atypowa ocena: 7/10

Donna Leon to rodowita Amerykanka, która uczyniła Wenecję swoim domem. Zanim osiadła nad Canal Grande, podróżowała po całym świecie, wykładając literaturę angielską w miejscach tak odległych jak Iran czy Arabia Saudyjska. To wszystko można zauważyć wczytując się w jej powieści.
Choć bez wątpienia kocha Włochy, to trzeba przyznać, że jej miłość do Wenecji nie jest ślepa – to uczucie dojrzałe, podszyte ironią i głębokim zrozumieniem lokalnych patologii. Cykl o komisarzu Brunettim rozpoczęła w 1992 roku i od tamtej pory, z niemal zegarmistrzowską precyzją, co roku publikuje nową powieść. „Krew z kamienia”, wydana pierwotnie w 2005 roku, stanowi czternasty tom tej monumentalnej serii. Autorka, choć pisze o Włoszech z pasją, zachowuje dystans zewnętrznego obserwatora, co pozwala jej na bezlitosne punktowanie wad tamtejszego społeczeństwa.

DLACZEGO BRUNETTI NIE MÓWI PO WŁOSKU?
Autorka przez lata konsekwentnie odmawiała wydawania swoich książek w języku włoskim, co stało się niemal legendą literacką. Oficjalnym powodem, który często przywołuje, jest chęć zachowania anonimowości w mieście, które kocha. Donna Leon chce móc spokojnie wyjść po zakupy czy na poranne espresso, nie będąc rozpoznawaną jako „ta pani od kryminałów”.
Istnieje jednak głębsza warstwa tej decyzji, widoczna zwłaszcza w takich tomach jak „Krew z kamienia”. Autorka bywa niezwykle krytyczna wobec włoskiej biurokracji, wszechobecnej korupcji i społecznego marazmu. Pisząc dla odbiorcy zagranicznego, występuje w roli przewodnika po mrokach weneckiej duszy, ale prawdopodobnie nie chce przyjmować roli mentorki czy moralizatorki bezpośrednio wobec swoich sąsiadów. To swego rodzaju literacki pakt o nieagresji z miastem, które dostarcza jej inspiracji.

ŚWIĄTECZNA WENECJA I NIELEGALNI IMIGRANCI
„Krew z kamienia” to moje drugie spotkanie z komisarzem Brunettim, i choć przeskoczyłem dwa tomy od czasu poprzedniej lektury, powrót do jego świata był niczym spotkanie ze starym znajomym. Akcja powieści rzuca nas w sam środek weneckiego Bożego Narodzenia, kiedy miasto, mimo chłodu i wilgoci, błyszczy od świateł i luksusu. Ten sielankowy obraz zostaje jednak brutalnie przerwany na Campo Santo Stefano, gdzie dochodzi do egzekucji czarnoskórego ulicznego handlarza. Brunetti szybko dostrzega przerażający kontrast: z jednej strony mamy blichtr świąt, a z drugiej całkowitą obojętność opinii publicznej na śmierć kogoś, kogo traktuje się niemal jak element miejskiego krajobrazu, a nie jak człowieka. To morderstwo, które z pozoru wydaje się być jedynie tragicznym incydentem w świecie nielegalnych imigrantów, szybko okazuje się wierzchołkiem góry lodowej, pod którą kryje się sekret wart miliony euro.
Głównym motywem tej powieści jest los nielegalnych imigrantów, co w 2005 roku, kiedy książka powstawała, było tematem niezwykle aktualnym i bolesnym. Leon nie boi się stawiać trudnych pytań o status ludzi, którzy żyją w cieniu weneckich pałaców, handlując podróbkami torebek i unikając wzroku policji.
Autorka z wielką odwagą krytykuje włoską biurokrację, która zamiast chronić słabszych, staje się narzędziem w rękach potężnych sił, chcących zablokować dochodzenie Brunettiego. Komisarz, badając mieszkanie ofiary, odkrywa tajemnicę, która prowadzi go prosto w objęcia wysokiej polityki i cynizmu struktur państwowych. „Krew z kamienia” to nie tylko zagadka kryminalna, ale przede wszystkim mocny głos przeciwko społecznej znieczulicy. Leon pokazuje nam Wenecję, w której sprawiedliwość jest towarem luksusowym, a ci, którzy stoją na dole drabiny społecznej, mogą liczyć jedynie na współczucie garstki osób pokroju Brunettiego.

WŁOSKI STYL ŻYCIA I MORALNE ROZTERKI
Mimo ciężkiej tematyki, Donna Leon pozostaje wierna swojemu stylowi „cozy crime”. Akcja rozwija się niespiesznie, pozwalając czytelnikowi na zanurzenie się w codzienności komisarza. Brunetti, rozdarty między moralnym obowiązkiem odkrycia prawdy a bezpieczeństwem własnej rodziny, szuka oparcia w rozmowach z żoną Paolą, która jak zwykle służy mu intelektualnym i emocjonalnym wsparciem. Nie brakuje tu oczywiście opisów wspólnych posiłków i kontemplacji piękna Wenecji, co stanowi niezbędną przeciwwagę dla brutalności świata przestępczego.
To właśnie to połączenie drastycznej zbrodni z ciepłem domowego ogniska sprawia, że seria o Brunettim jest tak wyjątkowa. Autorce udaje się pokazać, że nawet w najbardziej skorumpowanym systemie, jednostka może zachować godność, o ile ma wokół siebie ludzi, którzy wyznają podobne wartości. To śledztwo jest dla komisarza lekcją pokory wobec siły pieniądza, ale też potwierdzeniem słuszności drogi, którą wybrał przed laty.

WERDYKT
„Krew z kamienia” to lektura, która zostawia w czytelniku pewien niepokój, co uważam za ogromną zaletę tej powieści. Donna Leon stworzyła kryminał zaangażowany społecznie, który pod płaszczem weneckiej elegancji skrywa bardzo gorzką diagnozę współczesnego świata.
To książka dla tych, którzy w kryminałach szukają czegoś więcej niż tylko odpowiedzi na pytanie „kto zabił?”. To opowieść o tym, jak trudno jest wydobyć „krew z kamienia” – czyli empatię ze społeczeństwa, które nauczyło się nie patrzeć na to, co niewygodne. Czy w świecie rządzonym przez cynizm i pieniądz, stać nas jeszcze na bezinteresowną walkę o prawdę dla kogoś, kto dla systemu jest nikim?


