PRZYJACIELE. Ten o najlepszym serialu na świecie, Kelsey Miller [ 26 | 2021 ]

atypowa ocena dla tych którzy obejrzeli 10 sezonów Przyjaciół minimum 3 razy: 6/10

atypowa ocena dla tych którzy obejrzeli 10 sezonów Przyjaciół minimum 5 razy: 7/10

atypowa ocena dla innych: 2/10

Wybaczcie brutalność tej oceny, ale wbrew wydawnictwu, które twierdzi, że „książka Kelsey Miller to pozycja obowiązkowa także dla tych, którzy jeszcze jakimś cudem nie znają serialu i są ciekawi, o co tyle zamieszania” nie uważam, że warto po nią sięgać jeśli nie jesteś (psycho)fanem Przyjaciół.

Autorka wykonała solidną pracę, opisując kulisy powstania serialu, castingi do głównych ról i w końcu dokonując streszczenia tego co się działo przez 10 lat, wychwytując rozmaite smaczki. O tym jak poważnie potraktowała swoje badania świadczą chociażby 534 przypisy na niespełna 350 stronach. Rzecz w tym, że docenić to mogą tylko osoby, które żywią do Przyjaciół szczególne uczucie i faktycznie traktują ich jako ten najlepszy serial na świecie. Obawiam się, że osoby które za Przyjaciółmi nie przepadają nie zechcą o nich czytać, z kolei ta grupa, która serialu nie zna, po prostu szybko się zagubi w książce i nie zrozumie większości odniesień, raz po raz wplatanych przez autorkę w treść poszczególnych rozdziałów. W ten sposób puszcza do czytelnika oko, ale załapać to mogą tylko te osoby, które same często używają odniesień do tego serialu i znają go na wyrywki. Innymi słowy – jeśli nie postrzegasz Przyjaciół w kategorii fenomenu – odpuścić sobie tę książkę.

Ja jednak Przyjaciół postrzegam jako fenomen. Nigdy nie podejrzewałbym siebie o to, że choć czytam aktualnie trzy inne dobre książki, to jednak ustąpią one pierwszeństwa pozycji nad którą patronat medialny objęło Comedy Central!
To w jakimś stopniu świadczy o fenomenie tego serialu, przynajmniej w moim mikroświecie. I absolutnie nie przeszkadzają mi liczne niespójności czy też anachronizmy, bo nikną w blasku mojej wybujałej sentymentalności. Przyjaciele po prostu przenoszą nas do łatwiejszych czasów i niekoniecznie mam na myśli lata 90-te, w których toczy się akcja serialu.

Książkę przeczytałem w tak zwanym „międzyczasie”. Nie wymaga ona specjalnego skupienia. Nie trzeba parzyć kawy, włączać trybu samolotowego w telefonie, ani udawać się do samotni by rozkoszować się każdym słowem i wnikać w ukryte przesłanie książki. Ale też wcale tego nie oczekiwałem, bo i sam serial często oglądam w „międzyczasie” jako towarzystwo przy innych zadaniach, które nie wymagają mojej pełnej uwagi. Monika, Rachel, Phoebe, Joey, Chandler i Ross towarzyszą mi od lat przy sprzątaniu, przesadzaniu roślin, zdrapywaniu tapet ze ścian, malowaniu, układaniu podłogi i skręcaniu niepoliczalnej ilości mebli. Gdy w trakcie studiów wracałem do pustego mieszkania, często gdzieś w tle towarzyszyło mi ich nowojorskie mieszkanie. Obejrzałem pełne 10 sezonów co najmniej 5 razy (i niezliczoną ilość odcinków na wyrywki), i wcale mi się nie znudzili. To na ich dialogach więcej skorzystał mój angielski niż na edukacji w liceum. To oni bawili mnie do łez gdy leżałem chory lub nie mogłem zasnąć. Stali mi się bardzo bliscy, mimo, że – jeśli się dłużej nad tym zastanowię – ich życie z moim ma naprawdę niewiele stycznych. Nazwijcie to jak chcecie, ale ja uważam, że słowo „fenomen” jest tutaj uzasadnione. Zwłaszcza, że podobne odczucia związane z Przyjaciółmi towarzyszą milionom ludzi na całym świecie, niezależnie od szerokości geograficznej i wieku:

Dizzy włącza sobie serial gdy coś gotuje. Zna wszystkie odcinki na pamięć, może więc śledzić losy bohaterów nawet bez spoglądania na ekran. „Dla mnie to jest jak ciepły koc, w który można się owinąć”, usłyszałam od niej. Teraz jednak pewne rzeczy wydają jej się szokujące – dowcipy o homoseksualizmie, wszechobecna białość i tak dalej. Nadal czerpie przyjemność z oglądania Przyjaciół, ale też zauważa że serial „mocno narusza normy dobrego smaku”.

I właśnie temu wątkowi – naruszania norm dobrego smaku – Kelsey Miller poświęca wiele uwagi. W moim odczuciu niewspółmiernie wiele do rzeczywistej skali problemu. Może i jestem ignorantem, ale w pewnym momencie zrobiłem się już poirytowany, gdy kolejny raz pisała o problemie jak to mało czarnoskórych aktorów było zaangażowanych w Przyjaciół, i jak niskich lotów żarty na temat homoseksualistów wywoływały śmiech publiczności. Czasy się zmieniły, bez dwóch zdań. Dziś nie powstałyby w takiej formie produkcje takie jak Przyjaciele czy The Office. A jednak choć wielu ich humor razi, to jednak wciąż miliony chętnie do nich wraca. Co stanowi o ich fenomenie?

Okazuje się, że w przypadku Przyjaciół odpowiedź jest bardzo prosta, zawarta w tytule serialu. Ta szóstka miała po prostu niesamowitą chemię na ekranie z tego powodu, że również po zejściu ze sceny nadal kochali spędzać czas ze sobą. Oni będąc Przyjaciółmi naprawdę stali się przyjaciółmi. Nie jeden serial z lepszym scenariuszem nie „kupił” publiki. Ta szóstka jednak skradła serca setek milionów i do dziś nie chce ich zwrócić.

Książkę mogę polecić tym, którzy chcieliby wiedzieć więcej o tym co działo się za kulisami. Dowiedziałem się z niej kilku zabawnych rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Oglądając teraz powtórki zwrócę też pewnie uwagę na kilka elementów, które wcześniej były dla mnie nieuchwytne. Jeśli ktoś z Was jest ciekaw jak to się stało, że w ostatnich sezonach każdy z Przyjaciół zarabiał 1 000 000 dolarów za 25-minutowy odcinek to zapraszam do lektury. Jeśli rozpaczaliście kiedyś czemu Wasz ulubiony serial ma tylko 10 sezonów, to możecie być zaskoczeni faktem, że mógł się on skończyć znacznie wcześniej, a oficjalne zakończenie było już potwierdzone po 8 sezonie, natomiast 9 reklamowany był jako „ten ostatni”. Dowiecie się też jak niewiele brakowało, żeby kanapa w Central Perku byłaby beżowa – to dyrekcja stacji telewizyjnej nalegała aby była pomarańczowa (bardziej wyrazista) choć jeszcze bardziej naciskali aby akcję umiejscowić w restauracji zamiast kawiarni.  

Choć sama struktura książki jest bardzo klarowna, to muszę przyznać, że dla kogoś kto nie siedzi głęboko w popkulturze lat 90-tych za „wielką wodą”, momentami może robić się ciężkostrawnie. Zwłaszcza w pierwszych rozdziałach, które prezentują kulisy powstania serialu i przybliżają nam postaci scenarzystów (Kauffman, Crane, Bright) pojawia się bardzo wiele nazwisk i tytułów, które niestety niewiele mi mówiły. Należy się jednak wielki plus za to, że wiem teraz znacznie więcej o tym jak powstawały sitcomy i ile kwestii musiało się zgrać, aby się przyjęły.

Drugi rozdział pierwszej części – „Ten z szóstką dzieciaków i fontanną” – przedstawia nam odtwórców głównych ról oraz opisuje cały proces ich castingu. To dla mnie najciekawsza część książki, z której sporo się dowiedziałem o ludziach, których wydawało mi się, że przez lata świetnie poznałem. To w tym rozdziale fan Przyjaciół znajdzie mnóstwo smaczków. Czy wiedzieliście np. że Matt LeBlanc zanim został aktorem, zajmował się wcześniej stolarką. Inaczej teraz spojrzycie na stworzony w 3 sezonie przez Joeya „entertainment unit”.

W drugiej części Kelsey Miller streszcza mniej więcej co się działo w poszczególnych sezonach, informując nas przy tym również o tym co działo się za kulisami. Pisze o pewnych zwyczajach, rytuałach oraz autentycznej przyjaźni tej szóstki, której nie da się tak dobrze udawać. Jestem przekonany, że poza niezłym scenariuszem, to właśnie prawdziwa przyjaźń stanowią o sukcesie serialu. Tutaj dowiemy się też nieco o tym jak wyglądały negocjacje nowych kontraktów między aktorami, twórcami serialu oraz siecią telewizyjną.

W trzeciej części znajduje się najwartościowszy w moim odczuciu rozdział: „Ten, w którym nikt nie umarł”. Opowiada on o tym co działo się w Stanach bezpośrednio po 11 września 2001. Gdy cały świat się zatrzymał, a w USA zastanawiano się czy jeszcze kiedykolwiek będzie wypadało się głośno śmiać. Czy w takim czasie można myśleć jeszcze o dalszym kręceniu komedii i sitcomów? Z drugiej strony, wraz z upływem dni i tygodni, w ludziach pojawiała się coraz bardziej desperacka potrzeba powrotu do normalności i … rozrywki, rozumianej jako oderwanie się od towarzyszącej całemu narodowi traumy. To był trudny czas dla wszystkich, a rozdział rzucił sporo światła na ten mroczny okres. Autorka stawia ciekawą tezę, dlaczego właśnie w takich trudnych chwilach chcemy wracać do tego co znamy. W dużej mierze ufamy temu co towarzyszy nam od lat – a tacy byli właśnie Przyjaciele. W momencie gdy przeżywamy trudne chwile, czasem potrzebujemy wyrwać się z naszego kontekstu, i wtedy z wielką chęcią wybieramy się do Nowego Jorku, chociaż dobrze wiemy, że serial był kręcony w Los Angeles:

Grupa znajomych porównywała oglądanie „Przyjaciół” do jedzenia czegoś niezdrowego na poprawę humoru. Wspominali oni, że serial ma w sobie jakąś lekkość, że pozwala się oderwać od rzeczywistości. Że oglądają go właśnie dlatego, że się z nim nie utożsamiają. To przecież absurdalne, że sześcioro dorosłych ludzi starannie się czesze, a potem przesiaduje w kawiarni w środku dnia. A skąd niby mają pieniądze na te gigantyczne latte? Dla tej grupy moich znajomych „Przyjaciele” to nic innego jak ucieczka od rzeczywistości.  

Nie każdy musi Przyjaciół lubić. Ja mimo upływu lat nadal się cieszę jeśli np. podczas długiego lotu okazuje się, że mam możliwość wyboru właśnie tego serialu „do zabicia czasu”. Od razu czuję się jakby ktoś otulił mnie ciepłym kocem – mogę zamknąć oczy i zapaść w sen, bo przecież wszystkie żarty i tak znam na pamięć.

Kto tego nie rozumie i uważa to za dziwne, nie jest raczej odbiorcą tej książki. Jeśli jednak możesz się z tym utożsamić to w takim wypadku jak najbardziej polecam sięgnąć po tę lekturę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s