CZY JESTEŚMY RAZEM? Katolicyzm okiem protestanta, R.C.Sproul [ 27 | 2021 ]

atypowa ocena: 8/10

Zdarza się, że tytuły książek po które sięgam są bardzo enigmatyczne, niewiele mają wspólnego z treścią, a czasem są wręcz mylące. W przypadku tej pozycji Roberta Charlesa Sproula tytuł dokładnie oddaje jej treść. Autor patrząc na katolicyzm z perspektywy protestanta odpowiada na pytanie: Czy jesteśmy razem? W dobie postępującej sekularyzacji i rozwoju ruchów ekumenicznych pytanie to jest jak najbardziej na czasie, a odpowiedź brzmi: Nie, w kwestiach wiary nie jesteśmy razem. Udawanie, że znikły podziały, które doprowadziły do XVI-wiecznej reformacji byłoby wyrazem wielkiej obłudy.

Tak w największym skrócie można by streścić książkę tego amerykańskiego duchownego i teologa prezbiteriańskiego. Ale nie jest tak, że R.C. Sproul jest po prostu przeciwnikiem ekumenii. Kilkakrotnie podkreśla w swojej książce, że chętnie będzie współpracował z katolikami w różnych inicjatywach. Nie widzi przeciwskazań aby działać wspólnie np. dla dobra lokalnej społeczności. Rozróżnić jednak trzeba przyjacielskie stosunki od deklarowania jedności w kwestiach wiary. Głęboka linia podziału, która tak wyraźnie zarysowała się za czasów Lutra nie zniknęła. Kościół Rzymskokatolicki nie tylko nie zmienił swojego nauczania, ale w wielu kwestiach wręcz je zaostrzył w kolejnych dokumentach wydawanych przez Watykan. W czasach gdy tak bardzo należy dbać o poprawność wypowiedzi, aby nikogo nie urazić, wyartykułowanie głośno opinii, że katolicy i protestanci nie są razem wydaje się być niewłaściwe, żeby nie powiedzieć, że niebezpieczne. Można tak myśleć, ale po co o tym pisać książkę!? Faktycznie „niewygodność” i „niepoprawność” tej pozycji sprawiają, że pomimo pięknego wydania, niełatwo znaleźć ją w ofercie (nawet chrześcijańskich) księgarń.

Gdy na Instagramie pochwaliłem się, że czytam tę książkę jedna z osób zapytała mnie wprost czy autor „jedzie tam po katolikach”? W moim odczuciu zdecydowanie nie! Nie chciałbym czytać książki, która obraża jedną grupę, aby wykazać wyższość drugiej (do której przynależę). Myślę, że dojrzałość polega na tym, że nie boimy się poddać naszej opinii ogniu krytyki odmiennych zdań. Kwestia wiary jest oczywiście dla wielu bardzo osobista i intymna, ale nie oznacza to, że należy unikać pytań o nią. Nikomu z nas nie zaszkodzi odrobina autorefleksji. Książkę bardzo polecam zarówno protestantom jak i katolikom spośród moich znajomych. W sposób bardzo przejrzysty R.C. Sproul pisze o kwestiach, które dotychczas mogły się wydawać dla nas zbyt trudne. Nie powiem, żeby wiele rzeczy w tej książce było dla mnie szczególnie odkrywczych, ale nie miałem też takich oczekiwań. Mam przecież za sobą pięć lat studiów teologicznych. I właśnie te minione lata pozwalają mi docenić prosty język autora. Czytając niejedną książkę czy artykuł nieraz zastanawiałem się czy teolodzy celowo używają tak wyszukanych wyrażeń by zaimponować odbiorcy swoim sznytem, czy może chcą w ten sposób przekazać, że tematy związane z ich profesją leżą daleko poza zdolnościami poznawczymi „zwykłego śmiertelnika”? Sproul pokazuje, że nie musi tak być, a Ewangelia nie jest wcale skomplikowana. Nauczył się w prosty i klarowny sposób przekazywać treści nie tylko pisząc 90 książek, ale również prowadząc wykłady w kilku seminariach teologicznych:

„W seminarium mówiłem często swoim studentom, że doktryna usprawiedliwienia tylko przez wiarę wcale nie jest tak trudna do zrozumienia. Nie wymaga doktoratu z teologii, jest jednak w swojej prostocie jedną z tych prawd Pisma Świętego, którym najtrudniej wniknąć do naszego krwioobiegu. Trudno nam bowiem zrozumieć, że nie możemy nic zrobić, aby zapracować sobie czy zasłużyć na zbawienie lub aby dodać coś do zasług Jezusa Chrystusa – że przed tronem Boga podczas sądu stajemy z pustymi rękami. Musimy po prostu przylgnąć do krzyża Chrystusa i jedynie w Nim położyć naszą ufność. Każdy Kościół, który naucza czego innego niż tej fundamentalnej prawdy, odszedł od Ewangelii”.

R.C. Sproul jest w swojej książce bardzo szczery. Nie ukrywa swoich poglądów, bo przecież w środowisku dał się poznać wcześniej jako czołowy przedstawiciel konserwatywnego ewangelizmu w USA. Nie oznacza to jednak, że o katolikach wypowiada się w sposób obcesowy czy nieuprzejmy. „Czy jesteśmy razem?” to nie paszkwil na papieży, albo próba ośmieszenia katolików przez zarozumiałego protestanta. Po prawdzie w książce tej znalazłem więcej rzetelnych informacji na temat podstaw poglądów Rzymskiego katolicyzmu niż na niejednym wykładzie podczas studiów. Struktura poszczególnych rozdziałów jest podobna, tzn. na koniec każdego z nich znajdziemy „deklaracje katolickie i protestanckie” – są to zazwyczaj cytaty z katechizmu Kościoła Rzymskokatolickiego, fragmenty dokumentów papieskich lub soborowych zestawione z tekstem Westminsterskiego Wyznania Wiary (powstałego z inicjatywy purytan w Londynie w 1646 roku).

Nawet jeśli ktoś nie zgadza się z poglądami autora książki, ma możliwość za sprawą tej pozycji niejako udać się do źródeł – wciąż obowiązujących dokumentów w tych dwóch chrześcijańskich obozach. Nawet bez komentarza R.C. Sproula wyraźnie widać, że nie jesteśmy razem w wielu podstawowych kwestiach.

Autor nie zajmuje się wszystkimi różnicami między katolikami i protestantami. Nie taki jest zamysł książki. Ma ona raptem około 200 stron, a i tak jest to objętość dość mocno „nadmuchana” poprzez spore marginesy i interlinię w tekście. R.C. Sproul decyduje się poruszyć w pierwszej kolejności podstawowe przyczyny niezgody między tymi dwoma obozami – chodzi o  podejście do Pisma Świętego i nauki o usprawiedliwieniu. Wszelkie dalsze różnice wynikają właśnie z różnego rozumienia roli Biblii oraz doktryny o usprawiedliwieniu. Nic w tej kwestii nie zmieniło się od czasów reformacji – dlatego nie jesteśmy razem.

„XVI-wieczna niezgoda co do autorytetu i kanonu Pisma istnieje zatem do dzisiaj, stanowiąc barierę nie do przejścia w zjednoczeniu protestantów z Rzymem. Jeśli protestanci i katolicy zgodziliby się, że istnieje tylko jedno źródło objawienia, Pismo Święte (bez apokryficznych ksiąg w Biblii rzymskokatolickiej), to moglibyśmy zasiąść do dyskusji na temat znaczenia tekstów biblijnych. Jednak już od Soboru Trydenckiego wszelkie próby dyskusji protestantów i katolików na temat Biblii obracały się wniwecz ze względu na encykliki papieskie lub orzeczenia soborów.
Ze sporem dotyczącym Pisma Świętego i autorytety wiąże się spór wokół protestanckiej doktryny prywatnej interpretacji Pisma, według której każdy chrześcijanin ma prawo samodzielnie interpretować Biblię. Jednakże „prawo” to nie pozwala interpretować Pisma błędnie – przed Bogiem nie mamy bowiem prawa być w błędzie. Prawu do interpretacji towarzyszy obowiązek poprawnego interpretowania Biblii. Nie wolno sprowadzać jej do roli kawałka gliny, który można dowolnie kształtować, tak wypaczając jej treść, by pasowała do naszych założeń.
W odpowiedzi na protestancką doktrynę prywatnej interpretacji Pisma ogłoszono na czwartej sesji Soboru Trydenckiego, iż:
„[…] dla poskromienia lekkomyślności myślenia [sobór] postanawia, aby nikt w oparciu o własne sądy dotyczące wiary i moralności, należące do gmachu nauki chrześcijańskiej, nie dostosowywał Pisma Świętego do swoich opinii, wbrew rozumieniu, które utrzymywała i utrzymuje święta Matka Kościół. Do niego należy podawanie prawdziwego sensu i wyjaśnianie Pisma Świętego”.
Innymi słowy, na Soborze Trydenckim ogłoszono, że rzymskokatolicka interpretacja Pisma jest jedyną prawdziwą. Gdy zatem protestant przedstawia interpretację biblijną, która różni się od oficjalnej interpretacji Kościoła rzymskokatolickiego, dalsza rozmowa jest z gruntu bezcelowa – wedle nauczania katolickiego interpretacja protestancka jest błędna. Tradycję Kościoła traktuje się tutaj jako świętą i nienaruszalną.”

„Jeśli zapytać protestanta o różnicę pomiędzy protestantyzmem a katolicyzmem, powie zazwyczaj: „Wierzymy, że usprawiedliwienie następuje przez wiarę, a katolicy mówią, że przez uczynki. My wierzymy, że z łaski, a katolicy – że przez zasługi. Wierzymy, że przez Chrystusa, a katolicy – że przez własną sprawiedliwość”.
To są ciężkie oszczerstwa przeciwko Kościołowi rzymskokatolickiemu. Od XVI wieku aż do dzisiaj jego nauka stanowi bowiem, że usprawiedliwienie wymaga wiary, łaski Boga i dzieła Jezusa Chrystusa. Spór powstał, ponieważ protestanci twierdzili, że usprawiedliwienie następuje jedynie z wiary, katolicy zaś – że usprawiedliwienie wymaga wiary i uczynków, łaski i zasług, Chrystusa i własnej sprawiedliwości. To owe „i” stały się problematyczne w XVI wieku, zwłaszcza gdy dotyczyły uczynków zadośćuczynienia, a więc części sakramentu pokuty.”

„Dla zobrazowania XVI-wiecznej dyskusji przedstawię ją w formie równań matematycznych. Rzymskokatolicki pogląd wyrażony byłby następująco: wiara + uczynki = usprawiedliwienie. Protestancki pogląd, który – jak wierzę – jest poglądem biblijnym, wyglądałby tak: wiara = usprawiedliwienie + uczynki. Reformatorzy umieścili uczynki po drugiej stronie równania, naprzeciwko wiary, ponieważ nie dodają one absolutnie nic do podstawy naszego usprawiedliwienia. Innymi słowy, Bóg nie ogłasza nas sprawiedliwymi z powodu jakichkolwiek uczynków. To, że otrzymujemy dar usprawiedliwienia, dzieje się jedynie przez wiarę.”

W kolejnych rozdziałach R.C. Sproul wyjaśnia różnice między katolikami a protestantami w rozumieniu nauki o Kościele oraz pisze o sakramentach. Poświęcił także rozdział papiestwu oraz Maryji. Oczywiście jest to ogólny zarys tych kwestii, ale przedstawiony w oparciu o dokumenty tych dwóch odłamów chrześcijaństwa, które ze względu na opisane różnice nie mogą być razem w kwestiach wiary. Wyrazy uznania należą się autorowi, że nawet pojawiające się od czasu do czasu łacińskie formuły jest w stanie przybliżyć w zrozumiały sposób nawet czytelnikowi, który jest laikiem w dziedzinie dogmatyki. Poniżej cytat dotyczący odpustów, które to stały się bezpośrednim bodźcem do sformułowania przez Lutra 95 tez w 1517 roku:

„Gdy w Kościele wybucha teologiczna kontrowersja, to zazwyczaj zaczyna się ona od debaty nad konkretną praktyką Kościoła. W czasach Reformacji praktyką tą była sprzedaż odpustów.
Czym jest odpust? Podstawowym znaczeniem odpustu jest przekazanie zasługi. Chcąc osiągnąć niebo, człowiek musi posiadać wystarczającą zasługę. Jeżeli jednak umiera pozbawiony dostatecznej zasługi, która pozwoliłaby mu dostać się do nieba, to (w nauczaniu rzymskokatolickim) trafia do czyśćca, miejsca oczyszczenia. Czyścieć nie jest piekłem, lecz miejscem, w którym człowiek otrzymuje płynące z miłości, uświęcające karcenie. Dzięki temu karceniu uzyskuje on wystarczającą sprawiedliwość – innymi słowy, nabywa wystarczającej zasługi, by dostać się do nieba. W czyśćcu człowiek może spędzić pięć minut albo tysiące lat – w zależności od tego, jak bardzo brakowało mu zasługi, gdy tam trafił.
Teologowie rzymskokatoliccy doszli w pewnym momencie do przekonania, iż Kościół rzymski posiada władzę udzielania zasługi osobom, którym jej brakuje, dzięki czemu skróci się czas ich pobytu w czyśćcu. Skąd Kościół bierze tę zasługę? Mówi się, że pochodzi ona z uczynków nadmiarowych, to jest czynów o większej zasłudze, niż wymagałby Bóg – takich jak śmierć męczennika albo życie nacechowane poświęceniem. Takich czynów dokonywali święci, a nadmiar zasług pochodzących z takich czynów tworzy skarbiec zasług, z którego Kościół może czerpać, by udzielić odpustu osobie przebywającej w czyśćcu.
W moim przekonaniu żadna z doktryn Kościoła rzymskokatolickiego nie jest równie odpychająca dla protestantów jak koncepcja skarbca zasług. Człowiek wierzący w usprawiedliwienie z samej wiary patrzy na taki pogląd z ubolewaniem przede wszystkim dlatego, że protestanci również wierzą w skarbiec zasług, nieskończony i niewyczerpany – wypełniony wyłącznie zasługą Syna Bożego. Kwestia sporna dotycząca odpustów sprowadza się tym samym do zagadnienia wystarczalności zasługi samego Chrystusa, która pozwala odkupić człowieka. Według nauczania protestanckiego usprawiedliwienie odbywa się na podstawie zasługi Chrystusa przypisanej Jego ludowi, według kościoła rzymskiego zaś – nigdy nie osiągniemy ostatecznego zbawienia, jeśli wpierw nie posiądziemy wystarczającej zasługi własnej.”

Książkę oceniam wysoko ponieważ dawno nie czytałem pozycji, która teologiczne kwestie przedstawia w tak przejrzysty i przystępny sposób. Szczególnie polecam protestantom, którzy dzięki niej lepiej zrozumieją stanowisko katolików. Katolikom oczywiście też polecam lekturę, aby lepiej zrozumieli pogląd protestancki. Towarzyszy mi jednak obawa, że niewielu się na to zdecyduje ze względu na dość jasno artykułowane przez autora stanowisko co do tego, które poglądy w jego przekonaniu są słuszne. Jestem jednak przekonany, że wszyscy skorzystalibyśmy na tym, gdybyśmy uczyli się wzajemnie słuchać tego co mamy do powiedzenia. Zgadzam się z tezą książki, że nie jesteśmy razem. Nie powinno się to jednak równać z brakiem wzajemnego szacunku i dążenia do lepszego zrozumienia w spokojnym dialogu. Rozmawiajmy o wierze albo niewierze. W końcu ateizm też jest formą wiary. Wiary w to, że Bóg nie istnieje…

Jedna odpowiedź na “CZY JESTEŚMY RAZEM? Katolicyzm okiem protestanta, R.C.Sproul [ 27 | 2021 ]”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s