Już nigdy nie będzie… takiego serialu / „The Office. Opowieść o kultowym serialu”, Andy Greene [ 148 | 2022 ]

atypowa ocena: 8/10

Choć nie wszyscy w Polsce kojarzą w ogóle „Biuro”, to jednak liczby pozwalają określić ten serial mianem kultowego (i nie jest to zaklinaniem rzeczywistości jak często w takich wypadkach bywa). Fenomen „The Office” polega na tym, że z roku na rok coraz więcej osób decyduje się śledzić losy niewielkiej firmy z Pensylwanii, która handluje papierem. Brzmi nudno? Dokładnie tak jak praca w milionach biur na całym świecie. Może jest coś w tym, że najchętniej śmiejemy się z tego czego się boimy? A może historia Dunder Mifflin jest czymś więcej niż wydaje się na pierwszy rzut oka?

„Biuro cieszy się największą oglądalnością ze wszystkich produkcji na Netfliksie, a na pewno wśród komedii. Netflix prowadzi ranking sezonów poszczególnych seriali telewizyjnych. Na przykład piąty sezon Przyjaciół zajmuje trzynaste miejsce najczęściej oglądanych sezonów na tej platformie. Wśród dwunastu najchętniej oglądanych programów na Netfliksie osiem to sezony Biura.”

FENOMEN RODZĄCY SIĘ W BÓLACH

Gdy telewizja zaczęła ewoluować i przeniosła się na platformy streamingowe, „Biuro” zaczęło przeżywać drugą młodość, wyprzedzając w rankingach popularności sitcomy, w których podkładany śmiech zdaje się być coraz bardziej anachroniczny. Scenarzyści podjęli ryzykowną decyzję, proponując telewidzom coś zupełnie nowego. Coś inteligentnie ironicznego, a jednocześnie mocno mylącego. „The Office” to mockument – fikcja udająca dokument. Przy czym „Biuro” robi to tak dobrze, że wielu odbiorców dość długo nie mogła się połapać w tym czy to żart, czy jednak smutna rzeczywistość?

Rezygnacja ze śmiechów publiczności, które znamy z takich sitcomów jak chociażby wspomniani „Przyjaciele”, sprawiło, że odnalezienie się w tym nowym gatunku, stało się dla wielu tym trudniejsze. Do reżyserowania kolejnych odcinków zatrudniono ludzi z doświadczeniem zdobytym w różnorakich reality show, decydując się na kręcenie z ręki, maksymalnie z dwóch kamer, i robiąc to często „z ukrycia”, np. poprzez żaluzje. Sam początkowo miałem trudność aby przyzwyczaić się do tego wszystkiego co stało się cechami rozpoznawczymi kolejnych mockumentów – tu polecam np. „Parks and Recreation”.

Po pierwszej emisji rozczarowany Greg Daniels wysłał mi e-mail, w którym napisał: „Serial dostał bardzo niskie oceny”. „Moje gratulacje!”, odpisałem. „Testowe oceny widzów [brytyjskiego] Biura były najniższe w historii. Wyrównaliśmy wynik rozgrywek w kręgle dla kobiet, a mimo to nie wprowadziliśmy do serialu absolutnie żadnych zmian. To dobry znak. Wszystko, co innowacyjne, zaniża wynik, ponieważ widzowie uznają, że nie otrzymali tego, czego oczekiwali. Wystawiają produkcji niskie oceny, ponieważ nie zobaczyli serialu, na jaki czekali. Nie możecie się poddać”.

PONAD PÓŁ TYSIĄCA STRON WYWIADÓW!

Andy Greene zrobił wielką rzecz. Napisał (a może słuszniej byłoby napisać – skompilował) reportaż na przeszło pół tysiąca stron, który nie nuży! „Opowieść o kultowym serialu” przeczytałem w kilka dni, i niechętnie ją odkładałem.

Oczywiście ktoś kto nie zna (bądź o zgrozo nie lubi?!) „The Office”, nie powinien sięgać po tę pozycję. Książki opowiadające o serialach stanowią bardzo specyficzną podkategorię literatury. Oceniając reportaż „PRZYJACIELE. Ten o najlepszym serialu na świecie” pokusiłem się o przedstawienie aż trzech ocen, w zależności od tego jak bardzo ktoś jest fanem tamtej nowojorskiej paczki. Tym razem napiszę jedynie, że książka Andy Greena wciągnie każdego, kto dał się wciągnąć w losy pracowników Dunder Mifflin.

Autor wykonał tytaniczną pracę. W pierwszej kolejności zbierając wszelkie dostępne materiały na temat „The Office”. Następnie przeprowadzając setki wywiadów, zasięgając opinii ad fontes na niemalże każdy temat związany z produkcją. Przepytał producentów, scenarzystów, osoby z obsługi oraz oczywiście aktorów. Następnie wszystko to ułożył w logiczną i spójną całość – chapeau bas!

Książka ma swój rytm, a pomiędzy poszczególnymi tematami, które autor uznał za warte poruszenia, zabiera nas za kulisy kluczowych odcinków. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od niedługiego tekstu na temat „Proszonego obiadu”:

„Proszony obiad” nosił tak naprawdę tytuł: „Kto się boi Jan Levison-Gould?”. Na tym budowaliśmy odcinek. Miało to być najgorsze spotkanie na świecie, najbardziej niezręczny obiad, na który szef zaprosił cię do swojego domu.

To po napisaniu tego felietonu w głowie Andy Greena zrodził się pomysł na całą książkę. Podczas lektury dowiecie się mnóstwa szczegółów na temat produkcji, które sprawią, że spojrzycie inaczej nawet na te odcinki, które wydaje się Wam, że świetnie znacie.

No i będziecie mogli zabłysnąć wśród innych fanów „Biura” (albo ich irytować) uświadamiając ich np. że podczas kręcenia odcinka z alarmem pożarowym, to nie Angela rzuca kota na podwieszany sufit – była to kaskaderka w peruce, a w zarejestrowanej sekwencji znajdują się dwa różne koty. Inaczej spojrzycie też na zaręczyny Jima i Pam, wiedząc, że ze względu na przepisy nie można było nakręcić tej sceny na prawdziwej stacji benzynowej. Na potrzeby tej niedługiej (ale jakże ważnej!) sekwencji wybudowano atrapę stacji, oraz zbudowano drogę w kształcie ósemki, żeby samochody mogły przejeżdżać z dużą prędkością w prezentowanym nam kadrze.

Czy to istotne? Oczywiście, że nie. Ale jeśli jesteś fanem „Biura”, po prostu chcesz wiedzieć tego typu rzeczy. W takim wypadku jest to książka dla Ciebie.

TOBY ANDY JEST NAJGORSZY, MICHEAL STEVE JEST NAJLEPSZY

Zebrane przez Andy Greena informacje i cytowane wypowiedzi wielu osób związanych z „Biurem” mogą też wpłynąć na nasze postrzeganie poszczególnych postaci. Nie ukrywam, że niezwykle irytowała mnie w serialu osoba Andy’ego. Jednak po przeczytaniu tylu pozytywnych opinii na temat Eda Helmsa, który wcielił się w jego rolę – ciężko wciąż żywić do tej postaci antypatię. Okazuje się, że po prostu zagrał go najlepiej jak umiał, a czy to jego wina, że jest tak dobrym aktorem?

„Ed Helms: Andy łączył w sobie wszystko, co mnie irytowało w ludziach. Próbowałem przeprowadzić analizę psychologiczną osób, które mnie drażniły, a następnie wyniki tej analizy wykorzystać w tworzeniu Andy’ego. Granie kogoś, kogo się nie lubi, to świetna zabawa. W pewnym sensie wypędzasz własne demony. Oczyszczasz swoją duszę. Wszyscy mamy cechy, których u siebie nie lubimy, drobne rzeczy. Ja je wyolbrzymiam, a następnie przenoszę na Andy’ego. To świetna zabawa i przynosi uczucie oczyszczenia.”

Trzeba Edowi Helmsowi oddać to, że w osobie Andy’ego udało się mu połączyć prawie wszystko to, co mnie irytuje w ludziach!

Najbardziej uszczęśliwiło mnie jednak to, że Steve Carell okazuje się być nie tylko doskonałym aktorem, ale również wspaniałym człowiekiem. To zawsze miłe uczucie, gdy poznanie kogoś lepiej nie przeradza się w festiwal rozczarowań. W tym wypadku im więcej się dowiadujemy na temat odtwórcy roli Michaela Scotta, tym bardziej kibicujemy mu zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Trzeba tu podkreślić, że „The Office. Opowieść o kultowym serialu” to nie jest słodko-pierdząca laurka, gdzie to co trudne jest przemilczane. Bynajmniej! Autor prezentuje (często obok siebie) skrajnie różne spojrzenia na te same kwestie. Okazuje się, że scenarzyści wiele spraw zapamiętali zupełnie inaczej. Ich opinie bywają całkowicie rozbieżne. Jednak w przypadku oceny Steva Carella wszyscy zdają się być zgodni – to świetny facet:

„Steve Carell jest najcudowniejszym i najbardziej profesjonalnym aktorem, a także najwspanialszym człowiekiem, z którym pracowałem przez całą swoją długą i zróżnicowaną karierę. Według mnie nikt nie jest w stanie mu dorównać. Taki był poziom jego profesjonalizmu. Niesamowite było w nim to, że w jednej scenie Michael Scott potrafił być takim dupkiem, że aż skóra cierpła, a za chwilę w kolejnej scenie budził takie współczucie, że oczy robiły się mokre od łez. Serce się krajało na widok tego, że nie potrafił dostrzec własnych wad.”

„Był dżentelmenem w każdym calu. Niesamowicie uprzejmy człowiek. Nie pamiętam, żebym przez niemal dziesięć lat pracy przy serialu chociaż raz usłyszała, jak mówi cokolwiek niemiłego na temat drugiej osoby. Był uprzejmy i przesympatyczny. Nigdy nie pracowałam z kimś takim jak on. Po prostu klasa sama w sobie. Steve był niesamowity.”

CZY WARTO CZYTAĆ KSIĄŻKĘ O SERIALU?

Nie wydłużając już tej recenzji, odpowiem jednym słowem na pytanie jakie możesz sobie zadawać, zastanawiając się czy warto sięgać po książkę, która opowiada o serialu? W tym wypadku – warto. Jeśli „The Office” wpisuje się w Twoją strefę komfortu – jest to książka dla Ciebie. Ja naprawdę uważam, że określenie „Biura” mianem fenomenu nie jest przesadą. Nigdy nie będzie już takiego serialu:

„Creed Bratton: Nie pamiętam, który to był sezon, ale pewnego dnia siedzieliśmy wszyscy na planie i Steve powiedział do nas: „Nigdy nie będzie nam już tak dobrze jak teraz”. Rzucanie ogólnikowych, patetycznych stwierdzeń nie było w jego stylu, ale wtedy zrobił wyjątek. Pomyślałem sobie: „Pewnie ma rację”. I rzeczywiście, miał rację. Już nigdy nie zagramy w takim serialu jak ten. To po prostu niemożliwe.”

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: