Cytryna, Motojiro Kajii [ 51 | 2021 ]

atypowa ocena: 4/10

Jak wspominałem w niedawnej recenzji książki „Grobowa cisza, żałobny zgiełk”, za sprawą wydawnictwa Tajfuny mam okazję zapoznać się z literaturą japońską. Dotychczas moje opinie bazowały jedynie na kilku książkach Haruki Murakamiego. Jestem całkowitym laikiem w tematach związanych z Azją, więc mogę skupić się jedynie na subiektywnej ocenie jak odebrałem daną lekturę i czy uważam ją za godną polecenia. O ile wspomniana w pierwszym zdaniu książka Yoko Ogawy sprawiła mi wiele przyjemności w trakcie lektury i można ją pochwalić za wybitną konstrukcję (powieść szkatułkowa), to w przypadku „Cytryny” moje odczucia są raczej kwaśne.

Książka ta liczy niespełna sto stron, dlatego wydawałoby się, że powinienem ją przeczytać w jedno popołudnie. Pewnie byłbym w stanie to zrobić, ale jednak nie miałem na to ochoty, co już można potraktować jako pewną formę oceny. „Cytryna” to zbiór raptem ośmiu krótkich opowiadań nieznanego szerzej japońskiego modernisty żyjącego w pierwszej połowie XX wieku. Motojirō Kajii – bo o nim mowa – pozostawił po sobie jedynie około dwudziestu tekstów nim zmarł przedwcześnie (w wieku 31 lat) z powodu gruźlicy, którą zaraził się w rodzinnym domu od swojej babci. Zebrane w antologii opowiadania stanowią zatem blisko połowę jego twórczości, a i tak mieszczą się na niespełna sześćdziesięciu stronach kieszonkowego wydania.

Książka opatrzona jest w rozbudowany wstęp zatytułowany „Marzyciel”. Anna Wołcyrz dość dokładnie przybliża w nim osobę autora. Uważam, że to świetny zabieg by w ramach kolekcji Tajfuny Mini (Cytryna jest jedną z czterech dotychczas wydanych książek) przedstawiać czytelnikowi w sposób gruntowny i rzetelny pisarzy niszowych, mało znanych. Wstęp ten jest bardzo dobrze napisany i szczerze powiedziawszy, okazał się dla mnie wartościowszy niż same teksty Motojirō Kajiego. Pozwala nam zrozumieć tło powstania jego tekstów. Przybliża osobę autora, który w prezentowanych w antologii tekstach jawi się nam jako osoba zgorzkniała, depresyjna ze skłonnością do odrętwienia zmieszanego z nienawiścią. Staje się to zrozumiałe dopiero gdy poznajemy jego życie determinowane przez ciężką chorobę.

Autor był perfekcjonistą: „Kajii do perfekcji dopracowuje swoje opowiadania. Ma zwyczaj szkicować je, poprawiać i cyzelować, linijka po linijce, jak wiersze – nic więc dziwnego, że pozostawił po sobie tak mało tekstów”. W każdym z zaprezentowanych opowiadań faktycznie możemy odczuć, że było one wielokrotnie redagowane. Mimo, że obcujemy z tłumaczeniem, to pozostaje w nas pewnego rodzaju poczucie liryczności narracji. Każde słowo jest dobrane, nie jest przypadkowe. Każde zdanie zostało przemyślane. Ulubionym opowiadaniem większości czytelników Motojiro Kajiego jest tytułowa Cytryna (czwarte opowiadanie w naszej antologii), uznawana przez krytyków za arcydzieło. Oto fragment:

„Tego dnia wyjątkowo coś kupiłem. Dostrzegłem bowiem niezwykle piękne cytryny. To zupełnie przeciętne owoce. Nie przyglądałem się im w sklepie szczególnie uważnie, zakładając, że może i nie są podłe, ale nie przewyższają jakością cytryn z pierwszego lepszego zieleniaka. Naraz jednak zachwyciły mnie kształtem krótkiego wrzeciona oraz kolorem tak czystym, jakby zaschła na nich wyciśnięta prosto z tubki cytrynowa farba. Ostatecznie zdecydowałem się kupić tylko jedną. Gdzie się potem udałem? Długi czas krążyłem ulicami miasta. Wreszcie spostrzegłem, że odkąd ściskam w dłoni cytrynę, napór zalegającej mi na duszy złowieszczej grudy zelżał, ustępując poczuciu rozpierającego szczęścia. Okazuje się, że jedna drobnostka wystarczy, by rozproszyć uporczywe przygnębienie – podejrzane, ale paradoksalnie prawdziwe. Któż zgłębi tajemnice duszy ludzkiej?”

Rzecz w tym, że autor nie ma odpowiedzi na stawiane przez siebie pytania. Czytając kolejne opowiadania, podskórnie miałem oczekiwanie, że czegoś się dowiem (o sobie, o życiu, o cierpieniu albo jego sensie) od tego udręczonego pisarza. Tymczasem większości tych opowiadań nie będę za kilka dni pamiętał. Nie uderzyły w żadną strunę mojej duszy, po prostu współczułem ich autorowi, że wiódł życie pełne goryczy. W liście do przyjaciela pisał on o „pewnym rodzaju piękna”, którego nie dałoby się uchwycić, gdyby nie załamanie nerwowe. Ale czy to, że je dostrzegał oznacza, że było czymś prawdziwym?

Po bardzo pozytywnych odczuciach związanych z lekturą „Grobowej ciszy, żałobnego zgiełku” miałem duży kredyt zaufania względem kolejnego autora, wyselekcjonowanego przez wydawnictwo Tajfuny. Z każdym tekstem jednak coraz bardziej byłem przekonany, że nie są to opowiadania dla mnie. Być może będą one zachwycające dla koneserów literatury azjatyckiej przełomu okresów Taisho i Showa? Mogę jednak dzielić się tutaj jedynie moimi odczuciami. Zebrane w „Cytrynie” teksty nie sprawiły, że będę rozpaczał nad przedwczesną śmiercią autora, która ograbiła świat z niepowstałej jeszcze twórczości. Sakutaro Hagiwara, jeden z japońskich poetów, napisał o nim: „Gdyby dojrzał, mógłby być powieściopisarzem na miarę Dostojewskiego. Gdyby wybrał poezję, mógłby pisać jak Poe. Tak czy inaczej byłoby to coś wielkiego.”

Brutalna prawda jest jednak taka, że nie zdążył dojrzeć. Sam potencjał, który w nim drzemał, nie sprawił, że zebrane w „Cytrynie” opowiadania będziemy wspominać latami. Dla mnie są to teksty przeciętne. Najbardziej spodobało mi się ostatnie opowiadanie ze zbioru – „Zimowe muchy”. Jeśli jesteście ciekawi twórczości Motojirō Kajiego to polecam rozpocząć lekturę od tego tekstu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: