SHANTARAM, Gregory David Roberts [1 | 2019]

atypowa ocena: 8/10

8


Jeśli byłbym muzykiem, mógłbym powiedzieć, że ten rok czytelniczo zacząłem z wysokiego c. Są takie książki, które od długiego czasu swoją tylko obecnością na półce zawstydzają mnie. Lista pozycji, które otrzymałem albo kupiłem obiecując sobie, że je przeczytam jest naprawdę spora. Dlatego postanowiłem wrócić do zwyczaju czytania 52 książek rocznie – jednej na tydzień. Wiem, że cel jest ambitny, znacznie wykraczający poza średnią krajową – ale zdarzyło mi się kilkakrotnie temu podołać. I cóż tu wiele mówić – były to lata kiedy moje horyzonty rozszerzyły się bardziej niż kiedy odkryłem Netflixa 🙂

Shantaram należy do tych książek, które człowiek chce przeczytać, ale jest onieśmielony ich objętością. 800 stron drobnego druku z niewielkimi marginesami – to wyzwanie dla kogoś kto odwykł od regularnego czytania. Zachęcony recenzjami i promocją w Biedronce nabyłem tę książkę jakiś czas temu – i w końcu nadszedł ten czas.

Chyba głównym piewcą talentu pisarskiego G.D.Robertsa jest w naszym kraju Marcin Meller. Zresztą to jego zwięzła recenzja znajduje się na okładce książki. Według niego Shantaram to czytelniczy Święty Graal. Nie jestem przekonany czy to najcelniejsze określenie, ale trzeba oddać Robertsowi, że książka ta pod wieloma aspektami jest wyjątkowa.

Nie podejmuję się próby streszczania fabuły – nie to jest moim celem. Ale w kilku słowach chcę napisać dlaczego warto po nią sięgnąć. Główną zaletą tej książki jest to, że w znacznej części jest to powieść autobiograficzna. Jej autor rzeczywiście uciekł z australijskiego więzienia, trafił do Indii i tam przeżył naprawdę rzeczy niezwykłe. Został lekarzem w prawdziwych slumsach, pracował dla mafii oraz trafił na wojnę w Afganistanie (nie jest to spoiler, bo to wszystko jest napisane już nawet na okładce). Wydaje się to nierealne – aby jedna osoba w swojej biografii skupiała tyle ciekawych smaczków. Dobrze jest słuchać ludzi, którzy przeżyli w życiu więcej niż my… Dobrze ich również czytać, jeśli potrafią pisać.

I tutaj zdania są podzielone. Zauważyłem, że Shantaram albo czytelnicy kochają, albo szczerze go nienawidzą. O gustach ponoć się nie dyskutuje. Jakie są moje odczucia?

G.D.Roberts potrafi pisać. Uważam, że tego nie można mu odmówić. Już pierwsze strony sprawiły, że przeniosłem się do Indii. Naprawdę czułem ten gorący klimat – idealnie oddał to co czułem kiedy swego czasu wylądowałem w Kambodży. Zostałem wciągnięty w ten gorący świat, pełen obcych nam tekstur i zapachów, gdzie kolory mają zupełnie inną barwę niż w naszej długości geograficznej. Uważam, że rozwija historię z naprawdę wielkim kunsztem. Czytam sporo kryminałów (takie dirty pleasure), które naprawdę nie wymagają ode mnie by się zatrzymać. Shantaram długimi fragmentami chce się czytać niespiesznie – żeby nie uronić ani klimatu ani myśli. W naprawdę zmyślny sposób autor przekazuje nam ciekawe obserwacje dotyczące nie tylko świata, ale również ludzkiego wnętrza.

 

Mam jednak wrażenie, że książka jest „nierówna”. Znalazłem w niej dłuższe fragmenty znacznie mniej interesujące, które po prostu się ciągnęły. Mam wrażenie, że nie straciłaby wiele gdyby ją odchudzić z niektórych elementów. Naprawdę nie widzę potrzeby w tym, by za każdym razem kiedy pojawia się Karla rozpływać się nad jej zielonymi oczami przez pół strony 🙂 Już na pierwszych stronach załapałem, że się w niej zakochał i miała piękne oczy. W moim przekonaniu jest też bardzo cienka granica między mądrym i niebanalnym opisem tego co dzieje się w umyśle bohatera, a przeistoczeniem tego w pseudo-wzniosły zlepek wydumanych zdań rodem z późniejszych książek Paulo Coelho.

Wielką zaletą Shantaram z mojej perspektywy jest to, że jej akcja toczy się w tak odległych mi miejscach, a napisał ją Australijczyk. Dlaczego? Bo nie wiem czy tak ciekawe byłoby dla mnie przeczytanie wspominek z podróży poczynionych przez 30-letniego, porządnego Europejczyka. To, że autor jest kimś tak dalece niepodobnym do mnie sprawia, że przedzierając się przez kolejne rozmowy mogę poznawać nie tylko inną kulturę, ale również inny światopogląd. Oto poszerzam swoje horyzonty. Naprawdę staram się zrozumieć jakim wewnętrznym kodeksem, prawem moralnym kieruje się uciekinier z więzienia, narkoman i oszust. Jako, że jest to powieść autobiograficzna, nic dziwnego, że przedstawia siebie w dobrym świetle. Nie to, żeby określał się mianem świętego – nie jest to przypudrowana laurka (na szczęście). Jednak bądźmy szczerzy – nie pisze się o sobie całej prawdy w powieści, w której jesteś głównym bohaterem. Chociaż Lin zaczyna pracę dla mafii – można wnioskować, że stało się to tak jakoś, nie wiadomo jak – wbrew niemu. Przecież bardziej szczęśliwy był pomagając ubogim w slumsach. Było jednak kilka okazji, aby się wycofać … Mniejsza z tym – sami przeczytajcie.

W powieści przewijają się tzw. wielkie pytania: Skąd się wzięliśmy i dokąd zmierzamy? Jaki jest cel istnienia? Początkowo czytałem to z wielkim zainteresowaniem. W co wierzą hindusi? Jak sobie tłumaczą te ważne sprawy? Naprawdę staram się czytać takie fragmenty z otwartą głową – aby lepiej w przyszłości rozumieć napotkane osoby. Muszę się jednak przyznać, że w pewnym momencie byłem już bliski by wymięknąć, gdy czytałem w jak bzdurny sposób tłumaczy filozofię życia nauczyciel (ukochany mentor i zarazem szef mafii) naszemu bohaterowi. Nie to abym oczekiwał myśli chrześcijańskiej – nic z tych rzeczy. Ale prezentowana teoria złożoności była naprawdę karkołomną próbą wyjaśnienia czegokolwiek, nie mówiąc już o byciu usprawiedliwieniem dla różnych przestępstw. Naprawdę to co znajduję w Biblii (choć wiem, że wielu nie przekonuje) jest znacznie bardziej przekonywujące w kwestii wielkich pytań.

Tym co jest dla mnie trudne w książkach, których głównymi bohaterami są przestępcy jest to, że zazwyczaj kreowani są właśnie na bohaterów. Również w Shantaram czytelnik ma sympatyzować z ludźmi, którzy de facto powinni siedzieć w więzieniu. Oto najlepszymi przyjaciółmi okazują się mordercy, najbardziej spolegliwi są fałszerze i narkomani. Okazuje się, że w kryzysowej sytuacji przychodzą z pomocą ci, którzy bogacą się krzywdą najuboższych. Mam z tym pewien problem. Po pierwsze – wielokrotnie pojawia się w książce tłumaczenie zła dobrymi pobudkami. Przestępstwo jednak pozostaje przestępstwem jak dla mnie, intencje i okoliczności może mogą być czasem elementem łagodzącym wyrok, ale jednak zasługuje to na potępienie. Książka przemyca nie wprost myśl, że nie zawsze zło jest złem. Po drugie – po przeczytaniu całej historii zacząłem się zastanawiać na ile prawdziwy obraz Indii został odbity w mojej świadomości. Jeżeli autor jest przestępcą, narkomanem i skłania się ku dziwnej filozofii (mimo wielu prawdziwych, naprawdę cennych obserwacji) oraz przyjaźni się z ludźmi mafii – to czy można zaufać mu w opisie tętniącego życiem Bombaju? Pewnie każdy opis (nawet taki na 800 stron) jest wyrywkowy. Warto go uzupełnić inną pozycją o Indiach.

Do kupienia dostępna jest kontynuacja przygód Lina – Cień Góry. Póki co się wstrzymam, ale nie wykluczam, że kiedyś sięgnę i po tę pozycję. Mimo kilku wspomnianych wyżej wad – Shantaram jest świetną książką. Jedną z lepszych jakie w ostatnim czasie czytałem i naprawdę ją polecam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s