Cokolwiek wybierzesz. Kimkolwiek jesteś. Gdziekolwiek spojrzysz. [seria: Ukryta sieć], Jakub Szamałek [ 23-25 | 2021 ]

atypowa ocena: 8/10

Jeżeli nie kojarzycie twórczości Jakuba Szamałka, to warto to zmienić. Ten autor młodego pokolenia (pozwolę sobie na takie określenie, bo jest starszy ode mnie raptem o rok, a ja wciąż się jeszcze łudzę…) mógł umknąć tym, którzy regularnie nie sprawdzają nowości wydawniczych. Ja pierwsze dwie części serii przeczytałem w marcu 2020, a dopiero ostatnio się zorientowałem, że w październiku do księgarni trafiło zamknięcie tej trylogii.  Niezwykle aktualnej, a może nawet coraz bardziej aktualnej trylogii. Świeżo opisane tutaj scenariusze z pogranicza cyfrowej fantastyki, na naszych oczach (albo właśnie tam gdzie nasz wzrok nie sięga) stają się nową rzeczywistością. Niebezpieczną rzeczywistością.

Zbyt wiele nie mogę Wam napisać o Jakubie Szamałku, ale jedno jest pewne – chłopak potrafi tworzyć scenariusze. Może wypadałoby przedstawić go przede wszystkim jako doktora archeologii po Oxfordzie i Cambridge, jako stypendystę fundacji Billa Gatesa, ale wydaje mi się, że znacznie więcej osób miało z nim kontakt (choć nieświadomie) poprzez blisko 10 letnią już współpracę ze studiem CD Projekt. Tak, to jest to polskie studio, które odpowiada za stworzenie gry Wiedźmin 3, zgarniającej swego czasu wszystkie światowe nagrody, a Jakub Szamałek był nie tylko jej współscenarzystą, ale sam wygląda nieco jak Geralt z Rivii. Co prawda mimo dwóch podejść nie ukończyłem Wiedźmina na konsoli, ale w przypadku Ukrytej Sieci – wchłonąłem całość bardzo szybko, i czekam na kolejne książki spod klawiatury pana Jakuba.

Nie chcę w tym miejscu pisać nic o fabule, ani bohaterach. Zachęcam by samemu się zapoznać z tą trylogią klasyfikowaną jako thriller. Parę słów jednak o stylu, nie od eksperta, ale od zwykłego czytelnika. Jakub Szamałek kreśli postaci oraz wydarzenia z niebywałą lekkością i dużą dozą dobrego humoru. W sposób zrozumiały dla laika tłumaczy nam również pewne procesy związane z funkcjonowaniem w sieci. Zrozumiesz jak tworzy się „klikalne” artykuły w internetowych portalach i dlaczego tak łatwo się na nie nabieramy. Przemyślisz czy nie warto zmienić hasła do bankowości internetowej co jakiś czas. Zastanowisz się dwa razy zanim podłączysz swoją komórkę do kabla z nieznanego źródła… Opis tych kwestii wychodzi panu Jakubowi świetnie, nieco gorzej, w moim subiektywnym odczuciu, wychodzi mu opis relacji damsko-męskich. Ale biorąc pod uwagę, że to doktor archeologii od 10 lat zaangażowany w tworzenie gier komputerowych, to i tak nie jest źle. Dla mnie po prostu pewne opisy były zbyt dosadne, łopatologiczne albo nie pozostawiające przestrzeni na troszkę domysłu (co w przypadku opisu na przykład darknetu czy sztucznej inteligencji jest wielkim plusem, dającym mi szansę pojąć choć odrobinę tę kwestie).

Nie będę ukrywał, że są książki przez, które ciężko mi przebrnąć, a czasem nawet się poddaję. W tym wypadku sam nie wiem kiedy przeczytałem te trzy tomy. Wielokrotnie książki te mnie rozbawiły (przynajmniej do tego stopnia, że głośno wypuściłem powietrze nosem), ale nie to jest ich największą wartością. Thriller niesie w sobie ładunek grozy, i muszę przyznać, że w Ukrytej sieci zdecydowanie go nie brakuje. Można by się pokusić nawet o stwierdzenie, że mamy tu do czynienia ze swoistą dystopią, ukazującą nam nieuniknioną przyszłość, do której doprowadzi rozwój technologii, sieci oraz inwigilacji, na którą sami się zbyt chętnie zgadzamy.

„… chociaż ciężko to zauważyć w natłoku codziennych spraw, w zgiełku kłótliwej polityki… Znajdujemy się w kluczowym momencie historii. Nowe technologie pozwalają nie tylko na całkowitą anonimowość i prywatność, ale też na totalną inwigilację, przy której Rok 1984 jawi się jako optymistyczny scenariusz. Proszę spojrzeć choćby na Chiny, gdzie w niektórych miastach już teraz każdy ruch obywatela śledzony jest przez tysiące kamer zdolnych rozpoznawać twarze… Musimy jako społeczeństwo odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką wartość przypisujemy prywatności. I jaką cenę jesteśmy gotowi za nią zapłacić.”  
[Ukryta sieć. Cokolwiek wybierzesz. Tom 1]

Historia opowiedziana przez Jakuba Szamałka nie tylko mnie pochłonęła na kilka wieczorów. Zmusiła mnie też do zadania sobie ważnych pytań odnośnie mojego bezpieczeństwa w sieci. Każdy z nas powinien o tym pomyśleć. Po przeczytaniu pierwszych dwóch tomów zmieniłem większość haseł i szereg ustawień w posiadanych przeze mnie urządzeniach. Wiem jednak, że niestety nadal należy mi się miano ignoranta, które pasuje do większości użytkowników Internetu. Wydaje nam się, że gdy nie mamy nic do ukrycia, nie mamy zupełnie czym się przejmować. Tej kwestii również pośrednio dotyka Ukryta sieć zwiększając świadomość czytelników w temacie cyberprzestępczości:

„Poza tym trudno było jej się oprzeć wrażeniu, że znalazła się w jakimś innym wymiarze, na innej planecie: podczas gdy ona pisała coraz bardziej alarmistyczne reportaże o tym, co się dzieje w sieci – o śmierci prywatności i masowej inwigilacji, o życiach złamanych przez kilka nieprzemyślanych kliknięć – jej znajomi dalej wrzucali zdjęcia swoich gołych dzieci na plaży i ściągali na telefony zabawne aplikacje du jour, które pozwalały postarzyć twarz czy obsadzić ją na ciele ulubionego celebryty, a w zamian dawały sobie, bagatela, dostęp do kamery, listy kontaktów i rejestru połączeń. Niektórzy zdawali sobie sprawę, że coś jest nie tak, czuli coś niepokojącego, tak jak czasem czuje się na plecach czyjeś wiercące spojrzenie. Próbowali się bronić przed złymi deklaracjami typu Nie wyrażam zgody na korzystanie z moich danych przez osoby trzecie, wykrzyczanymi w cyfrową próżnię, tak jak ich babcie chroniły się przed lichem czerwoną wstążeczką czy wiązką leszczyny – i równie skutecznie. Inni wzruszali tylko ramionami: przecież nie mam nic do ukrycia, nikogo nie interesuję, no i co z tego. Były w tych słowach jednocześnie cynizm i rozbrajająca naiwność. Przecież wszyscy staliśmy się interesujący. Jako punkt statystyczny. Jako złoże cennego surowca.”
[Ukryta sieć. Gdziekolwiek spojrzysz. Tom 3]

Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem! Kto choć raz nie ściągnął aplikacji z niepewnego źródła. Kto choć raz nie przeklikał wszystkich próśb o dostęp do rejestru połączeń, galerii i aparatu w telefonie, bezmyślnie je akceptując. Niby wiemy, że w sieci nic nie ginie, ale nie myślimy korzystając z Internetu, że możemy stać się łatwym celem ataku kogoś, z kim nie chcielibyśmy mieć nic do czynienia. Wierzymy w anonimowość.

„Julita postanowiła zacząć od Instagrama, najbardziej lansiarskiego portalu społecznościowego. Tutaj nie liczyło się Słowo, to było królestwo Obrazu; tu rzeczywistość – wakacje, randka, rodzicielstwo – destylowało się do jednej idealnej klatki. Tutaj morze zawsze było turkusowe, maraton kończyło się z uśmiechem na twarzy, a książki czytało w wełnianych skarpetach i z grzanym winem w ręku, w ciepłym świetle rzucanym przez trzaskający kominek. Tutaj też znajdowały się terabajty zdjęć smakowitych posiłków, skropionych octem balsamicznym, posypanych kruszonym nerkowcem i karmelizowaną szalotką. Tak jak kiedyś przed rozpoczęciem wieczerzy pochylało się głowę w dziękczynnej modlitwie, tak dziś ceremoniał wymagał błyśnięcia flesza; za ten posiłek i wszystkie dary chwalimy się, amen.”
[Ukryta sieć. Gdziekolwiek spojrzysz. Tom 3]

Nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego jak łatwo dajemy sobą manipulować, bo też nie do końca chcemy o tym wiedzieć. W dzisiejszych czasach mamy dostęp do wielu sprawdzonych informacji, ale też jednocześnie zalewani jesteśmy całym strumieniem fałszywych informacji, których nie mamy ochoty albo siły weryfikować. Zwłaszcza w dobie korona wirusa puściła tama i zalała nas cała fala teorii na temat tego „co-tak-naprawdę” się dzieje. Ale kluczowa jest tu właśnie prawda, a tę jak mawiał Józef Piłsudski – każdy ma swoją, podobnie jak wiemy co.

O tym jakie są konsekwencje życia w czasach post-prawdy w społeczeństwie uzależnionym od sieci mówi więcej tom drugi (Kimkolwiek jesteś) dotykający kwestii manipulowania wyborami politycznymi. To nie jest niestety political-fiction. To co zostało opisane od lat się już dzieje, i mimo, że powstały na ten temat rzetelne dokumenty – wcale nie ukróciło to tego rodzaju nadużyć. Zwłaszcza, że na część z tych działań wciąż nie ma paragrafów, a ci, którzy za tym stoją są z roku na rok coraz kreatywniejsi w pomysłach na to jak wpływać na wyborców:

„Zacznijmy od dobrych wieści – powiedziała. – Około osiemdziesiąt procent internautów czerpie wiadomości z mediów społecznościowych i na ich podstawie wyrabia sobie zdanie o bieżących wydarzeniach. Ponad dziewięćdziesiąt procent nie weryfikuje tych informacji. Jak możemy to wykorzystać? – Klik, następny slajd. – Zacznijmy od podstaw. Po pierwsze: wynajmuje się studenciaków, żeby pisali w sieci pochlebne komentarze i atakowali przeciwników. Widać to było podczas ostatnich wyborów prezydenckich w Warszawie, podczas których najaktywniej udzielali się internauci z Sanoka. Po drugie: kupuje się followersów i fanów, żeby sztucznie podbić sobie statystyki. No i po trzecie: płaci się Facebookowi za wyświetlanie materiałów promocyjnych, używając podstawowego mikrotargetowania. Z tych metod korzystali wszyscy już w dwa tysiące szesnastym, w trakcie kampanii przed wcześniejszymi wyborami. Klimatyzator, nie wiedzieć czemu, zaczął nagle dmuchać lodowatym powietrzem, od którego cierpła skóra na karku. Aneta przeszła na drugą stronę pokoju. – Oczywiście, my też to będziemy robić, tylko że lepiej. Jak wynajmiemy farmę trolli, to będziemy wymagali od nich maskowania adresu IP, żeby nie było widać, skąd piszą. Jak kupimy followerów, to nie z Indii i Bangladeszu. A jak będziemy robili mikrotarget, to z głową, nie tylko w oparciu o geografię. Ale, tak jak mówiłam, to absolutne podstawy. Przejdźmy do ciekawszych rozwiązań.
(…)
Fake newsy. Badania pokazują, że ludzie lajkują i udostępniają artykuły bez czytania treści, na podstawie samego nagłówka. A tam można wsadzić wszystko, największą bzdurę. Tak długo, jak długo będzie rezonować z poglądami użytkownika, będzie skłonny w nią uwierzyć. Przykład: parę lat temu ktoś założył fejkowy profil Morawieckiego, a potem wypisał peany na cześć premiera z tego samego konta. Wyglądało to tak, jakby Morawiecki sam siebie wychwalał, bo zapomniał się przelogować między profilami. Ściema ewidentna, ale to nikomu nie przeszkadzało, dziesiątki tysięcy ludzi dało się nabrać, bo chcieli w to wierzyć. Kancelaria premiera oczywiście wydała dementi, ale sprostowania docierają do jednej setnej odbiorców fałszywej wiadomości, no bo, umówmy się, są nudne. Więc co robimy? Zakładamy pięć portali informacyjnych, za kilka stów sztuka, i każdego dnia wypuszczamy jakiegoś fejka. A to, że prezydent wysłał swoje nagie zdjęcia Ruchadełku Leśnemu na Twitterze, a to, że prezes nie jest wcale chory, tylko przechodzi operację zmiany płci. Najlepsze jest to, że nawet jeśli ktoś się domyśli, że to wyssane z palca, to podminuje to jego zaufanie do mediów w ogóle (…)”
[Ukryta sieć. Kimkolwiek jesteś. Tom 2]

Mój ostateczny werdykt – warto przeczytać. Jeśli sięgniecie po te książki to w pakiecie z dość mroczną historią otrzymacie dość niepokojącą diagnozę dzisiejszych czasów i materiał do przemyśleń na temat osobistego bezpieczeństwa w sieci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s