Szczęśliwy los (W siedlisku, tom 1), Małgorzata Starosta [ 57 | 2021 ]

atypowa ocena: 7/10

Cieszy mnie fakt, że na polskim rynku wydawniczym pojawia się ostatnio coraz więcej komedii kryminalnych. Jest to gatunek pełen groteski, gdzie zdecydowanie mniejszą wagę poświęca się opisom zbrodni i (kolokwialnie rzecz ujmując) trupom. Nie jest to zatem książka dla tych, którzy nocami oglądając seriale o medycynie sądowej i oczekują pełnego realizmu opisu miejsca zbrodni czy też ciała. „Szczęśliwemu losowi” Małgorzaty Starosty zdecydowanie bliżej do realizmu magicznego. Również czytelnicy, którzy lubią gdy trup się gęsto ścieli, też niekoniecznie będą usatysfakcjonowani, gdyż raptem dwa ciała na blisko 400 stron nie daje nam imponującego ratio.  Jeśli te informacje was nie zmartwiły, a lubicie intrygi i ucieszył was fakt, że „Ranczo” trafiło jakiś czas temu na Netflixa – prawdopodobnie „Szczęśliwy los” bardzo się wam spodoba.

Jest to pierwszy tom historii, której akcja toczy się w Babiborze Podlaskim. To fikcyjna wioska, których znajdziecie wiele na Suwalszczyźnie. Autorka upodobała sobie ten rejon polski, a trzeba przyznać, że jest to wybór jak najbardziej trafiony. Podlasie jest ponadprzeciętnie urokliwe i przynajmniej tak samo wdzięczne dla gatunku komedii kryminalnej.

„Szczęśliwy los” oceniam wyżej za elementy komedii niż kryminału. Naprawdę kilkakrotnie proza Małgorzaty Starosty mnie rozbawiła, a jeszcze większym plusem jest to, że nie przypominam sobie aby mnie zażenowała. Tak, mnie, który wciąż ogląda „Na wspólnej” potrafią jeszcze żenować niektóre żarty. To był mój główny zarzut do serii o Zofii Wilkońskiej autorstwa Jacka Galińskiego. W „Kratki się pani odbiły” naprawdę byłem zażenowany niektórymi żartami, a książka coraz bardziej przypominała mi po prostu zbiór gagów. W przypadku „Szczęśliwego losu” było inaczej i w moim odczuciu zabawniej – ale poczucie humoru nie podlega wartościowaniu, i możecie mieć zupełnie inne zdanie w tej kwestii niż ja.

Jeśli chodzi o sam wątek kryminalny, to jest dość klasycznie – szybko pojawia się trup z nożem sterczącym z klatki piersiowej. Niedługo później pojawia się kolejne ciało, i możemy bawić się w zgadywanie „kto i dlaczego?”. Nie będę pisał więcej o fabule, żeby nie psuć wam przyjemności z jej odkrywania. Powiem jedynie, że autorka nie ukrywa swojej sympatii do mistrzyni kryminału, Agathy Christie.  Jeśli chodzi o sam klimat książki, to dla mnie stanowi on swoiste połączenie Stars Hollow z Wilkowyjami. Cztery przyjaciółki, od lat szkolnych marzyły o założeniu pensjonatu nad jeziorem. Po tym jak trafiają „szóstkę” w totolotka mogą przystąpić do wdrożenia tego planu w życie. Postanawiają opuścić rodzinną Łódź i rozpocząć nowe życie w Babiborze Podlaskim. Opis zebrania sołectwa jaki znajdziemy w jednych z rozdziałów „Szczęśliwego losu” przywiódł mi na myśl zebrania, które odbywały się w „Gilmore Girls” (dla tych co oglądali na TVN7 po szkole – mowa o „Kochanych kłopotach”). To wszystko podaje nam jednak autorka w wydaniu znacznie bardziej przaśnym (z domieszką ludowych guseł). Nie ukrywam, że czytając o wydarzeniach mających miejsce w wiejskim sklepie, w mojej głowie widziałem kadry z „Rancza”. Nie mówię tego jako zarzut! Gdy jestem chory i nie mam sił na nic „ambitniejszego” to chętnie kuruję się odcinkiem przygód wójta i księdza. Również „Szczęśliwy los” to lektura, którą polecam tym, którzy mają ochotę na coś „lżejszego” (nie musicie być chorzy, aby czytać Małgorzatę Starostę, żeby było to jasne).

Książka jest dość długa. To blisko 400 stron pełnych tekstu. I gdy piszę, że strony są pełne tekstu, to naprawdę mam to na myśli. Ciężko znaleźć wytchnienie dla oczu (pozdrawiam czytelników Ogrodu” Hiroko Oyamady), bo nawet kolejne rozdziały (a jest ich 70!) nie zaczynają się od nowej kartki. Wydawnictwo bardzo poważnie potraktowało trend zero waste i postanowiło zadrukować całą przestrzeń. Jako, że ostatnio czytałem „Później” Stephena Kinga, które było wyjątkowo nadmuchaną książką, musiałem się przyzwyczaić do tego, że „w siedlisku” rozgoszczę się nieco dłużej na każdej stronie. Choć autorka umie pisać i budować napięcie, to kilkakrotnie czekałem na to, że akcja szybciej posunie się naprzód. Kilka wątków mogłoby być mniej rozbudowanych, bez większej straty dla treści książki, ale możliwe, że to przygotowanie gruntu pod kolejne tomy.

Jako, że z każdą przeczytaną książką robię się coraz bardziej wybrednym czytelnikiem, to na koniec zwrócę uwagę na jedyna rzecz, która zaczęła mnie irytować w „Szczęśliwym losie”. Małgorzata Starosta regularnie używa tych samych określeń głównych bohaterek. Zamiast używać po prostu ich imion (Ala, Basia, Lilka i Julka) wielokrotnie stosuje te same, powtarzające się opisy: „seksowna okularnica”, „blond ślicznotka”, „czarnowłosa piękność”, „filigranowa artystka”, „sobowtór Lindy Evangelisty”. Nie jest to oczywiście wielki zarzut, raczej drobna rysa.  

„Szczęśliwy los” mi się podobał, bo lubię zarówno kryminały jak i dobre komedie. Z przyjemnością za jakiś czas wrócę do Babiboru Podlaskiego, aby dowiedzieć się czy w siedlisku pojawi się kolejne ciało. Choć to bardzo spokojna wioska, to pod skórą czuję, że krew się jeszcze poleje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: