Nie dbając o status quo / „Odlot. Elon Musk i szalone początki SpaceX”, Eric Berger [ 90 | 2022 ]

atypowa ocena: 8/10

Ciężko w dzisiejszych czasach znaleźć kogoś kto nie słyszał o Elonie Musku. To jeden z najbogatszych ludzi na naszej planecie, a do tego postać bardzo medialna. Sieć pełna jest doniesień na temat jego życia, zarówno w sferze biznesowej jak i prywatnej. Kojarzymy go z  PayPalem, Teslą i kosmosem. Jednak jakiej jakości jest posiadana przez nas wiedza? Można ją zweryfikować sięgając głębiej niż nagłówki artykułów czy licznie pojawiające się memy. Książka Erica Bergera uzupełnia całkiem już pokaźny zbiór pozycji opisujących życie i działania Elona Muska. I jestem przekonany, że to dopiero początek… Jeśli tylko ten „szalony geniusz” będzie utrzymywał takie tempo pracy i rozwoju swoich biznesów, dostarczy autorom materiału na jeszcze wiele książek.

Ważne jest abyśmy mieli świadomość, że „Odlot” nie jest książką o Elonie Musku, mimo, że jego twarz zajmuje połowę okładki. Jeśli jednak spodziewamy się, że sięgamy po jego biografię – możemy się rozczarować. Oczywiście bez Elona Muska nie byłoby tej książki, ponieważ nie byłoby SpaceX, jednak Eric Berger nie skupia się w swojej pracy tylko na prezesie firmy. Postawił sobie za cel skrupulatne zbadanie i opisanie początków istnienia SpaceX. To historia, która trwa, ale która jednocześnie jest tak niezwykła, że warto poświęcić książkę jej szalonym początkom. Jak sam przyznaje w epilogu, został do tego zachęcony po bardzo pozytywnym odbiorze jednego ze swoich artykułów.

SpaceX nie jest pierwszą prywatną firmą w historii, która planowała zrewolucjonizować loty w kosmos. Jest jednak pierwszą, której się to udało. Tym też sposobem SpaceX nie tylko przechodzi do historii, ale wręcz tworzy ją, kształtując przyszłość lotów kosmicznych. Eric Berger opisuje de facto dwie dekady (okres 2000 – 2020). Skupia się  jednak przede wszystkim na wydarzeniach od czasu założenia firmy w 2002 roku, aż do udanego startu rakiety (przy czwartej próbie) w 2008 roku. To były właśnie tytułowe „szalone początki”, kiedy ważyły się losy nie tylko przyszłości kosmonautyki, ale też wypłacalności założyciela SpaceX.

JAK ZOSTAĆ MILIONEREM ?

Nie będzie to wielką przesadą, jeśli stwierdzimy, że Elon Musk jest dziś obrzydliwie bogaty. Stać go dosłownie na wszystko. Mógłby sobie zbudować skarbiec na wzór tego, który kojarzymy z postacią Sknerusa z Kaczora Donalda. Na jednym z (nomen omen) memóm wyczytałem ostatnio, że jeśli zarabialibyśmy 10 000 $ dziennie, przez 365 dni w roku, to nawet jeśli zaczęlibyśmy pracować w czasach powstawania egipskich piramid, i robilibyśmy to nieprzerwanie do dzisiejszego dnia, zgromadzilibyśmy raptem 15% bogactwa, które posiada Elon Musk. Ciężko sobie to wyobrazić.

Tym trudniej to pojąć gdy uświadomimy sobie, że w 2008 roku wypłacalność i przyszłość SpaceX wisiały na włosku. Setki zatrudnionych osób nie mogły mieć pewności czy otrzymają wynagrodzenie (podobnie zresztą jak w Tesli – drugim wielkim projekcie Muska, który nie był w tamtym czasie jeszcze rentowny). Loty kosmiczne nie są łatwym polem dla biznesu. Nie jeden wielki gracz w tej branży zmuszony był wywiesić białą flagę i przełknąć utratę bezpowrotnie zainwestowanych setek milionów dolarów. Eric Berger w jednym z rozdziałów wspomina krążący wśród biznesmenów żart:

„Jak  mówi  stary  dowcip,  jeśli  się  chce  zostać  milionerem,  trzeba  zacząć  jako  miliarder,  a potem  założyć  firmę  rakietową.  Musk  co  prawda  nie  był  miliarderem,  gdy  zakładał  SpaceX,  ale  po  czterech  latach  jego  przedsięwzięcie  zdawało  się  nie  rokować  najlepiej.  Z mniej  więcej  25  milionów  dolarów,  na  które  opiewały  kontrakty  podpisane  przez  SpaceX  przed  pierwszym  startem  rakiety  Falcon  1,  tylko  nieznaczna  część  trafiła  na  konta  firmy  przed  udanym  startem.  Zważywszy  na  skalę  poczynionych  inwestycji –  100  milionów  dolarów –  zwrot  przedstawiał  się  wyjątkowo  mizernie.”

Mimo wszystko – udało mu się. Elon Musk dopiął swego, choć wielu – mierząc się po drodze z tyloma przeciwnościami – poddałoby się. Książka Erica Bergera to nieskończona jeszcze historia z happy endem.

PRZEPIS NA PRZEORANIE BRANŻY

Jak on to zrobił? To pytanie, które zadawano na każdy możliwy sposób. Mimo szeregu porażek wciąż się podnosił i wierzył w swoją wizję. Musiał przełknąć nieudaną próbę startu rakiety i straty rzędu milionów, np. ze względu na pękniętą nakrętkę wartą 5 dolarów. Zarwał niezliczoną ilość nocy szukając odpowiedzi na pojawiające się problemy. Spędzał godziny na konsultacjach z prawnikami zamiast bawić się na rodzinnych imprezach. Choć zapłacił za sukces wielką cenę (nie tylko liczoną w dolarach), jestem przekonany, że zrobiłby to jeszcze raz. Zresztą z treści całej książki jasno wynika, że nie tylko on, ale niemalże wszyscy ludzie zaangażowani w ten projekt oceniają początki SpaceX jako najtrudniejszy i zarazem najlepszy czas w ich karierze. Zaczęli jako mały startup, gdzie wszyscy się znali i spędzali ze sobą całe dnie w biurze (w ciągu dnia pracując, a nocami grając w Quake’a), by po kilku latach – jako dojrzała już firma – zdominować branżę podboju kosmosu. Zatem – jak on to zrobił?!

Myślę, że książka Erica Bergera w dużym stopniu odpowiada na to pytanie. Znajdziemy w niej wiele informacji o tym co przesądziło o sukcesie SpaceX. Przede wszystkim byli to ludzie. Nie chodzi tu o samego Elona Muska. Nikt nie jest w pojedynkę w stanie osiągnąć aż tak wielkich rzeczy. Geniusz Muska objawia się jednak również w tym, że potrafi rekrutować do swoich projektów odpowiednie osoby. W książce Bergera przeczytamy o wielu takich bohaterach, bez których nie byłoby sukcesu SpaceX:

„Ona  i Musk  są  jednocześnie  do  siebie  bardzo  podobni  i bardzo  różni.  On  jest  niezwykle  bezpośredni,  niekiedy  robi  dziwne  wrażenie,  ona  zaś  cały  czas  się  uśmiecha  i zawsze  wie,  co  powiedzieć.  W gruncie  rzeczy  jednak  oboje  dobrze  się  rozumieją  i wyznają  tę  samą  filozofię  śmiałego  marszu  naprzód  w celu  przeorania  branży  zgodnie  z własną  wizją.”

NIE DBAJĄC O STATUS QUO

Elon Musk zabrał się za oranie branży na wielu płaszczyznach. Nie dbał o status quo. Nie szedł utartymi schematami. Do minimum ograniczał biurokrację. Zatrudniał ludzi z pasją, a niekoniecznie wielkim doświadczeniem. Oczekiwał pracy w takim wymiarze, który niejednego z nas skłoniłby do alarmowania Państwowej Inspekcji Pracy. Zachęcał ludzi do odważnego podejmowania decyzji i innowacyjnego myślenia. Przede wszystkim nie bał się inwestować pieniędzy w testowanie realnych rozwiązań tam, gdzie inni zatrzymywali się na prowadzeniu analizy ryzyka. Dzięki temu w kilka lat SpaceX doszło tam gdzie nikt wcześniej nie był:

„SpaceX  mogła  działać  w naturalnym  dla  siebie  rytmie,  czyli  tak  szybko,  jak  tylko  się  dało
– To  była  jedna  rzecz,  z którą  SpaceX  od  początku  dobrze  szło –  wyjaśniała  Chinnery. –  Nie  marnowaliśmy  czasu  na  roztrząsanie  różnych  rzeczy.  Jeśli  stwierdziliśmy,  że  coś  gdzieś  trzeba  zawieźć,  to  po  prostu  to  zawoziliśmy.
O ile  to  tylko  było  możliwe,  w trakcie  pracy  nad  stanowiskiem  startowym  na  Omelek  SpaceX  wybierała  rozwiązania  szybkie,  niekonieczne  eleganckie.  Przedkładała  tempo  prac  nad  estetykę  wykonania  i detale.”

„– Elon  tak  już  ma,  że  jest  gotów  wydawać  pieniądze,  żeby  przetestować  różne  rozwiązania –  powiedział  Kassouf. –  To  coś,  co  go  wyróżnia.  W takim  Boeingu,  zanim  się  czegoś  spróbuje,  najpierw  wydaje  się  pieniądze  na  to,  żeby  stwierdzić,  jak  dużo  się  ryzykuje.  Elon  tymczasem  mówi:  „Jasne,  próbujcie”.  Jak  coś  nie  wypali,  to  można  to  sprzedać,  albo  się  to  uznaje  za  cenną  lekcję.”

Mógłbym wiele jeszcze napisać w tym miejscu na temat Elona Muska i SpaceX, jednak nie taka jest moja rola. Przecież świetnie zrobił to Eric Berger, dlatego zwyczajnie zachęcam po prostu do sięgnięcia po jego książkę. To kawał solidnie wykonanej pracy. Przybliża nam osobę Muska, który „emanuje ponadnaturalną siłą sprawczą”. Przedstawia cały sztab najważniejszych aktorów tej szalonej historii. W końcu – pomaga choć odrobinę zrozumieć podstawowe zagadnienia związane z budową rakiet i lotami w kosmos. A na dokładkę – trzeba to podkreślić – jest to po prostu bardzo dobrze napisana książka, która może dać nam wiele satysfakcji z lektury. Eric Berger nie bez powodu trafił do finału nagrody Pulitzera. Wiemy, że Musk nie powierza żadnego zadania byle komu. Niech najlepszą rekomendacją dla Was będzie to, że to właśnie sam szef SpaceX wybrał Erica Bergera do opowiedzenia historii o szalonych początkach jego firmy. Nikt inny takiej autoryzacji nie otrzymał.

Jedna odpowiedź na “Nie dbając o status quo / „Odlot. Elon Musk i szalone początki SpaceX”, Eric Berger [ 90 | 2022 ]”

  1. Oto kreatywne podejście: „Jasne, próbujcie” i podejście do porażki jako lekcji. To jest właśnie sedno nowoczesnego podejścia do uczenia się na poziomie jednostek i organizacji. I myślę, że zasób na drodze do sukcesu. Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: