Czy można odnaleźć prawdziwą wolność w więzieniu? / „Wiara skazanych. Rozmowy z Bogiem w więzieniu”, Katarzyna Borowska [ 151 | 2023 ]

atypowa ocena: 7/10

Niedawno trafiła do mnie książka Katarzyny Borowskiej, która okazała się być drugą częścią większego cyklu. Ale spokojnie, to żaden problem – można ją czytać niezależnie od tego co już się ukazało, i tego co jeszcze ma się ukazać.

W nawiązaniu do powszechnie znanych słów apostoła Pawła z hymnu o miłości, autorka postanowiła pisać o „tych trzech”, które nam pozostały, tj. o wierze, nadziei i miłości (1 Koryntian 13:13), ale skupia się w swoich książkach na konkretnej grupie społecznej – na skazańcach, osobach pozbawionych wolności.

W swoim cyklu nie trzyma się kolejności zaproponowanej przez apostoła Pawła. Rozpoczęła od reportażu: „Miłość skazanych – kobieta i mężczyzna w więzieniu”, gdzie rozmawia z pozbawionymi wolności o relacjach damsko-męskich. Książka, która do mnie trafiła, „Wiara skazanych”, to zbiór rozmów o Bogu z tymi, którzy spędzają czas w więzieniu.

Nie przypadkowo użyłem takiego wyrażenia, ponieważ wywiady Katarzyny Borowskiej nie ograniczają się do tych przeprowadzonych ze skazańcami. Znajdziemy siedem takich wywiadów w pierwszej części książki, ale w drugiej głos oddano tym, którzy są „na służbie”, spędzają czas w więzieniu ze względu na wykonywaną pracę (służba więzienna, kapelani na etacie) lub po prostu z potrzeby serca. Warto wysłuchać jednych i drugich.

ZGUBIENI, KTÓRZY SIĘ ODNAJDUJĄ

Z takiego założenia wyszła właśnie autorka reportażu. Postanowiła wysłuchać tych, którzy nieczęsto znajdują słuchaczy. Porozmawiać z tymi, z którymi kontakt jest ograniczony (nie tylko poprzez wysokie mury).

Lubię reportaże. Choć wysoko cenię sobie literaturę piękną, to jednak moje serce wciąż wyrywa się do książek z tagiem „non-fiction”. Prawdziwe historie mają w sobie potężną moc.

Mam wiele szacunku do tych, którzy regularnie odwiedzają więzienia, by poświęcić swój czas tym, którzy zawiedli. Zawiedli społeczeństwo, zawiedli swoich bliskich, zawiedli często samych siebie. Jeden z rozmówców Katarzyny Borowskiej wprost mówi, że bandyci i gangsterzy stanowią za kratkami mniejszość. Większość to nieudacznicy i ludzie, którzy się zwyczajnie pogubili.

Wielu z nich dopiero w tym miejscu gdzie zostają ubezwłasnowolnieni, pozbawieni tej wielkiej wartości jaką stanowi w naszym życiu wolność – znajdują przestrzeń by zastanowić się głębiej nad życiem i sensem wszystkiego. Paradoksalnie to właśnie tam, za kratami, wielu zgubionych odnajduje coś głębszego. Pozbawieni wolności odkrywają prawdziwą wolność. Jeden z rozmówców Katarzyny Borowskiej oddał to takimi słowami:

„Kościół rozumie się w pełni dopiero wtedy, kiedy buduje się on ludźmi odrzuconymi, których wiara się rodzi, jest szczera, świeża. Ludźmi, którzy nie wiedzą na pewno, ciągle szukają, którzy chcą pojednać się z Bogiem. Nie są poprawni, ale są otwarci jak pączek kwiatu na rosę, która pozwoli mu się rozwinąć i być pięknym kwiatem w Królestwie Bożym. „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego” (Mateusza 21,32). Ewangelia nas zaskakuje. Może więc my, cieszący się wolnością, wobec tego powinniśmy się zastanowić nad swoim nawróceniem, bo można być osadzonym w więzieniu i być wewnętrznie wolnym, ale też można cieszyć się wolnością i być zniewolonym, nosić kraty na swoim sercu. Takiego radykalnego zasłuchania się w Ewangelię i przyjęcia jej całym sercem sobie i nam wszystkim życzę.”

LICZĄ SIĘ SZCZERE SERCA, A NIE POPRAWNOŚC DOGMATYCZNA

Sięgając po reportaż Katarzyny Borowskiej możecie się spodziewać wielu niepoprawnych stwierdzeń. Zwłaszcza w części, w której rozmawia z więźniami, wsłuchujemy się w głos tych, którzy mogą być wyrzutem sumienia systemu edukacji. Nie są to osoby nad wyraz elokwentne. Nie są to puryści językowi, którzy w swoich wypowiedziach są całkowicie spójni. Jednego jednak nie można odmówić rozmówcom autorki „Wiary skazanych” – rozbrajającej wręcz szczerości.

Traktuję to jako wielki plus tej książki. Wiem, że nie miałbym możliwości tak swobodnej rozmowy ze skazańcami oraz pracownikami służby więziennej. Katarzynie Borowskiej udało się dotrzeć do wielu osób i przeprowadzić z nimi wywiady, w których nie czuć skrępowania po żadnej ze stron. Dzięki temu przez tekst płynie się bardzo szybko, stajemy się milczącymi uczestnikami tych rozmów. Autorka zaprasza nas byśmy dosiedli się do stołu i zasłuchali…

Oczywiście nie ze wszystkim musimy się zgadzać, ale reportaż ten dał możliwość swobodnej wypowiedzi tym, którzy wielu swobód zostali pozbawieni. Oczywiście nie należy traktować „Wiary skazanych” jako podręcznika dogmatyki. Więźniowie wiele rzeczy pojmują opacznie i przeinaczają pewne kwestie, robiąc to zazwyczaj nieświadomie.

Bardziej bolesne było dla mnie to, gdy rzeczy sprzeczne z moim rozumieniem Słowa Bożego były wypowiadane przez tych, którzy mają „prowadzić duchowo” owych więźniów. Nie mogłem odegnać od siebie wtedy słów Jezusa: „To ślepi przewodnicy ślepych. Jeśli ślepy prowadzi ślepego, obaj skończą w rowie” (Mateusza 15:14). Możecie uznać, że się czepiam, albo jestem przewrażliwiony, jednak jeśli kapelan wyraźnie stwierdza, że „sama wiara to za mało”, to po prostu wiem, że inaczej odczytujemy przesłanie Ewangelii:

„Wiara, jak uczy Kościół katolicki, jest gwarantem życia wiecznego w niebie, lecz nie sama wiara, bo można mówić o wierze, a dopuszczać się czynów niegodnych, czyli za wyznawaną wiarą musi iść dobre życie. (…)  Sama wiara to za mało. Wiara plus życie, czyny.”

ROZMOWY BEZ WYDAWANIA OPINII

Bardzo podoba mi się, że autorka nie forsuje w książce swoich opinii. Stwarza po prostu odpowiednią przestrzeń dla swoich vis-a-vis, dając im możliwość swobodnej wypowiedzi. Oczywiście moderuje te wywiady, ale pozwala się zaprowadzić swoim rozmówcom w te miejsca, które są dla nich najważniejsze.

Doskonale to widać w przypadku dwóch rozmów, które zrobiły na mnie największe wrażenie. W początku drugiego rozdziału znajdziemy następujące po sobie dwa wywiady. Pierwszy z Kazimierzem Pierzchałą – kapelanem na etacie Kościoła Rzymskokatolickiego, a zaraz po nim drugi, z Andrzejem Cichockim, który odwiedza więzienia z ramienia jednego ze zborów protestanckich. To ta sama autorka przeprowadziła te dwa wywiady, a jednak są one od siebie diametralnie różne. Widać jak na dłoni, że rozmówcy mają całkowicie inne podejście do wiary i swojej służby.

Niech przyczynkiem do swoistej komparatystyki będą tu fragmenty rozmów, gdzie wspomniani kapelani odwołują się do znaczenia modlitwy „Ojcze nasz”, której swego czasu Jezus uczył swoich naśladowców.

Kazimierz Pierzchała, wieloletni kapelan więzienny Kościoła Katolickiego: „Oczywiście udzielam rozgrzeszenia, niemniej powstaje pewien problem, polegający na tym, jaką pokutę zadać mordercy, który przychodzi do spowiedzi. Przecież nie pójdzie na kolanach do Częstochowy, bo jest zamknięty. Można by pomyśleć, że im większy grzech, tym większa pokuta, ale tak zwykle nie jest. Takiego mordercę pyta się, czy umie odmawiać różaniec, a on na to, że nie. A „Pod Twoją obronę”? Też nie. W końcu na pytanie, co umie, odpowiada „Ojcze nasz”. Tak więc za morderstwa odmawia „Ojcze nasz”, bo tylko to umie.”

Andrzej Cichocki, kapelan więzienny z ramienia kościoła protestanckiego: „Jeśli chodzi o modlitwę, powiedziałem im, żeby pamiętali o tym, co Chrystus rzekł do apostołów: żeby modlili się do swojego Ojca, który jest w niebie. W modlitwie Ojcze nasz wcale nie chodzi o regułkę, ale o relację ojca z dzieckiem. Poradziłem, żeby wyrzucali ze swojego serca wszystko to, co w nim mają. Radość i smutek, bo Bóg chce, żeby oni mu zaufali. Wówczas będzie im prościej”.

Zachęcam byście przeczytali całe rozmowy zamieszczone w książce. Autorce należy się ukłon za to, że opinii nie wydaje – pozwala zrobić to nam.

WERDYKT

Jeśli chcecie mojej opinii (a zakładam, że tak skoro doczytaliście aż dotąd) – warto sięgnąć po „Wiarę skazanych”. Nie wiem czy pozostałe dwie książki z cyklu mnie zainteresują, ale ten reportaż naprawdę mnie wciągnął. Jest pozbawiony zbędnych dłużyzn. Rozmowy są wartkie, a pytania zadawane przez autorkę nie są tendencyjne. Pozwalają nam spotkać się z osobami, z którymi ciężko byłoby nam to zrobić w inny sposób.

Literaturę faktu cenię za to, że zawsze dowiaduję się czegoś więcej o świecie. Tak było i tym razem. Zostałem zaproszony do refleksji i postanowiłem z tego zaproszenia skorzystać. Teraz przesyłam to zaproszenie dalej – do Ciebie. Czy skorzystasz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: