Nie wybiorę się do Australii / „Związek grzebie swoich zmarłych. Wybór opowiadań”, Henry Lawson [ 112 | 2022 ]

atypowa ocena: 3/10

Może przesadą byłoby stwierdzenie, że po opowiadania Henrego Lawsona sięgałem pełen ekscytacji, jednak niewątpliwie towarzyszyła mi ciekawość i duży kredyt zaufania, wszak według wydawcy jest to „jeden z najwybitniejszych pisarzy Australii”. Takie zapewnienie wydawało się być wystarczającym gwarantem, że oto sięgam po książkę niebanalną. Pomyślałem, że przecież Australia to olbrzymi kontynent, więc – na Boga – „jeden z najwybitniejszych pisarzy całej Australii”, to musi być talent pierwszej próby, nie licząc już nawet porównywania go (również przez wydawcę) do Ernesta Hemingwaya.

Gdy jednak czytałem opowiadanie za opowiadaniem – czar szybko prysł. Zacząłem się nawet zastanawiać nad tym, czy aby może nie jest tak ciężko zostać najwybitniejszym pisarzem jeśli się przeprowadzimy do Australii? To potężny obszar, ale mieszka tam znacznie mniej ludzi niż w Polsce. Obecnie liczy sobie około 25 milionów mieszkańców, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że w okresie gdy tworzył Henry Lawson było to raptem około 5 milionów osób! I prawdopodobnie niewielu – zważywszy na opisywane w opowiadaniach okoliczności – trudniło się wówczas pisaniem.

BEZKRESNY BUSZ, BRUD, DRAMATY I CIĘŻKA PRACA

Wybór opowiadań, które po raz pierwszy zostały przetłumaczone na język polski, składa się z aż czternastu tekstów. Nie są one siłą rzeczy długie, cała książka liczy sobie zaledwie 204 strony. Czyta się ją szybko, ale jestem daleki od tego by stwierdzić, że również przyjemnie. Niestety coś mnie mocno uwierało już od pierwszego tekstu, i nie potrafiłem się przekonać do twórczości Henrego Lawsona. Choć lubię sięgać po opowiadania, ponieważ zadziwia mnie jak wiele można oddać w tak niedługiej formie, tym razem praktycznie po każdym kolejnym tekście na mojej twarzy malował się wielki znak zapytania. Co autor chciał nam przekazać? Co wynika z tej historii? Gdzie jest tu drugie dno? Bo przecież musi być, prawda? Przecież pisarz chce nam coś przekazać? Przecież jeśli ktoś decyduje się opowiadać jakąś historię, to przecież w konkretnym celu?

Zwątpiłem w to. Może wcale tak nie jest? Choć istnieje oczywiście realne prawdopodobieństwo, że po prostu nie uchwyciłem tego co powinienem uchwycić. Wydaje mi się jednak, że Henry Lawson stał się po prostu recenzentem obserwowanej, trudnej rzeczywistości. Opowiada o ciężarach ówczesnej codzienności, z którą zmagali się mieszkańcy Antypodów na początku XX wieku.

Jego opowiadania mają zatem przede wszystkim wartość, którą można określić mianem kronikarskiej. Maluje nam obraz Australii, ale nie jest to obraz przyjemny. To raczej tablica: „Wstęp wzbroniony”, „Uwaga! Pies, który gryzie”, „Wejście na własną odpowiedzialność, budynek do rozbiórki”, niż pocztówka z wakacji, albo folder z biura podróży, który zachęca nas do wizyty.

Ciemna, smutna okładka dość dobrze oddaje klimat w jakim utrzymane są wszystkie opowiadania Henrego Lawsona. Tylko brud, znój i zmęczenie. Wiele jest tu śmierci, i znacznie więcej alkoholu. Kobiety samotnie walczą z przyrodą i wychowują w trudnych warunkach dzieci. Mężczyźni piją i próbują ujarzmić nieprzyjazny busz. Przez ciemne niebo nie przebija choćby promyk nadziei. Lektura tych opowiadań utwierdza mnie w przekonaniu, że nie wybiorę się raczej do Australii.

JAKIE ŻYCIE – TAKIE OPOWIADANIA

Moim zdaniem nie warto sięgać po „Związek grzebie swoich zmarłych”. Mocno mnie te opowiadania wymęczyły, nie dając mi niczego w zamian. Nie jest tak, że wybieram jedynie proste lektury. Bynajmniej! Niedawno polecałem Wam serdecznie „Gilead” Marilynne Robinson, pisząc, że warto się przy tej książce zmęczyć, bo to co wartościowe często wiąże się z podjęciem konkretnego trudu. Cóż… Okazuje się, że nie zawsze.

Prawdopodobnie nigdy bym nie spotkał na swojej drodze Henrego Lawsona. Pomijając nawet fakt, że żył w innym wieku i na odległym kontynencie. Na te kwestie miał bardzo ograniczony wpływ. Jednak to jak zdecydował się wieść swoje życie – to już odrębna kwestia. Zmagał się z alkoholizmem (co tłumaczy wszędobylskie procenty w jego opowiadaniach), co kilkukrotnie doprowadziło go do więzienia. Sporą część czasu spędził też w szpitalach psychiatrycznych.

Jeśli w krótkiej nocie biograficznej znajdujemy głównie tego typu informacje, bez wątpienia mamy do czynienia z kimś kto wiódł nieszczęśliwe życie. Dlatego też nie powinien nas zaskakiwać mroczny klimat zebranych w tym zbiorze opowiadań. Choć Henry Lawson może liczyć na moje współczucie, to jednak zbyt mało, abym polecił Wam jego opowiadania.

Książka została otrzymana z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: