Przypowieść o przyjaźni  / „Myszy i ludzie”, John Steinbeck [ 129 | 2022 ]

atypowa ocena: 8/10

John Steinbeck przebojem wdarł się do grona moich ulubionych pisarzy. O ile niektórzy musieli przekonywać mnie sukcesywnie, jemu udało się kupić mnie od pierwszych zdań monumentalnego „Na wschód od Edenu”. Tym razem znów zabiera nas nad kalifornijską rzekę Salinas, choć „Myszy i ludzie” w porównaniu do wspomnianej sagi zdają się być raczej niedługim opowiadaniem niż powieścią.

Nie wiem czy książka ta tak mocno by na mnie oddziaływała, gdyby nie spędzone wcześniej tygodnie z „Na wschód od Edenu”. Jednak nie oddając się gdybaniom, muszę przyznać, że historia opowiedziana przez Steinbecka mocno mną poruszyła i wiem, że struny, które zostały uderzone w mojej duszy, jeszcze przez dłuższy czas będą rozbrzmiewały refleksjami.

„Myszy i ludzie” należą do kategorii tych niewielkich, niepozornych dzieł literatury, które nie rzucając nas na kolana swoją formę, znajdują jednak sposób żeby wwiercić się głęboko w naszą świadomość i eksplodować w jej wnętrzu niczym granat pełen skrytych sensów.

John Steinbeck nie zachwyca w tej powieści wybitnym stylem. Zrozumcie mnie dobrze – nie pisze źle, to dobra proza, ale nie zaznaczyłem sobie tu ani jednego fragmentu, choć miałem przygotowany na to ołówek. Zanim jednak choć raz po niego sięgnąłem, zorientowałem się, że już skończyłem czytać całą książkę. Jeśli niedawno żaliłem się nieco, że Hari Kunzru w „Czerwonej pigułce” nie ułatwia życia czytelnikowi, to w przypadku „Myszy i ludzi” Steinbeck znajduje się na drugim biegunie relacji z odbiorcą – podaje nam historię krótką, prostą, pozbawioną dygresji, zmierzającą do konkretnego wydarzenia, które praktycznie od początku jest sygnalizowane.

Nie znaczy to jednak, że powieść ta pozbawiona jest głębszej treści. Sens całej historii (i poszczególnych zdarzeń) spadnie na nas z całym impetem po zakończeniu książki. Choć „Myszy i ludzi” nie mogę ocenić tak wysoko jak „Na wschód od Edenu”, to muszę oddać Steinbeckowi, że ma wybitny talent do tworzenia przypowieści. O ile we wspomnianej sadze reinterpretował na nowo historię Kaina i Abla, pisząc o walce, która toczy się w duszy człowieka, tym razem również dotyka wielkich, ponadczasowych zagadnień.

Choć akcja rozgrywa się na przestrzeni raptem (bodajże) dwóch dni, w konkretnej rzeczywistości pogrążonych w kryzysie ekonomicznym Stanów Zjednoczonych, to książka ta mówi również o naszych lękach i zmaganiach. Steinbeck pisze o przyjaźni, lojalności, wzajemnej trosce i marzeniach, które napawają nas optymizmem w najciemniejszej nawet dolinie. Pisze o strachu, który budzi w nas świadomość naszej nieprzydatności. Na kanwie utrzymującego się w tamtych czasach rasizmu obnaża absurdalność i podłość ludzkich zachowań. Pisze o ciemnych chmurach, które nie pozwalają nam spokojnie odetchnąć, bo zwiastują nieuchronnie nadciągającą tragedię. W końcu każe się nam zastanowić do czego byśmy byli gotowi posunąć się kierowani miłością.

Na raptem 120-tu stronach „Myszy i ludzie” mówią o tym wszystkim, i jestem przekonany, że odnajdziecie w tej książce znacznie więcej. Oczywiście możecie uznać, że doszukuję się w tej prostej historii ukrytych sensów, ponieważ wysoko cenię Steinbecka. Niewykluczone, że jest i w tym trochę racji. Zdaję sobie sprawę, że proza tego autora antagonizuje czytelników. Tak było i w 1962 roku, gdy otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Niedawno ujawniono dokumenty, z których wynika, że był to wynik kompromisu podyktowanego brakiem wśród kandydatów oczywistego zwycięzcy. Już wtedy szwedzkie media twierdziły, że był to „jeden z największych błędów Akademii”, a The New York Times uznał, że to wręcz niewiarygodne, że tak ważna nagroda trafiła do „kogoś obdarzonego tak ograniczonym talentem, kto, w swoich najlepszych książkach, rozwadnia fabułę drugorzędnym filozofowaniem”.

Zachęcam Was abyście wyrobili sobie własne zdanie na temat twórczości Steinbecka. I mogę Was uspokoić, że przynajmniej zarzut rozwadniania fabuły drugorzędnym filozofowaniem nijak się ma do „Myszy i ludzi”. Nie uraczycie tu zbyt wielu zbędnych zdań. Jeśli spodoba się Wam ta niedługa powieść, koniecznie sięgnijcie po „Na wschód od Edenu”! Szczerze polecam i do prozy Steinbecka niedługo bez wątpienia wrócę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: