Portret Doriana Graya, Oscar Wilde [ 52 | 2021 ]

atypowa ocena: 8/10

„Portret Doriana Graya” bez wątpienia należy do powieści ponadczasowych. Wśród miłośników literatury ciężko znaleźć tych, którzy o tej książce nie słyszeli. Nie wszyscy jednak wiedzą, że niewiele brakowało, a „Portret Doriana Graya” przeszedłby bez echa jak wiele publikowanych w tamtych czasach powieści. Pochodzący z Irlandii Oscar Wilde nie był wówczas tak dobrze znany, jak ma to miejsce dzisiaj. Z pomocą przyszedł mu skandal i krytyka jakie wywołała pierwsza wersja „Portretu Doriana Graya” opublikowana w 1890 roku. Pewne mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa i zyskiwania sławy nie zmieniły się po dzień dzisiejszy. Czy i dziś za sukcesem wielu książek czy filmów nie stoją skandalizujące i szokujące treści przekraczające kolejne granice? Czy koreańskie „Squid Game” tak szybko stałoby się najpopularniejszym serialem Netflixa gdyby nie larum podniesione przez liczne parafie i obrońców moralności? Im bardziej jest coś krytykowane, tym bardziej staje się dla wielu ciekawe. Wprost proporcjonalnie do poziomu kontrowersji pobudzane jest również zainteresowanie szerokiego grona odbiorców. Również ci, którzy publicznie coś potępiają, później skryci w zaciszu własnych mieszkań pochłaniają owe „oburzające treści”. Czy to nie hipokryzja (między innymi) sprawia, że miesiącami szczyty list bestsellerów okupują książki pokroju „365 dni” czy „50 twarzy Greya”?

Wróćmy jednak do Doriana Greya. Oscar Wilde po zderzeniu się z falą krytyki dość szybko postanowił samodzielnie ocenzurować swoją powieść. Usunął z niej liczne aluzje do homoseksualizmu oraz rozbudował i dodał kilka rozdziałów, które pozwalają czytelnikowi głębiej wniknąć w to co działo się w duszy głównego bohatera. Wstęp opatrzył również istotnymi aforyzmami, które miały odbiorców wprowadzić w sposób postrzegania sztuki jaki jest zawarty w utworze. Ludzka ciekawość tego co wzbudziło tak wielki skandal oraz odpowiednio rozbudowana i wygładzona wersja książki przyniosły jej sławę a liczne grono fanów twórczości Oscara Wilda stale się poszerza po dzień dzisiejszy.

W moje ręce trafił „Portret Doriana Graya” wydawnictwa Zysk i S-ka. Tył obwoluty wyróżnionym tekstem obwieszcza: „Pierwsze nieocenzurowane wydanie skandalizującej opowieści o skutkach ulegania złu, która od pad wieku fascynuje kolejnych czytelników”. Może być to nieco mylące, ponieważ sięgamy po wznowienie tłumaczenia Jerzego Łozińskiego dostępnego już od 2015 roku. Jest to jednak ta pierwsza wersja książki, która po publikacji w 1890 roku wzbudziła tyle kontrowersji.

Czy nadal jest skandalizująca po 130 latach? Nie jest to pierwsze określenie, które użyłbym przy opisywaniu tej książki (zwłaszcza w czasie gdy bez większego echa przechodzą publikacje pokroju „Wybornego trupa” Augustiny Bazterrici). Nie dziwię się jednak, że wśród angielskiej arystokracji końca XIX wieku, odważne sformułowania wkładane w usta lorda Henriego Wotton’a budziły niemałą konsternację i powszechne oburzenie. Wszak i dziś część poglądów wypowiadanych przez bohaterów bez skrępowania (choćby na temat wierności i małżeństwa) może być uznana co najmniej za „mocno postępową”.

Jestem jednak przekonany co do tego, że siła tej powieści nie tkwi w jej kontrowersyjności. Świetnie skonstruowany „Portret Doriana Graya” swoją ponadczasowość zawdzięcza temu, że porusza tematy głęboko związane z ludzką egzystencją, które nie tracą nic na aktualności. Oscar Wilde ze swoistą lekkością odmalowuje nam rozterki trapiące dusze poszczególnych bohaterów. W tym „Portret Doriana Greya” przypomina mi powieści Dostojewskiego, który był mistrzem ubierania w słowa złożonej psychiki ludzkiej. Książka ta porusza wiele kwestii. Mówi o wewnętrznych zmaganiach, o toksycznym wpływie jaki mogą mieć na nas inni ludzie, a czasem nawet książki. Lektura zmusza nas do refleksji nad tym dokąd prowadzi nas uleganie namiętnościom. Jest to powieść o roli sumienia oraz o tym czy można odwrócić własnymi siłami ruinę jakiej uległa nasza dusza. To powieść o konsekwencjach grzechów, które toczą nasze wnętrze, nawet jeśli nikt o nich nie wie.

Choć powieść nie jest długa, to przepełniona jest stwierdzeniami, nad którymi warto się zatrzymać. W stylu „Portretowi Doriana Graya” również bliżej do dzieł Dostojewskiego niż do literatury współczesnej. Trzeba się do niego przyzwyczaić, bo początkowo dialogi mogą wydawać się nienaturalne i nazbyt teatralne w swojej formie. Nikt przecież nie rozmawia dziś w ten sposób, aby jedna osoba mogła zabierać głos przez kilka minut nie narażając się na przerywanie danej myśli. Może to pokłosie tego jak kultury wypowiedzi uczą nas dziś media i politycy, gdzie większość spraw załatwia się wykrzykiwaniem swoich haseł. Powieść Oscara Wilda wymyka się tego typu retoryce. Nawet jeśli ktoś wypowiada wyjątkowo oburzające kwestie, to nikt mu nie przerywa, pozwalając do końca przeprowadzić wywód. (Na marginesie – zastanawiam się jak wyglądałby dzisiejszy świat, gdybyśmy umieli w ten sposób ze sobą rozmawiać.)

Nie będę pisał na temat fabuły książki, bo jest ona powszechnie znana i w Internecie znajduje się mnóstwo skupionych wokół niej recenzji. Mi lektura tej powieści zajęła dwa popołudnia i był to dobrze wykorzystany czas. Ponadczasowa treść zachęciła mnie do autorefleksji. Czy w każdym człowieku nie znajdzie się choćby odrobina egoistycznego Doriana Graya? Czy powieść ta nie jest kierowanym do każdego czytelnika ostrzeżeniem, które kryje się wśród cynicznych peanów na cześć „nowego hedonizmu”? Czy zapatrzenie się w siebie, nie doprowadzi koniec końców każdego do podobnej „ruiny, którą Dorian sprowadził na swoją duszę”? Czy możemy dojść do punktu, w którym za późno jest na zmianę?

„Nowe życie! Oto, czego chciał, oto, na co oczekiwał. (…)

Czy to sama próżność popchnęła go do dobrego uczynku? Czy może pragnienie nowych wrażeń, jak z szyderczym uśmieszkiem zasugerował lord Henry? A może chęć odegrania pewnej roli, co skłania nas do działań piękniejszych od nas samych? A może wszystkie trzy rzeczy naraz?”

Jestem przekonany, że dopóki oddychamy, nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie nowego życia. Czy udało się to Dorianowi? Sięgnijcie po książkę. Naprawdę warto zapoznać się z tym klasycznym dziełem epoki wiktoriańskiej.

Na koniec pragnę dodać, że choć tłumaczenie Jerzego Łozińskiego jest bardzo dobre, to w przyszłości pragnę sięgnąć po wersję książki, którą poddał cenzurze sam autor. Nie dlatego, że ta, której dotyczy powyższa recenzja jest nazbyt skandalizująca. Wiem po prostu, że Oscar Wilde rozszerzył powieść o kilka wątków, których pozbawione jest pierwsze wydanie z 1890 roku. Warto wiedzieć o tych różnicach, które występują w dostępnych przekładach, gdy zdecydujecie się zapoznać z historią Doriana Greya.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: