Matka noc, Kurt Vonnegut [8 | 2019]

atypowa ocena: 10/10

10.jpg

Długo się zastanawiałem nad oceną i zdecydowałem się w końcu na pierwszą dyszkę w moim subiektywnym zestawieniu. Gdyby ktoś z moich znajomych został kiedyś premierem i powołał mnie na ministra edukacji, to oficjalnie deklaruję, że pozycja ta trafi na listę lektur obowiązkowych. Wiem, że prawdopodobieństwo jest niewielkie, ale kto tam wie…

Naprawdę nie rozumiem dlaczego w młodości nie byłem „przymuszany” do czytania tego rodzaju książek. Myślę, że inaczej miałaby się dziś sprawa czytelnictwa w naszym kraju. Może mądrzejsze pozycje okupowałyby listy bestsellerów w sieciowych księgarniach. Może i samo społeczeństwo byłoby mądrzejsze, bo książka jest i trochę śmieszna, i trochę smutna, i trochę straszna, a przede wszystkim bardzo otrzeźwiająca. Miło sobie pomarzyć…

Nie do końca pamiętam okoliczności w jakich pierwszy raz zetknąłem się z tą pozycją. Nocowałem gdzieś poza domem i przeglądałem czyjś regał z książkami gdy obudziłem się wczesnym rankiem. Ot taki wścibski zwyczaj, który jednoczy chyba wszystkich ludzi, którzy mają zwyczaj czytania dla przyjemności. Sięgnąłem po „Matkę noc” zaintrygowany tytułem, i okazało się, że wciągnąłem książkę przed śniadaniem.

Teraz zdobyłem wersję elektroniczną na czytnik i również dość szybko przeczytałem całość, utwierdzając się w tym, że lata temu miałem całkiem niezły gust.

Książka napisana została w 1962 roku, 7 lat przed kultową już „Rzeźnią numer pięć”. Znając te dwie powieści (które można czytać zupełnie niezależnie) widzimy, że Vonnegut miał w głowie wszystko idealnie poukładane, nawet jeśli wzbija się na wyżyny pozornego absurdu. W „Matka noc” znajdziemy pewnego rodzaju spowiedź amerykańskiego szefa nazistowskiej propagandy z czasów II wojny światowej, który oczekuje na swój proces w więzieniu w Jerozolimie. Zagmatwane? Jak to się często okazuje w życiu – nie wszystko jest takie jakim się wydaje. Pojawia się on również epizodycznie w „Rzeźni numer pięć” choć tam nie poznajemy pełnej prawdy na jego temat. Vonnegut puszcza do nas oko, co czyni wielokrotnie w swoich książkach, pozwalając niektórym postaciom pojawiać się w zupełnie nieoczekiwanych momentach.

0_0_productGfx_8667d294c0dba73f428ff1961b291f02

„Matkę noc” oceniam wyżej od cenionej przeze mnie „Rzeźni numer pięć”  bo napisana jest w bardziej odpowiadającej mi konwencji, a dała mi niemniej do myślenia. Nie wszystko jest takie czarno-białe, zwłaszcza w obliczu wojny…

A to wszystko okraszone formą, która bawi i smuci zarazem. Niewielu autorów potrafi to zrobić.

Kilka fragmentów, które sobie zapisałem:

***

O wyrzutach sumienia:

– Dlaczego pan uważa, że mam wyrzuty sumienia? – spytałem.

– Widzę, jak pan śpi, jakie pan ma sny. Nawet Hoess tak się nie rzucał. Do końca sypiał jak anioł.

Mengel mówił o Rudolfie Hoessie, komendancie obozu śmierci w Auschwitz. Pod jego troskliwą opieką zagazowano dosłownie miliony Żydów. Mengel wiedział co nieco o Hoessie. Przed wyjazdem do Izraela w roku 1947 Mengel miał swój udział w powieszeniu go. I to nie za pomocą zeznań. Zrobił to swoimi wielkimi rękami.

– Kiedy wieszano Hoessa – powiedział mi – związałem mu paskiem nogi w kostkach.

– Czy odczuł pan z tego powodu jakąś satysfakcję?

– Nie. Byłem taki jak prawie wszyscy, którzy przeszli przez tę wojnę.

– To znaczy jaki?

– Przestałem cokolwiek odczuwać – powiedział Mengel. – Robota to robota, nie ma ani lepszej, ani gorszej. Jak skończyliśmy wieszać Hoessa, spakowałem swoje rzeczy, żeby jechać do domu. Walizka miała zepsuty zamek, więc ściągnąłem ją skórzanym paskiem. Dwukrotnie w ciągu godziny wykonałem tę samą pracę – raz przy Hoessie i raz przy walizce. Nie czułem żadnej różnicy.

***

O Powstaniu Warszawskim:

Doktorowi Goebbelsowi marzyło się coroczne wystawianie tego widowiska w Warszawie po wojnie i pozostawienie ruin getta po wieczne czasy jako dekoracji.

– Czy w widowisku będą występować Żydzi? – spytałem go.

– Oczywiście – odpowiedział. – Tysiące Żydów.

– Czy mogę Spytać, skąd się pan spodziewa wziąć Żydów po wojnie?

Doktor Goebbels dostrzegł zabawną stronę zagadnienia.

– Bardzo dobre pytanie – powiedział ze śmiechem. – Będziemy musieli pójść z nim do Hoessa.

– Kto to jest? – spytałem.

Byłem po raz pierwszy w Warszawie i nie znałem Hoessa.

– Prowadzi mały ośrodek wypoczynkowy dla Żydów w Polsce – powiedział Goebbels. – Musimy go poprosić, żeby nam ich trochę zostawił.

Czy opracowanie tego odrażającego widowiska powiększa listę moich zbrodni wojennych? Bogu dzięki, nie. Nigdy nie wyszło poza tytuł roboczy, który brzmiał: „Najwyższy dowód poświęcenia”.

 

***

O amerykańskiej propagandzie:

To widowisko miało jeden dość szczególny skutek. Zwróciło uwagę Goebbelsa, a później samego Hitlera na tzw. adres gettysburski Abrahama Lincolna. Goebbels spytał mnie, skąd wziąłem tytuł roboczy, więc przetłumaczyłem dla niego cały adres gettysburski. Odczytał je, poruszając wargami.

– Wie pan co? – zwrócił się do mnie. – To jest kawał znakomitej propagandy. Nigdy nie jesteśmy tak nowocześni ani tak dalecy od przeszłości, jak sobie lubimy wyobrażać.

– W moim kraju jest to bardzo znane przemówienie – powiedziałem. – Każde dziecko w szkole musi się go uczyć na pamięć.

 

***

O potrzebie akceptacji:

Nie ma na ziemi młodej osoby, która byłaby tak doskonała pod każdym względem, żeby nie potrzebowała bezkrytycznej miłości. Wielki Boże, kiedy młodzi ludzie odgrywają swoje role w politycznych tragediach z miliardową obsadą, bezkrytyczna miłość jest jedynym prawdziwym skarbem, na jaki mogą liczyć.

***

O tym po co są wojny światowe:

– Ty nienawidzisz Ameryki, prawda? – spytała.

– Byłoby to tak samo głupie, jak kochać ją – powiedziałem. – Nie jestem w stanie zdobyć się na stosunek emocjonalny do niej, bo nie interesują mnie nieruchomości. Jest to niewątpliwie moje kalectwo, ale nie potrafię myśleć w kategoriach granic. Te fikcyjne linie są dla mnie równie nierzeczywiste jak elfy i krasnoludki. Nie mogę uwierzyć, że oznaczają koniec lub początek czegoś, co ma rzeczywiste znaczenie dla duszy człowieka. Cnota i występek, rozkosz i cierpienie przekraczają granice, kiedy chcą.

– Bardzo się zmieniłeś.

– Ludzie powinni się zmieniać po wojnach światowych. Inaczej po co by były wojny światowe?

***

O totalitarnym umyśle:

Nigdy nie widziałem bardziej poglądowej demonstracji totalitarnego umysłu, umysłu, który można by porównać do systemu kół zębatych, w którym na oślep wypiłowano część zębów. Taka szczerbata maszyna do myślenia, napędzana przeciętną albo nawet niższą od przeciętnej osobowością, obraca się z szarpaną, zgrzytliwą, hałaśliwą bezsensownością jakiegoś piekielnego zegara z kukułką.

Jones nie był zupełnie zwariowany. Zaskakującą rzeczą w klasycznym umyśle totalitarnym jest to, że każdy tryb, choć uszkodzony, może mieć na swoim obwodzie ciąg nieuszkodzonych zębów, nienagannie utrzymywanych i działających. Stąd diabelski zegar z kukułką chodzi idealnie przez osiem minut i trzydzieści trzy sekundy, potem skacze o czternaście minut do przodu, idealnie odmierza czas przez sześć sekund, skacze o dwie sekundy, chodzi idealnie przez dwie godziny i jedną sekundę, potem skacze o rok. Tymi brakującymi zębami są oczywiście proste, oczywiste prawdy, najczęściej dostępne i zrozumiałe nawet dla dziesięciolatków. Świadome spiłowywanie części zębów na trybach, uparte obywanie się bez pewnych oczywistych fragmentów informacji… i oto gospodarstwo domowe tak pełne sprzeczności, jak to złożone z Jonesa, ojca Keeleya, Vice-Bundesfuehrera Krapptauera i Czarnego Fuehrera, mogło egzystować we względnej harmonii.

Dzięki temu Rudolf Hoess, komendant Auschwitz, mógł w obozowych głośnikach przeplatać wspaniałą muzykę wezwaniami po nosicieli trupów… W ten sposób hitlerowskie Niemcy nie potrafiły dostrzec różnicy między kulturą a wodowstrętem.

Tylko w ten sposób potrafię się zbliżyć do wyjaśnienia kohort, całych narodów wariatów, które oglądałem za swojego życia. Taka próba mechanicznego wyjaśnienia jest u mnie zapewne odbiciem wpływu ojca, którego synem byłem. Jestem. Kiedy się nad tym zastanawiam, co zdarza mi się rzadko, dochodzę do wniosku, że jestem jednak synem inżyniera. Ponieważ nikt się nie kwapi, żeby mnie pochwalić, zrobię to sam i powiem, że nigdy nie majsterkowałem przy trybach mojej maszyny do myślenia, jaka ona tam jest. Na pewno brak mi jakichś zębów, Bóg jeden wie, bez niektórych się urodziłem i te nigdy nie wyrosną. Inne zęby zostały starte przez zmiany biegów historii…

  

***

O złu w nas:

– Jest mnóstwo rzeczy, o które warto walczyć, ale nie ma żadnego powodu, żeby ślepo nienawidzić i wyobrażać sobie, że Bóg Wszechmogący nienawidzi razem z tobą. Gdzie jest zło? To ta niemała część każdego człowieka, która chce nienawidzić bez ograniczeń, która chce nienawidzić i mieć Boga po swojej stronie. To ta część każdego człowieka, dla której wszelka forma brzydoty jest tak pociągająca. – To ta skretyniała część każdego z nas, która feruje wyroki, wymierza kary i dąży do wojny.

Nie będę pisał więcej na temat książki, by zbyt wiele nie zdradzić. Matka noc porusza ważne, trudne kwestie. Nie jest dobrze ich unikać. Jednych więcej rozbawi, a drugich więcej oburzy (jeśli uważasz, że humor nie powinien mienić się czarną barwą) – ale każdemu powinna dać sporo do myślenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s