzeby imponowania innym ludziom. Możesz żyć pięknym życiem, które ma sens i cel. „A co jeśli desperacja to łaska w przebraniu”? Może jesteś już bardzo blisko ważnego przełomu w swoim życiu. Jeśli sobie nie radzisz – jest Bóg, który chętnie pomoże ci poskładać twoje życie.

Są książki, które czytamy bo są pięknie napisane. Są książki, po które sięgamy ponieważ opowiadają wzruszające albo mrożące krew w żyłach historie. Są książki, które przedstawiają nam sylwetki tych, których podziwiamy, choć nigdy nie mogliśmy ich spotkać. Lubię wszystkie z powyższych. Jednak najcenniejsze są dla mnie te książki, które mnie konfrontują i zachęcają do zrewidowania sposobu myślenia. Bez dwóch zdań Kyle Idleman pisze tego rodzaju książki. To już kolejna spod jego pióra, którą z całego serca mogę Wam polecić.

4 odpowiedzi na “A co jeśli desperacja to łaska w przebraniu? / „Nie poddawaj się”, Kyle Idleman [ 74 | 2022 ]”

  1. Ciekawa recenzja. Czuję, że po drodze z moją perspektywą i spojrzeniem na „pustynię” i kruchość ubieraną w liczne maski. Ostatnio przeczytałam książkę o podobnej wymowie: „Niczego nie musisz udowadniać. Dlaczego możesz przestać tak bardzo się starać” Jennie Allen.
    Mam jedną refleksję o coachingu, którą chcę się podzielić. Studiowałam coaching na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie – ot – takie ciekawe połączenie 😉 Była to specjalizacja na studiach magisterskich z filozofii. Właściwie poświęciłam magisterkę zestawieniu założeń coachingowym z filozofią Jaspersa. I chciałabym zwrócić uwagę, że z definicji coaching nie jest tym samym, co mowy motywacyjne, pseudo-mentoring, czy jeszcze bardziej pseudo inny indoktryning. Zgadzam się z podejściem do coachingu, jako sposobu dochodzenia do prawdy za pomocą dobrze sformułowanych pytań i ewentualnie innych narzędzi, poszerzajacych perspektywę na dany problem/zjawisko. A to wprost można wyciągnąć z maieutyki Sokratesa. Gadki w stylu: „jesteś geniuszem, możesz wszystko” są czasem podpinane pod coaching, gdyż niejednokrotnie ludzi, którzy zarabiają na głoszeniu tych haseł zwą się coachami (teraz każdy może siebie tak określić). Jednak w coachingu nie ma z definicji doradzania, ideologii, a tym bardziej forsowania jakichś lekkostrawnych haseł. Niegdyś słyszałam to na kursie Jose Silvy, który takie pranie mózgu uskuteczniał, w czym niestety wzięłam udział jako nastolatka.
    W każdym razie coaching dał mi świetne narzędzia wglądowe, umiejętność zadawania dobrych pytań i analizy problemu.
    Cała reszta, tego, co piszesz bardzo do mnie przemawia – i o hipokryzji dzisiejszego świata, o złudzeniu samowystarczalności i potrzebie zwrócenia się do Boga. Dobrze to sobie przypominać. Często.
    Pozdrawiam weekendowo.

    Polubienie

  2. PS Nota bene istnieje też gałąź tzw. coachingu chrześcijańskiego, a więc można tę metodę wykorzystać także do docierania do prawdy o swoim życiu w kontekście realizacji Woli Bożej. Tu przykłady: https://www.taniaksiazka.pl/coaching-w-ujeciu-chrzescijanskim-gary-r-collins-p-772973.html
    https://fideratio.pl/team/wojciech-jedrzejewski-op/
    https://www.spch.pl/edukacja/studium-coachingu/

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuję za ten komentarz. Faktycznie zastosowałem spore uproszczenie, pisząc o coachingu w tym powszechnym dziś rozumieniu, które nie ma wiele wspólnego z założeniami jakie były na początku 🙂 Człowiek potrafi wiele dobrych rzeczy przerobić na swoją modłę 🙂 A jak mówi Pismo: „Korzeniem wszelkiego zła jest umiłowanie pieniędzy” – co widać również w dzisiejszym tzw. coachingu. Nie występuję przeciwko dobrym pytaniom i prowadzeniu innych do zgłębiania prawdy (również o sobie). Sam brałem w tym udział, nawet jako mentor kilka razy 🙂 Dlatego byłaby to hipokryzja. Jestem za delegalizacją coachingu, który drenuje kieszenie pogubionych ludzi – tak bym to lepiej ujął.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: