Zagubiony sens w wulgarnych oparach absurdu / „Niehalo”, Ignacy Karpowicz [ 82 | 2022 ]

atypowa ocena: 3/10

„Niehalo” jest pierwszą powieścią Ignacego Karpowicza. Urodzony w Białymstoku autor kończył akurat 30 lat, gdy w 2006 roku nie tylko zadebiutował na rodzimym rynku wydawniczym, ale także otrzymał tym sposobem pierwszą nominację do Paszportów Polityki. Ostatecznie nagrodę tę zdobył cztery lata później za swoją piątą powieść – „Balladyny i romanse”. Gdy dodamy do tego, że regularnie zostawał finalistą Nagrody Literackiej „Nike”, mamy prawo mieć dość wysokie oczekiwania względem jego prozy. Pełen entuzjazmu sięgnąłem po naprawdę ładnie wydane „Niehalo” nakładem Wydawnictwa Literackiego i spodziewałem się jak najlepszych doświadczeń płynących z obcowania z literaturą piękną. Och, jakże się rozczarowałem! Tylko moja silna wiara w to, że nominacje do Paszportów Polityki nie są wysysana z palca oraz to, że książka nie należy do długich, sprawiły, że postanowiłem doczytać ją do końca. Umęczyłem się niemiłosiernie, ale przynajmniej z czystym sumieniem mogę Wam tej książki nie polecić.

KRYZYS 30-LATKA

Możliwe, że się nie znam na literaturze, ale w dobie Internetu nie powstrzyma mnie to przed wypowiedzią. To książka, która jest co najwyżej przeciętna. Trudno jest mi zrozumieć co stało za nominacjami „Niehalo” do nagród oraz zachwytów sporej grupy krytyków. Ponadprzeciętny jest tu jedynie poziom bezsensownej (niestrawnej wręcz) wulgarności. Rozumiem, że podkreśla to frustracje bohatera książki (Maćka, studenta V roku polonistyki na Uniwersytecie Białostockim), który ogniskuje w sobie postrzeganie świata przez (najwidoczniej równie sfrustrowanego) 30-letniego autora. Nie jest mi przecież obce uczucie irytacji, gdy człowiek zderza się z rzeczywistością, czując, że oto mitręży swój najlepszy czas. Nie wiem tylko co może zmienić (lub wnieść) twórczość jaką zaprezentował Karpowicz w swoim debiucie. Czy chciał coś osiągnąć, czy jedynie sobie ulżyć? Czy dziś też by napisał taką książkę czy może przekułby całą złą energię w tworzenie bulwersujących memów?

BEZ WDZIĘKU

Adam Pluszka twierdzi, że Ignacy Karpowicz „wyzłośliwia się, ale robi to z wdziękiem”. Nie mogę zgodzić się z drugą częścią tej opinii. To powieść pełna kalumnii i frustracji. Poziomowi frustracji autora równać się może jedynie poziom frustracji czytelnika, kiedy przedzierając się przez kolejne strony, coraz bardziej gubi nie tylko sens tej książki, ale również sens samego faktu jej czytania. Prawdopodobnie w zamyśle Karpowicza, wulgarność Maćka miała być czymś zabawnym, jednak niestety nie utrafiła w moje poczucie humoru. Nie chodzi o to, że autorzy powinni tworzyć wyidealizowanych bohaterów. Niech jednak główne postaci dają się choć w minimalnym stopniu polubić. Z Maćkiem zdecydowanie jest coś nie halo. Już abstrahując, że przez sporą część książki wprowadza się w odmienne stany świadomości (za pomocą alkoholu i innych specyfików, które nabył w aptece) i żywo dyskutuje z pomnikami Popiełuszki oraz Piłsudskiego, to jest do tego po prostu zgorzkniały. Jego podejście do życia i świata idealnie podsumowuje fragment:

„Nienawidzę siebie. Nienawidzę ludzi. Nie zgadzam się na świat w wydaniu, które odczuwam na własnej skórze. Nie uprawiałem satysfakcjonującego seksu od miesięcy. Uciekłem z pracy. Zdradziłem dziewczynę. Upiłem się. Zgwałciłem jedyną przyjaciółkę. Ukradłem staruszce pieniądze.
Dlatego właśnie nie mogę objąć Anety, choćbym nawet za karę miał się smażyć w kotle. Nie mogę jej dotknąć, nie mogę, bo boję się, że jakieś wielkie oszustwo, jakieś wielkie kłamstwo rozgniecie naszą przyjaźń.
(…)
Patrzę na Anetę i jej nie widzę. Nienawidzę siebie i nienawidzę jej. Ale też kocham siebie i kocham ją. I nienawidzę.
Robi mi się duszno, bardzo duszno, jakbym obudził się na pogorzelisku. Nie potrafię wygrać tej partii, ani nawet zremisować.
Jestem tak rozciągnięty, jakby mnie nie starczyło na wypełnienie tego miejsca, tego mego ciała. Jestem napięty, cienki, u kresu. Niemal czuję, jak trzeszczą szwy.”

Czy chcesz wnikać co dzieje się we wnętrzu nietrzeźwego młodzieńca, którego zżera nienawiść i dlatego się wyzłośliwia. Ja nie widzę w tym głębszego sensu, ale możliwe, że po prostu go przegapiłem (?).

ZAGUBIONY SENS W WULGARNYCH OPARACH ABSURDU

Nie myślcie jednak, że to ja się teraz wyzłośliwiam i zarzucam Ignacemu Karpowiczowi brak talentu. Nagrody nie przyszły za nic. Ja po prostu nie rozumiem nominacji dla „Niehalo”, choć książka ta ma naprawdę dobre fragmenty i ciekawie ujęte obserwacje:

„Zatrzymuję się przed pomnikiem Popiełuszki. On na tym pomniku wygląda jak yeti w sutannie. Zawsze tak myślałem, lecz nigdy na głos. Bałem się. Że umniejszę męczeńską śmierć księdza, że stanę po stronie oprawców.
Co za sztubackie myślenie. I to wcale nie moje myślenie, ale myślenie, które zostało we mnie wmyślone chytrze i, chyba, dość subtelnie. Z każdym kubkiem gorącego mleka w podstawówce, bo nikt mi nie rozkazywał, był tylko przymus pić mleko – wtedy jeszcze nie wymyślili bezglutenowych dzieci, czy innych – a z każdym kubkiem podsuwano pod nos nie tylko wstrętny kożuch, także drogowskaz: którędy wolno myśleć; z każdym łykiem dobierano odpowiednie ilustracje, lektury, ćwiczenia.
Tu źli, tam dobrzy; tu kat, tam ofiara; tu brak wartości, tam chrześcijaństwo, tam ojczyzna. Od razu widać, islam zły, komu współczuć, ropa naftowa dobra, kogo szanować, przeciw komu wystąpić ramię w ramię z kim, z Amerykanami, bo my, Polacy, mamy do nich słabość i dlatego jesteśmy słabsi”.

Jest w tym nieco racji i trzeba oddać Karpowiczowi, że potrafi posługiwać się słowem. Wszystko jednak w tej książce jest poplątane. Prawda z fikcją. Frustracja z fantazją. Szczera krytyka z totalnym defetyzmem. Można powiedzieć, że w pewnym sensie „Niehalo” ma nawet ładunek profetyczny, bo puszczając wodzy fantazji, tak opisuje Ignacy Karpowicz scenę polityczną w równoległej rzeczywistości, gdzie politycy mniej politykują, gdyż są pozbawieni umiejętności kłamania:

„Po tym, jak Unia Europejska uchwaliła tzw. Prawo Poszanowania Prawdy, czyli bezwzględny nakaz wycinania homunculus scurvisinis w głowach głów państw członkowskich, konflikty wybuchły z niespodziewaną siłą. Kanclerz Niemiec (z usuniętym uroczyście podczas sesji Bundestagu homunculus scurvisinis) nazwał prezydenta Francji mineciarzem i pedałem, który żyje na koszt RFN. W odpowiedzi prezydent Francji (w zamian za usunięcie homunculus scurvisinis otrzymał Legię Honorową) powiedział, że błędem było przyzwolenie na odbudowę Niemiec po drugiej wojnie światowej. Zagroził również rozważeniem idei prewencyjnego uderzenia nuklearnego na swego sąsiada. Oburzenie wywołało wystąpienie prezydenta USA, który wprost oznajmił, że jego kraj jest jedynym supermocarstwem, państwa zaś europejskie to słabeusze i popaprańce, ideały cywilizacji Zachodu zaś są tylko cienkim zanieczyszczeniem w morzu ropy naftowej.
Na tle tych katastrofalnych zajść jasno świeci gwiazda prezydenta Rosji, któremu nie usunięto homunculus scurvisinis z powodu – oficjalnie podał Kreml – zacofania rosyjskiej medycyny. Otóż prezydent Rosji, niby prawdziwy mąż stanu i ostatni wielki polityk na Glebie, nadal może rozmijać się z prawdą, nadal nazywać eksterminację Czeczenów wojną z terroryzmem. Dzięki temu Rosja jest jednym z nielicznych niezagrożonych destabilizacją krajów.”

Dziś, z perspektywy aktualnych wydarzeń, nie tylko tych na samej Ukrainie, ale w ogóle na scenie politycznej, nieco inaczej patrzeć będziemy na powyższe fantasmagorie Karpowicza. „Niehalo” fragmentami pokazuje nam kunszt i wielki potencjał jaki drzemie w autorze tej książki. Ja jednak nie byłem w stanie odnaleźć się w tej powieści. Błądząc w oparach absurdu, dałem wywieść się na manowce. Nie wiem dokąd zmierzał autor, ale wiem, że udało mu się mnie zgubić.

Reasumując – nie jest to debiut, który skradł moje literackie serce. Ciężko mi polecić komukolwiek tę książkę, ponieważ doczytanie jej do końca wymagała ode mnie wielkiej determinacji. Karpowicz lubuje się we wplataniu w swoje powieści wątków magicznych (aby nie napisać, że absurdalnych). Może to nie był dobry czas na czytanie tej książki. Może w innych okolicznościach i przy innym nastawieniu, więcej bym skorzystał z tej lektury? Jednak jest to jedynie gdybanie. Tu i teraz – odradzam. Jest tyle wspaniałych książek do przeczytania, że niekoniecznie warto chłonąć tyle negatywnych myśli i emocji, które nie wiadomo dokąd mają nas zaprowadzić. Mocne 3 na 10.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: