Weneckie cozy crime / „Perfidna gra”, Donna Leon [ 203 / 2026 ]

atypowa ocena: 7/10

Donna Leon to autorka, którą warto poznać. Urodzona w 1942 roku w New Jersey, przez dekady prowadziła życie kosmopolitki, wykładając literaturę angielską w Iranie, Chinach, Arabii Saudyjskiej, aż w końcu osiadła w Wenecji. To właśnie tam, w mieście kanałów, masek i wiecznej wilgoci, narodziła się jej miłość do włoskiego stylu życia, która stała się fundamentem całego cyklu o komisarzu Brunettim.

Co ciekawe, Leon zaczęła pisać swoje powieści niemal przez przypadek – po rozmowie z przyjacielem o słynnym dyrygencie w operze La Fenice. Pierwszy tom serii, „Śmierć w La Fenice”, ukazał się w 1992 roku i od tamtej pory autorka niemal co roku dostarcza czytelnikom kolejną odsłonę przygód weneckiego policjanta. Do 2026 roku cykl ten rozrósł się do imponujących trzydziestu pięciu tomów, a Leon, mimo pracy nad licznymi projektami związanymi z operą barokową, nigdy nie opuściła Brunettiego, tworząc jedną z najbardziej spójnych i rozpoznawalnych serii w historii gatunku.

AMERYKAŃSKIE SPOJRZENIE NA WŁOSKĄ DUSZĘ

Zanim zagłębimy się w szczegóły „Perfidnej gry”, warto zrozumieć, że miłość Donny Leon do Wenecji nie jest miłością turystki, lecz mieszkanki, która dostrzega każdą rysę na fasadzie pałacu. Autorka spędziła w tym mieście ponad trzydzieści lat, co pozwoliło jej na stworzenie portretu Wenecji niezwykle autentycznego, wolnego od pocztówkowych uproszczeń. To właśnie ten background sprawia, że jej książki czyta się inaczej niż typowe thrillery. Choć Leon jest Amerykanką, jej pióro przesiąknięte jest europejską melancholią i włoskim fatalizmem. Warto zaznaczyć, że autorka przez lata odmawiała tłumaczenia swoich książek na język włoski, pragnąc pozostać anonimową w miejscu, które opisuje, co tylko dodaje pikanterii jej literackiej relacji z miastem. To właśnie ta głęboka więź z otoczeniem sprawia, że Wenecja w jej powieściach nie jest jedynie tłem, ale pełnoprawnym bohaterem, który wpływa na każde śledztwo i każdą decyzję Brunettiego.

POWOLNE ODKRYWANIE KART W CIENIU HISTORII

„Perfidna gra” to jedenasty tom cyklu, wydany pierwotnie w 2002 roku, ale dla mnie był to pierwszy kontakt z postacią komisarza Guido Brunettiego. Muszę przyznać, że wejście w środek tak obszernej serii wcale nie przeszkadza w odbiorze lektury, choć oczywiście da się wyczuć, że postać komisarza i jego rodziny – błyskotliwej żony Paoli i dzieci – są już bardzo dobrze „opowiedziane” w poprzednich częściach. Znajomość wcześniejszych tomów z pewnością pomogłaby szybciej wniknąć w niuanse ich relacji, ale Donna Leon kreśli obraz domu Brunettich na tyle sugestywnie, że nowicjusz szybko poczuje się tam jak u siebie.

Fabuła tego tomu zaczyna się od wizyty Claudii Leonardo, studentki Paoli, która prosi komisarza o pomoc w rehabilitacji jej dziadka. Mężczyzna został skazany przed laty za morderstwo, którego rzekomo nie popełnił, a cała sprawa ma korzenie w mrocznych czasach II wojny światowej. Kiedy niedługo później Claudia zostaje odnaleziona martwa, Brunetti musi zmierzyć się z pajęczyną kłamstw, w którą uwikłani są wpływowi obywatele Wenecji.

DOLCE VITA I OSPAŁY RYTM ŚLEDZTWA

To, co uderza od pierwszych stron, to fakt, że „Perfidna gra” jest nietypową książką kryminalną. Jeśli szukacie dynamicznej akcji, poszlak zostawianych dla czytelnika niczym okruchy chleba czy wyścigu z czasem, możecie poczuć się zaskoczeni. Donna Leon nie angażuje nas bezpośrednio w proces dedukcji. Ona pozwala nam obserwować, jak kolejne warstwy tajemnicy są powoli odsłaniane przed Brunettim. Akcja rozwija się w tempie wręcz ospałym, co idealnie koresponduje z atmosferą miasta, gdzie każda podróż wymaga przepłynięcia kanału lub pokonania labiryntu wąskich uliczek. Autorce się nie spieszy, podobnie jak samemu komisarzowi. To klasyczny przykład nurtu „cozy crime”, gdzie brutalność zbrodni jest łagodzona przez kulturę osobistą bohatera i celebrację codzienności. Brunetti zamiast biegać z pistoletem, woli usiąść w barze na szybkie espresso, kontemplować widok na Canal Grande lub wrócić do domu na długi, rodzinny obiad, co nadaje książce specyficzny, kojący rytm.

Nie sposób pisać o Donnie Leon, nie wspominając o jedzeniu, które w jej powieściach odgrywa rolę niemal sakralną. Włoski styl życia w „Perfidnej grze” to przede wszystkim kult stołu. Czytając opisy potraw przygotowywanych przez Paolę, czytelnik momentami ma ochotę odłożyć książkę i pobiec do kuchni. Autorka poświęca mnóstwo uwagi aromatom, smakom i samemu rytuałowi wspólnego jedzenia, co sprawia, że lektura staje się doświadczeniem zmysłowym. Ten kulinarny aspekt nie jest jedynie ozdobnikiem – to sposób na ukazanie stabilności świata Brunettiego w kontrze do chaosu i zepsucia, które spotyka w pracy. Jedzenie w tej książce to synonim miłości, domu i cywilizacji. To właśnie te momenty, gdy komisarz zasiada do kolacji z kieliszkiem lokalnego wina, sprawiają, że postać ta staje się nam tak bliska. Donna Leon przypomina nam, że nawet w obliczu zbrodni, życie toczy się dalej, a jego smaki są warte tego, by się przy nich na chwilę zatrzymać.

WERDYKT

Moje pierwsze spotkanie z komisarzem Brunettim w „Perfidnej grze” było doświadczeniem… relaksującym. Donna Leon stworzyła kryminał, który płynie leniwie niczym woda w weneckich kanałach podczas przypływu – nie ma tu gwałtownych zrywów, jest za to hipnotyzująca konsekwencja w budowaniu nastroju. Moja ocena  odzwierciedla uznanie dla literackiego kunsztu autorki i jej umiejętności oddania ducha Wenecji, choć dla czytelnika przyzwyczajonego do mocniejszych wrażeń tempo może okazać się zbyt wolne.

Czy w świecie, który pędzi na złamanie karku, mamy w sobie dość cierpliwości, by docenić historię, która nie krzyczy, lecz spokojnie czeka, aż sami dostrzeżemy jej ukryte znaczenia? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Jeśli odpowiecie twierdząco – mam dla Was doskonałą wiadomość: możecie spędzić z komisarzem Brunettim całe miesiące, poznając najróżniejsze zakamarki Wenecji.

Dodaj komentarz