Bo to zła kobieta była… / „Zło czai się wszędzie”, Agatha Christie [ 79 | 2022 ]

atypowa ocena: 8/10

Dawno nie sięgałem po kryminały Agathy Christie i ciężko mi wytłumaczyć dlaczego? Dlaczego człowiek szuka coraz to nowych autorów, skoro jest tyle sprawdzonych, dobrych (wręcz klasycznych) książek? Po kilku rozczarowaniach w ostatnim czasie, zdecydowanie potrzebowałem czytelniczego detoksu. Agatha Christie nie zawiodła, a „Zło czai się wszędzie”, choć jest klasycznym kryminałem, naprawdę zaskakuje!

KLASYKA W NAJLEPSZYM WYDANIU

Jeśli coś jest dobre i działa – po co to zmieniać? Myślę, że to mogła być jedna z dewiz życiowych Agathy Christie. Jej kryminały należą do klasyki gatunku, a może lepiej byłoby napisać, że współtworzą i definiują co można uznać za klasyczne w tej gałęzi literatury. Znajdziemy tu wszystkie potrzebne elementy: ograniczona ilość barwnych postaci, odizolowane miejsce gdzie dochodzi do zbrodni, następujące po sobie przesłuchania wszystkich, którzy mogli mieć motyw by dokonać morderstwa. Pod tym kątem w „Zło czai się wszędzie” nic nas nie zaskoczy. Już od pierwszych stron czujemy kogo zwłoki niedługo zostaną odkryte. Okazuje się jednak, że choć zbrodnia naturalnie wstrząsa, to tym razem jakby mniej szokuje. Wszyscy, którzy spędzają wakacje na Wyspie Przemytników mają o ofierze nienajlepsze zdanie:

„De mortuis nil nisi bene (o zmarłych tylko dobrze), ale nie wolno pomijać bezspornych faktów… To była zła kobieta, zła do gruntu.”

Jak dobrze się składa, że Agatha Christie postanowiła wysłać sławnego Herkulesa Poirot’a na zasłużony wypoczynek akurat na tę wyspę gdzie dochodzi do morderstwa. Dzięki temu możemy towarzyszyć mu w rozwiązaniu tej zagadki. Kto zabił? Kto miał najsilniejszy motyw, a kto miał najlepszą sposobność? Czy ofiara sama się prosiła o taki koniec? Czy na niego zasłużyła? Wszak niemalże wszyscy są zgodni, że:

„Pani Marshall to kwintesencja zła. Nie! Ona sama była złem ucieleśnionym! Kobieta może być ostoją i natchnieniem w życiu mężczyzny, ale potrafi również stać się przekleństwem. Potrafi zbałamucić mężczyznę, ściągnąć go do poziomu zwierzęcia. Zamordowana należała do takich właśnie kobiet, co podobne są do Jezabel. A teraz porażona została wśród własnych nieprawości”.

KUBEK HERBATY, KOC, NOTATNIK I OŁÓWEK

To za co szczególnie cenię kryminały Agathy Christie to zaproszenie czytelnika do udziału w śledztwie. Gdy przysłuchujemy się rozmowom Herkulesa Poirot’a warto zaopatrzyć się w notatnik i ołówek. Każdy szczegół ma znaczenie. Zwracajmy uwagę na to kto i w jaki sposób udziela odpowiedzi. Notujmy pojawiający się czas i wszystkie, nawet najdrobniejsze szczegóły, które wydają się być osobliwe. Oto razem z detektywem będziemy rozwiązywać łamigłówkę. Na koniec w tych puzzlach wszystko będzie do siebie pasować.

I to jest potężna przewaga klasycznych kryminałów Agathy Christie nad setkami wydawanych w ostatnich latach książek, które uparcie są klasyfikowane w tym gatunku. Nie zrozumcie mnie źle – nie chcę wieszać psów np. na tych przydługich seriach, pełnych grozy, rodem ze Skandynawii. Sam przeczytałem 10 tomów sagi z Fjallbacki Camilli Lackberg, jednak dość szybko zrozumiałem, że autorka nie zaprasza mnie tam do uczestnictwa w śledztwach. Ona opowiadała mi rozmaite historie, a mordercą i tak okazywał się ktoś najmniej podejrzany – przynajmniej ja nigdy nie potrafiłem tego przewidzieć i przestałem po jakimś czasie nawet próbować. U Agathy Christie jest inaczej! Każdy kto czyta uważnie (a ten co robi notatki w trakcie lektury to już szczególnie) ma realne szanse rozgryźć kryminalną zagadkę wraz ze sławnym Herkulesem Poriotem.

MOJA STREFA KOMFORTU

Kryminały Agathy Christie to moja czytelnicza strefa komfortu. W czasach gdy ciągle ktoś nas przymusza abyśmy z niej wychodzili, mam ochotę, niejako na przekór, po prostu zaparzyć dzbanek herbaty, opatulić się kocem, zaostrzyć ołówek i rozwiązywać tajemnice morderstw. Jestem bardzo rad z tego, że przed rozpoczęciem czytania książki znam już mniej więcej jej strukturę. Zacznie się od zarysowania sylwetek wszystkich bohaterów. Później poznam szczegóły dotyczące miejsca akcji. Następnie ktoś odkryje ciało i rozpocznie się śledztwo. A na koniec wszyscy spotkamy się w jednym miejscu, gdzie Herkules Poirot wskaże winnego i wytłumaczy dokładnie przebieg zdarzeń. Na tym etapie lektury albo będziemy się cieszyć tym jak ciekawie utkała intrygę autorka książki, albo będziemy się cieszyć, że nasze rozumowanie okazało się trafne. Jakby nie było to klasyczna „win – win situation”.

Agatha Christie udowadnia też, że siła kryminału nie zależy od wymyślania coraz bardziej sadystycznych zbrodni. Opisy nie muszą być brutalne i wulgarne. Język nie musi być szokujący i obliczany na to by raz za razem wstrząsać czytelnikiem.

Okazuje się, że można pisać książki w klasycznej formule, które mimo upływu lat wciąż są świetne. Agatha Christie zmarła blisko pół wieku temu, a czytelnicy na całym świecie nadal chętnie sięgają po jej twórczość. Dlaczego? Nie dlatego, że za każdym razem oczekują, że będą zaszokowani i wzburzeni nową porcją okropieństw. Trup wcale nie musi się słać tak gęsto. Dobry kryminał nie potrzebuje kropli krwi, byśmy zarwali z nim noc. Siłą prozy Christie jest dbałość o najdrobniejszy detal oraz niepowtarzalny (choć nie przecież nad wyraz wyszukany) styl. Na pewno nie będę długo zwlekał z lekturą kolejnej książki mistrzyni kryminału.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: