Oferta nielimitowanej radości

Rozmyślając w ostatnim czasie o osobie Jezusa Chrystusa, zadałem sobie dość nietypowe pytanie: Czy był On radosnym człowiekiem? Jak myślisz? Z ewangelii dowiadujemy się sporo o życiu Jezusa, zwłaszcza o czasie Jego około trzyletniej, publicznej służby, gdy zwiastował o nadchodzącym Królestwie Bożym. Czy daje nam się poznać jako człowiek wypełniony radością?

Zanim odpowiemy na to pytanie, należy jednak sprecyzować, jak rozumiemy radość. Okazuje się, że powszechne rozumienie nie jest spójne z tym jak definiuje to słowo Pismo Święte. Nawet definicja jaką znajdziemy w Słowniku Języka Polskiego okazuje się nie tylko płytka, ale wręcz błędna: „Radość to uczucie zadowolenia, wesołości; wesoły nastrój, rozradowanie”. W Internecie znajdziemy zatrzęsienie najróżniejszych definicji radości oraz artykułów na jej temat. Wszystkie na jakie natrafiłem mówią, że radość to stan emocjonalny. Wszystkie też wiążą radość z tym co odczuwamy. Czy słusznie?

Czytaj dalej „Oferta nielimitowanej radości”

Dziwne kryteria wyboru

Każdy z nas staje w życiu przed rozmaitymi wyborami. Dokonując ich przyjmujemy różne kryteria, ale jedno nas łączy – staramy się wybierać jak najlepiej. Nie znam chyba nikogo kto mając możliwość wyboru i czas na zastanowienie – decydowałby się na gorszą dla siebie opcję. Chcemy mieć to co najlepsze! Zwróć uwagę, że na tym bazuje większość docierających do nas reklam. W obecnych czasach znajdziemy w Internecie szereg stron, które pomogą nam wybrać np. najlepszy sprzęt muzyczny albo hotel na spędzenie urlopu w zależności od tego jakim budżetem dysponujemy. Wystarczy zaznaczyć jakie opcje są dla nas istotne i ile możemy przeznaczyć na daną rzecz pieniędzy, a chwilę później możemy sortować wyniki poczynając od tych najwyżej ocenianych. Ja w ten sposób dokonuję aktualnie większości zakupów, ponieważ chcę to co najlepsze.

To, że chcemy tego co najlepsze nie ogranicza się jednak tylko do rzeczy czy usług, za które możemy zapłacić. Przypomina mi się początek prawie każdej lekcji WF-u, gdy z kantorka wyłaniał się nasz wuefista z piłką pod pachą. Wskazywał palcem dwóch chłopaków, którzy będą kapitanami, a następnie to oni dokonywali wyboru drużyn. Nawet w tych dawnych latach każdy chciał wybrać najlepszych, nieraz odsuwając na bok swoje sympatie czy antypatie. Nie trzeba nawet pisać o tym, że nikt też naturalnie nie chciał być wybierany na samym końcu – bo w niewypowiedziany sposób naznaczało to piętnem bycia niechcianym czy też najmniej przydatnym.

Żyję już przeszło 30 lat i widzę, że to szkolne doświadczenie wybierania drużyn było jedynie preludium do tego co czekało mnie w dorosłości. Chcemy grać w najlepszej drużynie, bo chcemy aby nasze życie było pasmem zwycięstw. Dlatego staramy się najmądrzej jak to tylko możliwe dobierać sobie przyjaciół, a także partnerów życiowych. Sami też dbamy o swój rozwój, aby inni chcieli wybrać nas. Pamiętam gdy jako kierownik prowadziłem kilka rekrutacji. Długo przeglądałem CV przesłane przez kandydatów, a także uważnie się im przyglądałem podczas rozmowy o pracę i przygotowanych zadań – chciałem wybrać najlepiej. Chciałem budować mocny zespół. Przyzwyczajeni do tego, że możemy w tylu sferach wybierać – frustrujemy się gdy jesteśmy pozbawieni takiej możliwości. Może dlatego obok siebie funkcjonują dwa powiedzenia dotyczące rodziny: „Rodziny się nie wybiera” i „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”.

Czytaj dalej „Dziwne kryteria wyboru”

Czy jeszcze będzie lepiej?

  • W Bogu znajdujemy obietnicę, że będzie lepiej. Ale nie koniecznie tutaj i nie dla każdego!
  • Oderwij swoje serce od tego świata, inwestuj w przyszłość, zwróć swój wzrok na nagrodę!
  • Szczerze ufający Bogu mogą mieć pewność, że jeszcze będzie lepiej. Pozostali powinni dowiedzieć się od nich o takiej możliwości i zobaczyć tę wypełnioną pewnością nadzieję.

Nadzieja umiera ostatnia. W tym powiedzeniu kryje się wiele prawdy. Jako ludzie, by przetrwać najtrudniejsze chwile potrzebujemy mieć nadzieję, że jednak będzie lepiej.  Żyjemy aktualnie w dość dziwnym, dla wielu bardzo trudnym, przepełnionym niepewnością czasie. Ludzie pragną usłyszeć szczere zapewnienie, że będzie dobrze. Chcą w to wierzyć… Bo to nadzieja daje siły by przetrwać. Gdy umiera – przychodzi apatia i rozpacz…

My Polacy, poza może kilkoma przywarami, mamy też takie dobre cechy, jak na przykład to, że przez różne trudności (o ile akurat nie walczymy sami ze sobą) potrafimy przejść z pieśnią na ustach. Jeśli wierzyć Sienkiewiczowi – to pod Grunwaldem zagrzewaliśmy się do walki Bogurodzicą. A i później można zauważyć, że gdy jest źle (albo przynajmniej nie najlepiej) różni twórcy, pieśniarze, artyści tworzyli pieśni, piosenki albo po prostu protest-songi, które miały pokrzepić znękany naród.

Czesław Niemen widział, że dziwny jest ten świat. Ale jednocześnie przekonywał nas o swojej wierze, że ludzi dobrej woli jest więcej – i ten świat, nie zginie dzięki nim! Słowa wyśpiewywane przez Jacka Kaczmarskiego stały się niejako soundtrackiem przemian w latach 80-tych. Serce rosło gdy z ust wydobywało się: „a mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat”. Również w tym dziwnym, 2020 roku nowe życie zyskał przebój zespołu Tilt z lat 80-tych. Jak refren w mediach społecznościowych pojawia się refren utworu „Jeszcze będzie przepięknie”:

Jeszcze będzie przepięknie

Jeszcze będzie normalnie

Słowa te stały się niejako mottem wielu Polaków w okresie początków pandemii koronawirusa, gdy dotknęły nas pierwsze obostrzenia. Od wiosny hasztagi: #jeszczebędzieprzepięknie #jeszczebędzienormalnie nie tracą popularności. Mówi to co nieco o naszej naturze – staramy się pocieszać zmartwionych i sami takiego pocieszenia poszukujemy. Nie chcę tego oceniać jako dobre albo złe – tak po prostu jest. Pocieszamy się wzajemnie słowami: „Zobaczysz, jeszcze będzie lepiej!” , „Przeczekaj to, a na pewno będzie dobrze.”, „Zawsze po deszczu wychodzi słońce”. Ja sam niejednokrotnie używałem dokładnie tych zwrotów, w dobrej wierze, i z wiarą, że naprawdę jeszcze będzie lepiej… Ale właściwie – Czy jeszcze będzie lepiej?!

Czytaj dalej „Czy jeszcze będzie lepiej?”

Poważna walka

Gdy myślimy o Jezusie, zazwyczaj wyobrażamy sobie Jego pełne miłości spojrzenie, łagodne odpowiedzi na trudne pytania i wiele wyrozumiałości dla rozmówców. Dlatego wydaje się, że również Jego naśladowcy powinni być zupełnie pokojowo nastawieni do świata. Słyszałem niejedno świadectwo o tym, jak ludzie odnaleźli spokój, gdy zawierzyli życie Chrystusowi. Ich pełne złości i agresji usposobienie zostało całkowicie przemienione. Ale czy chrześcijanie są powołani do tego, by być uśmiechającymi się do wszystkich pacyfistami? Uważna lektura Pisma Świętego nie pozwala utrzymać takiego poglądu. Jeśli słowa Jezusa rzeczywiście wpływają na to jak postrzegamy i rozumiemy to co dzieje się w świecie – musimy przyznać, że trwa wojna:

Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść ziemi pokój. Przynoszę nie pokój, ale miecz. (Mateusza 10:34 SNP)

Blisko dwa tysiące lat później, żyjąc w rozwiniętym kraju, w którym od kilku dekad cieszymy się pokojem, można zacząć się zastanawiać nad aktualnością tych słów Jezusa. Dziękujemy przecież Bogu w modlitwach za to, że swobodnie możemy się spotykać w kościele. Nikt nas nie prześladuje z powodu naszej wiary. Nie wsadzają nas do więzień ze względu na głoszenie Dobrej Nowiny. Jednak niech te błogosławieństwa nie uśpią naszej czujności. Nieprzerwanie trwa duchowa wojna, i walka ta będzie trwać aż do czasu ostatecznego zwycięstwa Jezusa gdy powróci w chwale aby osądzić ten świat!

Czytaj dalej „Poważna walka”

Tajemnica obfitego owocowania

„To, co było, znów będzie, co robiono, znów będą robić — i nie ma nic nowego pod słońcem. Czy jest jakaś sprawa, o której można by powiedzieć: Proszę, to coś nowego? Rzecz w tym, że miało to miejsce już wcześniej, w czasach, które nas poprzedzały”. Kzn 1,9-10

Mówi się, że historia toczy się kołem. Bo pewne zmiany są cykliczne, jak chociażby wciąż zmieniające się pory roku. Pewne sprawy wydaje się, że odchodzą w niepamięć, ale później jednak wracają. Jak ktoś uważniej bada historie, to może dostrzec pewne prawidłowości, które się cyklicznie powtarzają.

Ale dzieje to nie tyle koło. Nasze życie na ziemi ma swój początek i koniec. I w tym porządku jest odpowiedni czas na różne sprawy, które przemijają bezpowrotnie. Przez pierwsze lata życia chłopcy mają raczej wyrobione zdanie na temat towarzystwa dziewczynek – często wolą bawić się w swoim gronie. Przychodzi jednak czas, że zupełnie tracą głowę by spędzić choć chwilę w towarzystwie tej wybranej – przychodzi czas na miłość. W naszym życiu jest czas na naukę. Dalej przychodzi czas pracy, a jak doczekamy – czas emerytury i bawienia wnuków:

„Wszystko ma swój czas. Na każdą sprawę pod niebem przychodzi kiedyś pora: Jest czas rodzenia i czas umierania; jest czas sadzenia i czas zbiorów. Jest czas ranienia i czas leczenia (…) Jest czas miłości i czas nienawiści; jest czas wojny i czas pokoju”. Kzn 3,1-8

Choć jednostkowo jesteśmy na różnych etapach życia, to pamiętajmy, że jednocześnie wszyscy współdzielimy pewien bardzo konkretny czas, w którym przyszło nam żyć. Bo dzieje świata – one też mają swój początek i koniec. Bóg zadecydował, że przyszło nam żyć niemalże u końca dziejów!

To już najwyższy czas by zacząć wydawać dobry owoc w naszym życiu!

Czytaj dalej „Tajemnica obfitego owocowania”

Ale czy fale hejtu go nie zaleją?

Są fragmenty Pisma Świętego, które cytujemy chętniej od innych. Niewątpliwie należy do nich zapewnienie Jezusa skierowane do Piotra, dotyczące trwałości Kościoła:

A Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mt 16,18 BW).

Bez dwóch zdań – to prawda. Mija blisko 2000 lat od dnia zesłania Ducha Świętego, który można uznać za początek Kościoła Jezusa Chrystusa. Przez ten czas praktycznie wszystko uległo zmianie, ale Ewangelia wciąż jest głoszona. Wydarzyło się wiele złego na przestrzeni wieków. Chrześcijanie byli i są prześladowani. Trzeba być szczerym i przyznać, że również ci, którzy mieli Boga na ustach, dokonali wielkich zbrodni. Mimo to – bramy piekielne nie przemogły prawdziwego Kościoła.

Można by zadać pytanie – czy Kościół z tych różnych opresji, które go nie pokonały, wyszedł osłabiony czy wzmocniony? W odpowiedzi moglibyśmy jednak usłyszeć, że to już zależy od tego, który Kościół konkretnie mamy na myśli. Część kościołów chrześcijańskich przecież znikła. Wielu historycznym kościołom zarzuca się, że są martwe. Powstaje jednak wciąż wiele nowych kościołów chrześcijańskich. Jedne ogłaszają przebudzenie, gdy inne milkną. Jedne dążą do porozumienia ponad podziałami, inne mają charakter separatystyczny. Jedne drugim odmawiają prawa nazywania się Kościołem, roszcząc sobie prawo do bycia jedynym, prawdziwym, powszechnym kościołem. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jak to współgra z cytowanym zapewnieniem Jezusa Chrystusa?

Czytaj dalej „Ale czy fale hejtu go nie zaleją?”

Ta dobra izolacja …

Izolacja w ostatnich tygodniach wkroczyła na salony, zamykając większość z nich –  i nie chodzi tylko o salony fryzjerskie.

Są takie słowa, których nie używaliśmy zbyt często przed wprowadzeniem pandemii i do nich zalicza się właśnie izolacja. Przez to co się dzieje (lub sądzimy, że się dzieje) – źle się te słowa kojarzą. Gdy wypowiemy na głos słowo „izolacja” nie brzmi ono przyjemnie. W moich uszach brzmi ono tak zimno, technicznie, beznamiętnie.

Wielu zostało ostatnio zmuszonych do izolacji i nie chodzi bynajmniej tylko o osoby poddane kwarantannie. Każdego z nas w mniejszym lub większym stopniu dotknęła izolacja, oddzielenie od naszej naturalnej codzienności. Wielu pracuje aktualnie z domu, a niektórzy zastanawiają się czy będą w ogóle mieli możliwość wrócić do dawnej pracy. Trzeba nam było zrezygnować z niektórych nawyków, oraz wyrobić sobie nowe (wciąż zapominam zabrać ze sobą maseczki wychodząc z domu). Rodzice dzieci w wieku szkolnym muszą przypomnieć sobie podstawy matematyki, a dziadkowie znaleźć sposób by nie uschnąć z tęsknoty za wnukami.

Czy izolacja jest taka zła jak brzmi? Czy słusznie dominują pejoratywne skojarzenia?  Słownik języka polskiego definiuję izolację jako: „bycie w odosobnieniu, bycie poza oddziaływaniem otoczenia; alienacja, odosobnienie, odseparowanie;” oraz po prostu:  „oddzielenie danego ciała fizycznego od otoczenia warstwą specjalnie przystosowanego materiału”.

            Im więcej myślę nad izolacją, tym bardziej jestem przekonany, że może być ona dobra, a  czasem jest nawet potrzebna. Uzmysławiają mi to proste obserwacje. Bo na przykład, jeśli budujemy dom, a nie ma on odpowiednio zaizolowanych fundamentów – prędzej czy później będziemy mieli nie tylko dom, ale również spory problem. Jako samozwańczy elektryk bez większego doświadczenia uważam, że jednym z ważniejszych elementów w przyborniku adepta nauk elektrycznych jest taśma izolacyjna. Po tym jak kilkakrotnie poraził mnie prąd – dla bezpieczeństwa izoluję wszystkie kable. Choć wiem, że nie jest to konieczne, wiem też, że to nie zaszkodzi. Izolujemy się przed niebezpieczeństwem utraty zdrowia i życia. Nawet wyciągając na zimę kurtkę z szafy tak naprawdę robimy to dbając o odpowiednią izolację od warunków, które mogłyby położyć nas do łóżka.

            Z kolei Państwo dba o to by izolować od społeczeństwa tzw. element. Policja i sądy dążą do tego by odseparować od reszty tych, którzy są niebezpieczni. Robi się to, by zgodnie z definicją izolacji – byli poza oddziaływaniem społeczeństwa. Są dwa powody tych działań. By osadzeni nie mieli negatywnego wpływu na wydarzenia na mieście – to jedno. Ale drugie – równie ważne – to konieczny warunek by myśleć o jakiejkolwiek resocjalizacji.

Czy można przywrócić społeczeństwu np. złodzieja, jeśli do obiadu zasiada z paserami w dziupli? Można mu wkładać do głowy jak będzie się wspaniale czuł kiedy po miesiącach uczciwej pracy kupi sobie używane cinquecento w gazie. Ale nasze wysiłki spełzną na niczym, kiedy jego koledzy nie przejmujący się tym, że trzeba o 5:30 wstać aby się uszykować do pracy będą jeździć np. mustangami.

Podobnie jest z uzależnionymi. W odwyk wpisana jest izolacja. Czy ktoś posłałby na taki odwyk alkoholika, gdzie codziennie od 8 do 18 trwają zajęcia na temat szkodliwości alkoholu, a po 18 wszyscy idą na piwko?

Jakiś czas temu czytałem o straszliwym uzależnieniu od Internetu wśród nastolatków w Niemczech. Powstały tam pierwsze ośrodki odwykowe. Jaki byłby sens takiego ośrodka, gdyby „obozowicze” mogli zatrzymać swoje smartfony z dostępem do otwartej sieci wi-fi? Choć izolacja od Internetu wydaje im się początkowo nieludzka, to jest konieczna by nauczyć na nowo żyć tą młodzież. By zrozumieli, że można funkcjonować (i to całkiem nieźle) bez bycia w sieci.

Trwała zmiana wymaga izolacji!

Izolacja jest sprzyjającym warunkiem by zrodziły się w naszym życiu rzeczy dobre. Sprzyjającym nie oznacza jednak, że wystarczającym. Nie jest tak, że wystarczy się odizolować i wtedy życie danej osoby magicznie się uzdrowi. Gdyby tak było to w więzieniu po prostu wszystkie cele byłyby „jedynkami”. A w szpitalach psychiatrycznych z automatu każdy by trafiał do izolatki, aż wszytko znów będzie dobrze.

Tak jak roślinie nie wystarczy dać gleby do doniczki, ale warto też ustawić gdzieś z dostępem do słońca, i warto ją czasem podlać, a może i dokarmić od czasu do czasu. Żaden element sam w sobie nie daje jej szans by zakwitła, ale odpowiednia ich kombinacja i troskliwa ręka – już owszem.

Te produkowane przeze mnie mądrości nie są zakorzenione li tylko w obserwacji społeczeństwa czy przyrody. One mają solidne podstawy w historiach, które znajdujemy na kartach Pisma Świętego. Przyglądając się uważnie życiu wielu bohaterów wiary zauważymy, że izolacja stała u podstaw ich przemiany. Izolacja poprzedzała podjęcie ważnych decyzji bądź rozpoczęcie służby w innym wymiarze niż dotychczasowy. I nawet nie jest tu kluczowe czy owa izolacja była z inicjatywy oddolnej czy też przymusowa, poprzez zakucie w dyby.

Podstawą tego rozważania jest jeden z moich ulubionych wersetów Biblii: A wiemy, że kochającym Boga, to jest tym, którzy są powołani zgodnie z Jego planem, wszystko służy ku dobremu (Rz 8,28).

To obietnica, skierowana do tych, którzy kochają Boga. Pytanie brzmi czy rzeczywiście wiemy to jak stwierdza apostoł Paweł? Wszystko służy ku dobremu. Nie część doświadczeń i nie większość tego co przeżywamy, ale wszystko. Jestem przekonany, że wlicza się w to również spotykająca nas izolacja. „Niewzruszenie trzymajmy się nadziei, którą wyznajemy, gdyż Ten, który złożył obietnicę, jest wierny (Hbr 10,23)”.

Ku czemu dobremu może posłużyć izolacja tym, którzy kochają Boga?

1. Bóg preferuje szept w osobistej komunikacji

Izolacja sprzyja temu byśmy mogli słyszeć jak Bóg przemawia do nas. On może zrobić to oczywiście w taki sposób, że usłyszy to cały świat, ale … będzie znacznie lepiej jeśli nie będzie musiał podnosić głosu.

W 1 Księdze Królewskiej znajdujemy ciekawa historię Eliasza. Po tym jak rozprawił się na górze Karmel z prorokami Baala, dostał on informację od Izebel, że postara się go zabić nim upłynie doba. Czytamy dalej o jego ucieczce. Przez 40 dni i nocy szedł aż dotarł do Góry Bożej na Horebie i tam ukrył się w jaskini. Dochodzi go jednak słowo, że ma stanąć na górze i spotkać się z Bogiem. I tutaj natrafiamy na bardzo ciekawy fragment Pisma:

Wówczas Eliasz usłyszał: Wyjdź i stań na górze przed PANEM. A oto przechodził PAN! Przed PANEM dął wiatr, silny, porywisty, poruszał góry, odrywał kawałki skał — lecz nie w tym wietrze był PAN. Po wietrze zatrzęsła się ziemia — lecz nie w tym trzęsieniu był PAN. Następnie wystrzelił ogień — lecz nie w tym ogniu był PAN. Po ogniu zaległa cisza, zaszemrał cichy szept. Gdy Eliasz to usłyszał, otulił płaszczem twarz, wyszedł i stanął u wejścia do jaskini. Wtedy doszedł go głos: Co tu robisz, Eliaszu? (1Kr 19,11-13)

Wierzę, że całe Pismo jest po coś. Dlatego również ta dziwna historia czegoś nas uczy. Bóg nie był obecny w tym co my byśmy byli skłonni uznać za najbardziej oczywisty przejaw Jego potężnej obecności!

Zwróćmy też uwagę na jeszcze jedną kwestię. Eliasz był odpowiednio przygotowany, wyczulony – by właściwie rozpoznać obecność Boga. Oto ten starszy już człowiek stoi na górze, a przed nim wszystko się wali i pali. Jednak nie robi to na nim wrażenia. A po tym wszystkim zaległa cisza, zaszemrał cichy szept. I to dopiero te wydarzenie wywołują reakcję. Eliasz w tym momencie otulił swoją twarz płaszczem i usłyszał jak przemawia do niego Bóg.

            Eliasz był odpowiednio przygotowany by to rozpoznać, bo 40 dni i nocy wędrował odizolowany od wszystkiego. Ten okres izolacji posłużył jego uwrażliwieniu by odpowiednio rozpoznać Bożą obecność i usłyszeć cichy szept, w którym upodobało się Bogu być obecnym.

Bóg nie zawsze przemówi do nas przez to w czym najbardziej oczywistym wydaje się dla nas Jego obecność. Prawdziwe spotkanie z Bogiem nie musi odbywać się na wielkiej konferencji w jeszcze większej sali, gdzie ktoś będzie co chwile krzyczał, że zaraz zstąpi ogień. Bądźmy gotowi, że Bóg niekoniecznie zechce być obecny na super nagłośnionym koncercie ewangelizacyjnym. On chce przemawiać do nas często w ciszy. Tylko czy trwająca izolacja posłużyła abyśmy odpowiednio dostroili nasze duchowe ucho by to usłyszeć?

Nawet Jezus miał w zwyczaju oddzielać się, czyli de facto izolować się od zgiełku, by słyszeć Ojca:

Jednak wieść o Nim tym bardziej się rozchodziła. Skutek był taki, że wielkie tłumy przychodziły, żeby Go słuchać i doznać uzdrowienia ze swoich słabości. Jezus natomiast usuwał się na ustronne miejsca i tam się modlił (Łk 5,15-16)”.

W czym mielibyśmy być lepsi od Jezusa jeśli myślimy, że w codziennym zgiełku gdy może chybcikiem zerkniemy do Biblii (albo i nie!) usłyszymy co Bóg chce do nas powiedzieć?Potrzebujemy regularnie się izolować. Zwróćmy uwagę na to w jaki sposób Jezus uczył modlitwy:

„Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odpłaci tobie (Mt 6,6)”.

Bóg jest wszechobecny, ale jednocześnie widzimy, że Jezus podaje nam Jego konkretną lokalizację wskazując – jest w ukryciu! Jezus radzi nam by każdy miał swoją komorę. Żeby do niej wchodzić, do ukrycia. Innymi słowy mówi – potrzebujesz się odizolować gdy chcesz rozmawiać z Bogiem. Stąd wezwanie nie tylko by wejść do komory, ale żeby przed modlitwą również zamknąć za sobą drzwi.

Ku czemu dobremu może więc posłużyć izolacja tym, którzy Boga miłują? Może nas uwrażliwić na rozpoznawanie Bożej obecności. Może nam dać sposobność by słyszeć jak do nas indywidualnie przemawia. Daje nam możliwość by spędzać więcej czasu w komorze, jeśli np. odeszła nam godzina dziennie stania w korkach.

Oczywiście sama izolacja nie wystarczy do tego. Wielu ludzi w tej powszechnej izolacji nie doświadcza wydzielenia się. Można być zamkniętym w domu, a jednak nie doświadczyć izolacji. Ba – można być nawet jeszcze bardziej pod wpływem otoczenia!

Stanie się tak jeśli czas przymusowej izolacji wykorzystujemy by nadrobić wszystkie zaległe odcinki „Na wspólnej”, lub w każdej wolnej i cichej chwili włączamy radio. Jeśli w końcu staramy się wykorzystać wszystkie darmowe minuty i obdzwaniamy wszystkich znajomych.

Odnoszę wrażenie, że ludzie mają coraz większą trudność by wytrwać w ciszy. Jakby się bali myśli, które mogą wtedy przyjść. Niektórzy mają zwyczaj, żeby cały dzień coś grało w tle, od telewizji śniadaniowej po wieczorne wiadomości.

Ile znasz świadectw, że Bóg do kogoś przemówił w znaczący, przemieniający życie sposób podczas walki o najlepsze przeceny w centrum handlowym? Albo w trakcie meczu siatkówki kiedy wszyscy tak ładnie, rytmicznie klaskali? Albo podczas lektury zajadłej kłótni na facebooku na temat tego czy chrześcijanom się Trójka powinna podobać czy jednak nie? Albo w trakcie 34 podlaskiej nocy kabaretowej kiedy Kryszak 34 raz udawał Wałęsę?

Nie twierdzę, że to niemożliwe. Ja po prostu słyszałem znacznie więcej świadectw, jak dociera do nas, że Bóg ma dla nas plan gdy jesteśmy w odosobnieniu. Gdy pościmy. Gdy wyjechaliśmy np. w góry i spędziliśmy noc w ciszy pod gwiazdami. Gdy oddajemy się studium jakiejś księgi biblijnej. Gdy jesteśmy zamknięci w naszej komorze i nie rozpraszamy się dyskusjami, które rozpalają społeczeństwo. Nie porównujemy faktów, wydarzeń i wiadomości.

2. Bóg preferuje lekcje indywidualne

Patrząc na Jezusa widzimy, że gdy przemawiał to czasem odbiorcami były tłumy, ale często mówił więcej na osobności wybranym uczniom. Czasem też objawiał coś jednostkom, gdy byli tylko we dwoje.

To się nie zmieniło. Nadal Bóg różnymi sposobami przemawia do różnych odbiorców. Przez Kościół przemawia do całego świata (Mk 16,14-16).Do Kościoła mówi za sprawą Ducha Świętego. Przemawia do wszystkich, którzy czytają Pismo Święte. Przemawia do poszczególnych zborów poprzez pastorów, kaznodziejów.  Dlatego Słowo Boże przestrzega nas przed izolacją od Kościoła:

Nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża (Hbr 10,25).

Ale czytając Słowo Boże skłaniam się do tego by stwierdzić, że Bóg preferuje lekcje indywidualne ze swoimi uczniami. Zajęcia grupowe są nam potrzebne, ale często na osobności potem nam tłumaczy jak zastosować daną lekcję do naszego życia.

Sam Jezus przed oficjalnym rozpoczęciem swojej misji odizolował się od wszystkiego na pustyni i tam przeszedł niełatwą próbę (Mt 4,1-11). Ciężko mi przypomnieć sobie z Biblii historię, w której ktoś z biegu został powołany do ważnego zadania. Ci, którym powierzono największe zadania często wcześniej zostali odizolowani. Mojżesz nim wyprowadził Izraela z Egiptu został całkowicie odizolowany od poprzedniego życia. I trwało to 40 lat. A później znów – gdy Bóg wskazał mu, że to już czas, znów został odizolowany od drugiego życia, które już przecież jakoś się tam ułożyło.

Józef, który został sprzedany przez braci został odizolowany od rodziny, ale Bóg go w ten sposób przygotowywał. Lata spędził też niesprawiedliwie w więzieniu, ale i to czemuś służyło. Podobnie apostołowie przed rozpoczęciem służby byli wydzieleni w Jerozolimie. Byli razem, ale nie na rynku – tylko zgromadzeni w izbie, na modlitwie.

Czy Paweł tak w biegu został powołany by stał się apostołem narodów? Między 9 a 11 rozdziałem Dziejów Apostolskich mija 9 lat! Nie było tak, że w 35 roku na drodze do Damaszku Paweł spotyka Jezusa i nagle następuje wielka przemiana i Paweł od razu organizuje krucjaty ewangelizacyjne! W najstarszym pawłowym liście Nowego Testamentu znajdujemy informacje:

Nie udałem się też do Jerozolimy, do tych, którzy przede mną byli apostołami, lecz natychmiast odszedłem do Arabii, po czym znów wróciłem do Damaszku. Następnie, po trzech latach, wybrałem się do Jerozolimy, żeby poznać Kefasa. Przebywałem u niego piętnaście dni (Gal 1,17-18).

Do pierwszej podróży misyjnej upłynęło 9 lat od nawrócenia się Pawła! Przez ten czas on się odizolował i był przygotowywany indywidualnie do zadań, które Bóg mu powierzył.

Jeśli kochasz Boga masz prawo zadać Mu pytanie: Panie – ku czemu dobremu ma posłużyć ta izolacja, która mnie spotyka?

Bo choć dobrze jest samemu się regularnie izolować, to zdarza się, że i jesteśmy izolowani wbrew naszej woli. Wspominany Paweł kilkukrotnie trafił do więzienia. Znamy z Biblii piękne historie, gdy Bóg w nadnaturalny sposób wyprowadzał swoich uczniów z więzienia (Dz 12,6-7), jednak czy Bóg zawsze rozrywa kajdany?

Zdecydowanie nie zawsze. Ale zawsze we wszystkim współdziała ku dobremu z tymi, którzy Go kochają. Dlatego Paweł będąc kolejny raz w więzieniu może złożyć świadectwo: „Przez to coraz więcej braci w Panu, przekonanych dzięki moim kajdanom, nabiera śmiałości do głoszenia Słowa (Flp 1,14)”.

Paweł miał tyle pracy do wykonania. Stale podróżował, organizował pomoc dla innych, nauczał. Miał też wspaniałe plany by spotkać się z wierzącymi tu i tam. Wiemy, że chciał w końcu wybrać się w podróż do Hiszpanii, żeby i tam głosić Słowo Boże. Mimo mnogości dobrych planów, został odizolowany od społeczeństwa i swoich wcześniejszych zamysłów. Zastanawiałem się dlaczego tak się stało. Jestem pewien, że Paweł więcej czasu nad tym myślał i… chwycił za pióro.

W ferworze codziennej pracy czy Paweł znalazłby czas, aby napisać tak ważne listy (do Efezjan, Filemona, Filipian, Kolosan, Tymoteusza),którymi się karmimy po dziś dzień? Bóg użył tej przymusowej izolacji ku większemu dobru milionów chrześcijan.

Czy apostoł Jan mógł mieć objawienie w innych okolicznościach? Nie stało się to w amfiteatrze podczas jakieś zachwycającej sztuki, tylko gdy był zesłany (odizolowany) na wyspie Patmos.

Potraktuj izolację, jako czas indywidualnych zajęć z Panem Bogiem. Bo jeśli kochasz Boga to nigdy tak naprawdę nie jesteś sam. Choćby było tak, że wszyscy by Cię zdradzili, porzucili – nie jesteś sam.

Ewangelia Mateusza kończy się tą piękną obietnicą Jezusa – „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28,20)”.

Dawid który miał pojęcie o odrzuceniu, zdradzie i izolacji świadczy:  „I choćbym nawet szedł Doliną cienia śmierci, Zła się nie przestraszę — Przecież Ty jesteś ze mną, Twoja laska i Twój kij Są mi źródłem pociechy (Ps 23,4)”.

Może się zdarzyć, że zostaniemy oddzieleni nawet od rodziny. Ale mamy podstawy by ufać, że to wszystko służy ku dobremu, jeśli kochamy Boga. Być może właśnie w ten sposób On chce przygotować cię do wielkich rzeczy. W trudnych doświadczeniach Bóg może nas używać, choć często dzieje się to w inny sposób niż my byśmy sobie wymarzyli. Czas izolacji, który przechodzisz może przynieść korzyść nie tylko Tobie, ale też innym.

3. Bóg nie działa pod presją czasu

Żyjemy w czasach instant. Wszystko chcemy szybko i na już! Jeszcze kilka lat temu można było sobie zaparzyć herbatę i się wysikać w czasie gdy próbowaliśmy ściągnąć jakieś zdjęcie z Internetu. Dziś jestem poirytowany gdy zacina mi się relacja „na  żywo” z oglądanego meczu, którą oczywiście w jakości Full HD przerzucam bezpośrednio z telefonu na telewizor.

Cierpliwość nigdy nie była naszą mocną stroną i raczej już nie będzie. Chcielibyśmy szybciej i szybciej. Tak samo chcielibyśmy aby Bóg od razu dawał nam konkretną odpowiedź na każde nasze zmartwienie czy dylemat, który nas dotknie. Chcielibyśmy żeby to się działo najlepiej zanim w ogóle zdążymy zgiąć kolana. Bóg jednak nie działa pod narzucaną przez ludzi presją czasu. Izolacja jest czymś ważnym i dobrym.  Bóg do niej dopuszcza i ma w tym jakiś cel.

Ile może trwać?  Czasem wieczór w wyciszeniu. A czasem 40 dni na pustyni. Jeszcze innym razem 3 lata w więzieniu, albo 9 lat kiedy spokojnie trwamy przygotowując się do czegoś ważnego. Niestety może się zdarzyć, że trwa i 40 lat.

Czasem „nie idzie” nam w życiu dość długo. Zdarza się, że nasz biznes zamiera. Czasem rodzina się od nas odwróciła. Ile to potrwa? Nie wiem. Ale wiem, że jeśli kochasz Boga to może to być ku dobremu.

Ile potrwa aktualna izolacja ? Może już się kończy, a może zaraz wróci Covid-20 ? Nie wiem i nawet nie chcę bawić się w przewidywanie, bo nie to jest najistotniejsze. My z natury chcielibyśmy,  żeby ten okres minął jak najszybciej. Ale czasem proces musi trwać.

Kupiłem rok temu sadzonki agrestu w Lidlu, bo miałem ochotę przypomnieć sobie smaki, które pamiętam z działki moich dziadków. Przeżyłem niemałe rozczarowanie gdy mnie ktoś uświadomił, że to nie w tym i raczej nie w następnym roku będę miał okazje na te reminiscencje. Potrzeba lat aby krzak się przyjął i wydał owoc.

„Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania (2P 3,9)”.

Trzeba nam uzbroić się w cierpliwość i uchwycić tej obietnicy, że Bóg z tymi którzy Go kochają współdziała we wszystkim ku dobremu! Z tą ufną nadzieją możemy poddać się izolacji z pewnością, że ten czas jest potrzebny i będzie owocny. Nawet jeśli nie dla nas – to chociaż dla innych może się taki okazać. Może w tym czasie możemy zatroszczyć się o innych, wykorzystać nasze umiejętności by komuś pomóc? Albo po prostu mamy wzrastać?

40 lat minęło

Dziś upływa dokładnie 40 lat od dnia, gdy mój Tata zakończył naukę w Szkole Biblijnej. Przyglądam się Jego wiernej służbie od blisko 33 lat. Nikt nie jest idealny i nie zostałem wychowany w domu, w którym sobie szczególnie słodzimy, ale… bez wątpienia podziwiam Go właśnie za wierność. Wierność Słowu Bożemu i służbie.

Pamiętam jak straszliwy szok poznawczy przeżyłem gdy na część mojego życia trafiłem do Warszawy. Poznałem wtedy wielu ludzi traktujących kościół jako sposób na całkiem niezłe (czyt. dostatnie) życie. Dopiero wtedy – w wieku 19 lat – zobaczyłem, że można nie stosować w tygodniu tego co tak pięknie ubiera się w słowa w niedzielę. Zostałem wychowany inaczej i jestem za to wdzięczny. Wielokrotnie Tata pokazał mi spójność swojego życia z tym co głosi. Dziś napisał, że z natury nie jest dobrym człowiekiem. Może tak jest, bo i ja z natury jestem paskudnym człowiekiem, ale … dzięki wszczepionej we mnie bojaźni względem Słowa Bożego wiem, że moje życie jest dziś pełne błogosławieństw (na które bez dwóch zdań nie zasługuję).

Wiem też, że chciałbym zdobyć takie świadectwo wiary i służby jak mój Tata.

Jako dziecko lubiłem zakradać się do Jego gabinetu. Marzyłem, że jak będę duży to też będę miał tyle książek. Serie trudnodostępnych wtedy komentarzy biblijnych, najróżniejsze pozycje dotyczące chrześcijaństwa, duszpasterstwa i cokolwiek mogło być przydatne by lepiej poznać Jezusa. Prowizorycznie sklecone półki na ścianie po dzień dzisiejszy uginają się od tych pozycji. Na ścianie natomiast na styropianie przyczepiona mapa Gdańska z wbitymi szpilkami. Praktycznie nic nie zmieniło się w tym gabinecie przez lata, tak jak i Ewangelia głoszona przez mojego Tatę. Też tak kiedyś chciałem…

Dziś wiem, że to trudniejsze niż wielu mogłoby się wydawać. Praca nad kazaniem by było wierne Pismu Świętemu to często nieprzespane noce. To weryfikacja ilustracji, które się nasuwają czy są zgodne z całością Biblii. To rezygnowanie z siebie. To studiowanie trudnych fragmentów. To trwanie w modlitwie by nie tworzyć tylko intelektualnej przygody dla coraz bardziej wyrafinowanych słuchaczy. To wsłuchiwanie się w głos Ducha Świętego i często trudne boje z samym sobą, kiedy Słowo zaczyna łamać i przeorywać duszę. Jednak nie ma nic piękniejszego…

Wiem, że dzięki wiernej służbie Taty, któremu bacznie się przyglądałem – dziś ja sam buduję swoją biblioteczkę. To dzięki temu co obserwowałem ZAWSZE z szacunkiem biorę Pismo Święte do rąk.

Dziś mam swój gabinet i swoją mapę Gdańska.

Dziś też umieściłem na niej 144 chorągiewki reprezentujące 144 osoby z naszego zboru. Patrząc na nie chcę się regularnie modlić o każdą z tych 144 dusz, by Bóg nas chronił i doprowadził w wierności aż do końca drogi. Przy ulicy Bajki jest chorągiewka oznaczona MB 26/10. To mój Tata. Dziś modlę się do Boga dumny i wdzięczny za 40 lat Jego wiernej służby.  

„Zbawiony, tak jednak, jak przez ogień…”

Nasz Zbawiciel jest jednym z częściej używanych tytułów w odniesieniu do osoby Jezusa Chrystusa. Słusznie – bo nie ma nikogo innego kto mógł przynieść taki dar. Słowo Boże w tej kwestii nie pozostawia żadnego pola do interpretacji:  Nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni [Dz 4,12].

Jezus odkupił nas z grzechów. Ocalił od wiecznego potępienia. Uratował od życia pozbawionego sensu. Ten nieopisany dar dostępny jest dla tych, którzy pozytywnie odpowiedzieli na zbawcze dzieło Jezusa Chrystusa. Ten kto uwierzył, z radością rozmyśla nad tym prezentem. Od pewnych rzeczy już zostaliśmy uratowani, a część naszego zbawienia dopełni się w momencie spotkania z Jezusem na końcu naszej drogi. Apostoł Piotr pocieszał dokładnie tą myślą wierzących, którzy w pierwszym wieku zmagali się z nasilającymi się prześladowaniami:

Ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus. Tego miłujecie, chociaż go nie widzieliście, wierzycie w niego, choć go teraz nie widzicie, i weselicie się radością niewysłowioną i chwalebną, osiągając cel wiary, zbawienie dusz. [1Pt 1,7-9]

Każdy kto czyta regularnie Pismo Święte wie doskonale, że zbawienie jest darem, a nie efektem wytężonej pracy. Nikt nie może sam się zbawić. Więcej – nikt nie może osiągnąć zbawienia dzięki swoim zasługom! Wbrew przeświadczeniu wielu ludzi do zbawienia nie wystarczy być dobrym człowiekiem. Może się zdarzyć, że wieczność w piekle spędzi filantrop, który bezinteresownie rozdał cały swój majątek ubogim, gdy w tym samym czasie w niebie znajdzie się, ktoś kto skrzywdził setki ludzi, ale szczerze zawołał do Boga o zmiłowanie w ostatnich chwilach życia. Wielu nie chce zaakceptować tej prawdy bo wydaje się im ona niesprawiedliwa. Ale to Bóg ustala zasady i przekazał nam je w Biblii. To tam dowiadujemy się o ukrzyżowanym wraz z Jezusem przestępcy, który na krzyżu ukorzył się i otrzymał obietnicę zbawienia dosłownie w ostatnich chwilach życia. W tym samym Piśmie czytamy, że choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże [1 Ko 13,3].

Jedynym warunkiem naszego zbawienia jest szczera wiara, która jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy. […] Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają [Hbr 11,1.6].

Jestem wdzięczny Bogu, że tak wyraźnie mówi w swoim Słowie, że to nie moje starania czy siły są w stanie zapewnić mi zbawienie. Wiedząc, że jest to ode mnie niezależne – mogę odetchnąć z ulgą. Moim zadaniem jest po prostu wierzyć i pielęgnować tę wiarę.

To, że zbawienie jest darem otrzymywanym na podstawie wiary ściąga z nas nie tylko presję nieustannych wysiłków. Bóg chroni nas też przed pychą, która mogłaby pojawić się w naszych sercach. Tak to apostoł Paweł tłumaczył wierzącym w Efezie: Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił [Ef 2,8-9].

Czy to jednak oznacza, że wszyscy, którzy uwierzyli znajdą się w niebie na takich samych warunkach?

O ile powyżej cytowane fragmenty Pisma nie pozostawiają wątpliwości w kwestii, że warunkiem zbawienia jest osobista wiara, to na to pytanie odpowiedź jest trudniejsza. Chociaż nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe i trudno mi wypowiadać się z pełną stanowczością, że na pewno tak będzie – to jednak lektura Biblii daje mi konkretne przesłanki by uważać, że w niebie będzie rozróżnienie między ludźmi na podstawie tego jak żyli na ziemi.

Dlaczego tak myślę? Ostatnio sporo rozmyślałem nad enigmatycznym fragmentem listu apostoła Pawła do Koryntian:

Według łaski Bożej, która mi jest dana, jako mądry budowniczy założyłem fundament, a inny na nim buduje. Każdy zaś niechaj baczy, jak na nim buduje. Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Jezus Chrystus. A czy ktoś na tym fundamencie wznosi budowę ze złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy, to wyjdzie na jaw w jego dziele; dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień. Jeśli czyjeś dzieło, zbudowane na tym fundamencie, się ostoi, ten zapłatę odbierze; Jeśli czyjeś dzieło spłonie, ten szkodę poniesie, lecz on sam zbawiony będzie, tak jednak, jak przez ogień. [1Ko 3,10-15]

Fragment ten doczekał się w historii bardzo wielu interpretacji. Pewne kręgi starają się upatrywać tu nawet podstaw dla nauki o czyśćcu. Nie ma tu jednak przecież absolutnie mowy o tym, że trzeba wycierpieć za swoje grzechy by trafić do nieba! Warunkiem koniecznym dla zbawienia jest budowanie swojego życia na jedynym właściwym fundamencie, którym jest Jezus Chrystus. Tylko ten, kto to robi w trakcie życia na ziemi – osiągnie zbawienie. Po śmierci nic już nie możemy zmienić. Tak jak na nasze położenie nie będzie miało wpływu żadne wstawiennictwo innych ludzi!

Paweł informuje wierzących, że to jak żyją tu na ziemi nie jest bez znaczenia. Używa obrazu wykorzystywania różnych materiałów do budowania na założonym fundamencie. Każdy z nas buduje swoje życie. Jeśli chcesz osiągnąć zbawienie – nie możesz budować na innym fundamencie niż nauka Jezusa Chrystusa. Ale to w jaki sposób budujesz swoje życie objawi sądny dzień. Kiedy spotkamy się z Chrystusem okaże się jakiej jakości materiałów używaliśmy do budowania naszego życia. Wtedy przejdziemy próbę ognia, która obnaży jakość naszego dzieła. Naturalnie opisana próba trwałości nie dotyczy zbawienia – bo ono jest darem łaski przyjmowanym przez wiarę. Ogień jednak oceni jakość naszego życia i zadecyduje o naszej wiecznej nagrodzie!

Dlatego uważam, że to w jaki sposób dziś żyjemy chociaż nie może zapewnić nam zbawienia – będzie miało znaczenie dla naszego położenia w wieczności.

Jeśli wierzysz Jezusowi, ale mimo tego twoje życie jest budowane z materiałów niskiej jakości (drewno, siano, słoma) to choć zostaniesz zbawiony – stanie się to jak przez ogień. Biblia mówi, że poniesiesz stratę. Ten kto przeżył pożar lepiej zrozumie ten obraz. Od czasu do czasu gdy widzę np. w wiadomościach pogorzelców – towarzyszą im ambiwalentne odczucia. Z jednej strony cieszą się z tego, że żyją. Ale w tym samym czasie ich radość jest zmieszana z żalem, że utracili wszystko na co pracowali przez lata. Myślę, że łotr, który upamiętał się na krzyżu konając przy Jezusie właśnie w ten sposób osiągnął zbawienie. To wyraz wspaniałej łaski Bożej, że otrzymał życie wieczne, ale wszedł do Królestwa Bożego jak przez ogień, bez niczego. Przeżył złe życie. Doznał Bożej łaski zbawienia, ale nie miał już czasu zapracować na nagrodę.

Wierzę, że w tym wyraża się nie tylko miłosierdzie Boże ale również Jego sprawiedliwości.  Choć znalazł się w tym samym miejscu co bohaterowie wiary, to jednak z innym „stanem posiadania”. Wierzę, że w niebie będzie pewnego rodzaju różnica między nim a np. apostołem Pawłem, który mając świadomość, że przyszedł czas rozstania się z życiem wydał takie świadectwo w swoim ostatnim liście:

Albowiem już niebawem będę złożony w ofierze, a czas rozstania mego z życiem nadszedł. Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; A teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście jego. [2 Tm 4,6-8].

Nie można powiedzieć, że Paweł był materialistą. Był człowiekiem oddanym sprawie Królestwa Bożego i otwarcie oczekiwał, że przyjdzie czas, że zostanie za to odpowiednio wynagrodzony: Zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie. [Flp 3,14]

To dzięki wierze zostaniemy zbawieni. Ale od tego jak przeżyjemy nasze życie zależy czy stanie się to „jak przez ogień” czy też spotkanie z Jezusem będzie dniem kiedy otrzymamy wielką nagrodę za wszystkie trudy, które ponieśliśmy ze względu na Niego. Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa [Jk 2,26]. Nasza nadzieja nie bazuje na tym, że możemy wypracować zbawienie. Ale Bóg poprzez swoje Słowo wielokrotnie wzywa nas do dobrych uczynków – do uświęconego życia. Tak zatem budujmy nasze życie by na końcu drogi przejść próbę ognia bez większych strat!

Nasz Zbawiciel uczył wprost:

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną: Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną. Albowiem gdzie jest skarb twój – tam będzie i serce twoje. [Mt 6,19-21]

Pokój – niezwykły dar… i konkretne zadanie

Przeczytałem w ostatnim czasie książkę Jakuba Małeckiego pt. „Horyzont”. Narrator, a zarazem główny bohater tej powieści, to 35 letni żołnierz, który wrócił do Warszawy po służbie w Afganistanie. Kolejne rozdziały pozwalają nam zrozumieć, jakie są przyczyny towarzyszącemu mu wciąż niepokoju, który przeszkadza w powrocie do normalnego życia w Polsce.

Ta całkiem dobrze napisana książka skłoniła mnie do refleksji. Niestety niepokój, który paraliżuje życie to nie tylko obraz znany nam z literatury, filmu czy odległych opowieści. Wielu ludzi wokół nas boryka się z tym problemem, a niestety czasem dotyka to również i nas. Strach, lęk względem czegoś, co może nas spotkać, jest wciąż podsycany w społeczeństwie, np. przez media. Wystarczy obejrzeć wiadomości na dowolnej stacji, by poczuć się niepewnie – odbywające się manewry wojsk, plaga szarańczy w Afryce, olbrzymie pożary w Australii, postępujące zmiany klimatyczne, których nie sposób już zatrzymać. W ostatnim czasie szalejący koronawirus w Chinach, który przenika do Europy. Musimy mieć świadomość, że jeśli do naszego życia wkradnie się niepokój, będzie on też na nas wpływał.

Niepokój może mieć źródło zewnętrzne, niezależne od nas. Ale może też pochodzić z naszego wnętrza. Sami możemy być źródłem swojego niepokoju. Dzieje się tak, gdy jesteśmy nieuczciwi. Zdarzyło Ci się kiedyś wpaść na kogoś niespodziewanie? Jeśli taka osoba się wystraszyła, to mówimy wtedy: „Ty chyba masz coś na sumieniu” albo: „Musisz mieć coś za uszami”. Gdy ktoś kłamie, kradnie lub łamie jakiekolwiek inne przepisy, traci pokój, który towarzyszy ludziom o czystym sumieniu. Przestępcy, którym póki co się upiekło, muszą żyć w ciągłym niepokoju, że w końcu wszystko się wyda i nie ominie ich kara.

W Krakowie powstała policyjna jednostka śledcza „Archiwum X”, która rozwiązuje po latach niewyjaśnione sprawy kryminalne. Ktoś, kto nie poniósł kary za swoje przestępstwa nie może spać spokojnie. Każdego dnia będzie mu towarzyszył niepokój, gdy widzi gdzieś policjanta. Podobnie, ktoś kto oszukał na podatkach, z niepokojem odbiera pocztę spodziewając się wezwania do wyjaśnień i mandatu. Wielu przestępców, którym upiekło się, że nie zostali złapani, nie wytrzymuje tej presji stale towarzyszącego niepokoju i nieraz sami zgłaszają się, by poddać się karze. W końcu co to za życie, gdy każdego dnia trzeba mierzyć się z niepokojem?!

Pragnienie pokoju, czy też potrzeba pokoju jest czymś, co towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Choć niepokój powodowany był przez różne rzeczy na przestrzeni wieków, to jednak brak pokoju uniemożliwia osiągnięcie prawdziwego szczęścia. Ta potrzeba łączy nas – współczesnych, zmęczonych pracą i zimową aurą Polaków – z ludźmi żyjącymi we wszystkich wcześniejszych epokach. 

W tym kontekście przyjrzyjmy się jednemu z niezwykłych tytułów, jaki otrzymał w starotestamentowym proroctwie oczekiwany przez Izraelitów Mesjasz: Oto narodziło się Dziecko! Syn został nam dany! Władza spocznie na Jego ramieniu! Nazwą Go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju! (Iz 9,6)

Czytaj dalej „Pokój – niezwykły dar… i konkretne zadanie”