„Zupełnie inni niż się wydaje…”

„Nigdy tego nie zapomnę: jest wielu takich ludzi jak Paul, którzy są zupełnie inni, niż się wydaje” – James Herriot | „Szał pracy”


Za mną kilka cięższych dni. Związane to z pogłębioną autorefleksją i towarzyszącym jej rozczarowaniem. Nie zawsze jednak należy się uśmiechać, bo nie zawsze są ku temu powody. Zresztą „gdy smutek jest na twarzy, serce staje się lepsze”…

Nie chcę tu się użalać, ale chciałem zająknąć się na temat niespodziewanego ciosu, który spadł na mnie ze strony, z której zupełnie się nie spodziewałem! Nie wiem czy macie takich autorów, do których lubicie wracać, gdy jest nam ciężej. Chodzi mi o tych autorów, którzy w ten sposób prowadzą narrację swoich powieści, że czujemy się jakby opatulali nas ciepłym kocem i podawali kakao, w chłodny, deszczowy, jesienny wieczór. Dla mnie takim autorem jest James Herriot. Towarzyszy mi od kilku ostatnich miesięcy, i aktualnie czytam już 6 tom z cyklu „Wszystkie stworzenia duże i małe”.

Zastanawiacie się pewnie – co się zatem takiego wydarzyło!? Otóż z premedytacją – wbrew radom domorosłych coachów – postanowiłem w tych trudniejszych dniach schować się w mojej strefie komfortu. Powieści Herriota są tak przepełnione ciepłem i niezmiennie mnie bawią, aż tu nagle taki cios od losu! Nie mogę dojść do siebie po jednym z rozdziałów. Zresztą – po prawdzie – trzeba przyznać, że James Herriot też długo nie mógł się pozbierać po tym co go spotkało.

Wydarzenie to miało miejsce jeszcze przed 2 wojną światową, a akcja toczy się w pełnych pastwisk rejonach Anglii. James Herriot w jednym z pubów regularnie spotykał młodego mężczyznę, który każdego wieczoru przesiadywał tam ze swoim psem. Autor książki (będący weterynarzem, co warto dla niezorientowanych zaznaczyć) lubił towarzystwo Paula, a przy okazji od czasu do czasu służył darmową diagnozą czworonoga. Po jakimś czasie dotarło do niego, że bardzo zazdrości Paulowi jego lekkości w podejściu do życia i różnych przeciwności, ponieważ sam Herriot należał do ludzi mocno przejmujących się wszystkim (często niepotrzebnie). Nie był w stanie odkryć tajemnicy skąd w tym mężczyźnie tyle spokoju i dystansu. Podziwiał to w nim.

Niestety jak to często bywa w powieściach pisanych przez weterynarzy – pies Paula zachorował i nie było możliwości aby go uratować. James Herriot przyjął go w swoim gabinecie i podejmuje zawsze dramatyczną decyzję – skrócenie męki czworonoga poprzez podanie środka usypiającego. James Herriot opisuje pod jak wielkim wrażeniem siły charakteru Paula był, gdy ten nie uronił nawet łzy. Jedynie poklepał swojego psa po głowie, pożegnał się z nim i wyszedł…

I wtedy przyszedł cios. Ten Paul, który w oczach wszystkich uchodził za pozbawionego emocji, trzeźwo myślącego i zdystansowanego do życia mężczyznę – nie wytrzymał. Utrata psa załamała go, i choć nie dał nikomu tego po sobie poznać, poszedł do domu i się powiesił. Po prostu odebrał sobie życie…

Herriot kończy rozdział: „Nigdy tego nie zapomnę: jest wielu takich ludzi jak Paul, którzy są zupełnie inni, niż się wydaje”.

Ciężko mi się z tej historii otrząsnąć i może nie powinienem tego robić zbyt szybko. Bo faktycznie jest wielu ludzi jak Paul, którzy są inni niż się wydaje. Żyjemy w czasach okropnej fasadowości. Wszystko w mediach społecznościowych wygląda pięknie, a po czasie dowiadujesz się, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Fasada jest piękna, ale w środku zgliszcza. Myślę o tym w ostatnich dniach i chciałbym się wyrwać z tej bezsensownej matni. Bycie prawdziwym wymaga sporo odwagi. Ale warto o to zawalczyć… i pamiętajmy, że jest wielu takich ludzi jak Paul, którzy już ledwo dają sobie radę, choć nikt tego nie dostrzega.

Jedna odpowiedź na “„Zupełnie inni niż się wydaje…””

  1. Rzeczywiście wstrząsające. To prawda, fasadowość to cecha współczesnego świata, która zbija mnie z tropu. Szczególnie bolesna jest jej manifestacja w relacjach międzyludzkich. Zwłaszcza gdy osoba z potrzebą głębokiej i autentycznej relacji trafia na mur obojętności lub szyderstwa z drugiej strony.

    Z drugiej strony zastanawiam się nad tym, gdzie jest zdrowa granica okazywania słabości i tzw. vulnerability (nawiązuję tu do Brene Brown). I nie mam odpowiedzi.
    Jest to wielką tajemnicą, co kryje się za obliczem konkretnej osoby. To fascynujące, piękne i przerażające zarazem.
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s