Entuzjazm szybko ustąpił rozczarowaniu / „SUPERUMYSŁ. Myśl klarownie i skutecznie każdego dnia”, Paulina Mechło, Olga Geppert [ 76 | 2022 ]

atypowa ocena: 4/10

Po „SUPERUMYSŁ” sięgałem pełen entuzjazmu i oczekiwań. Zostały one rozbudzone przez opis wydawcy, który jednoznacznie sugeruje, że książka ma być odpowiedzią na plagi nowoczesności – stres i zmęczenie. Choć nie należę do najbardziej zestresowanych ludzi, to zmęczenie nieraz mnie – jak nas wszystkich – dopada. To prawda, że nie radzimy sobie z nadmiarem bodźców i zadań. Niestety nie możemy dokupić sobie kości pamięci RAM czy też wymienić innych podzespołów w naszej pamięci. Oto jednak dobra nowina – „możemy sobie pomóc za pomocą odpowiedniego treningu”. Autorki obiecują nam, że oto w swojej książce przedstawiają nam specjalnie dobrane ćwiczenia, które wspomagają sprawność intelektu. „Trening został przygotowany z myślą o osobach pragnących myśleć precyzyjnie, skutecznie i klarownie”. Trudno się dziwić, że gdy przeczytałem taki opis oraz obietnicę, że będę mógł się „cieszyć swoim superumysłem” obudził się we mnie wielki entuzjazm. Niestety po niewielu dniach ustąpił uczuciu rozczarowania.

Czytaj dalej „Entuzjazm szybko ustąpił rozczarowaniu / „SUPERUMYSŁ. Myśl klarownie i skutecznie każdego dnia”, Paulina Mechło, Olga Geppert [ 76 | 2022 ]”

Czy mamy zatrute dusze? / „Wolność człowieka gór”, Józef Tischner [ 75 | 2022 ]

atypowa ocena: 6/10

Po lekturze „Wolności człowieka gór” mam dość mieszane odczucia. Zacznijmy od tego, że książka jest nie tylko pięknie wydana, ale do tego naprawdę dopracowana. Niestety w pierwszych wydaniach danych pozycji nagminnie pojawiają się błędy – najczęściej literówki oraz fikuśna interpunkcja. Ta książka jest od nich wolna, a do tego bogato ilustrowana. Co kilka stron natrafiamy na przepiękne zdjęcia górskich pejzaży, które przenoszą nas myślami w miejsca tak bliskie Tischnerowi. Ponadto redakcja wyłuskała z poszczególnych tekstów kluczowe myśli i wyróżniła je poprzez powtórzenia na marginesie. To wszystko sprawia, że po książkę sięga się z dużą przyjemnością. Co jednak sprawia, że moje odczucia określiłem jako mieszane? Gdzie łyżka dziegciu w tej beczce miodu?

Józef Tischner „wielkim Polakiem był”. Ciężko to kwestionować, choć można różnie oceniać jego zaangażowanie polityczne. Począwszy od lat siedemdziesiątych, gdy wprowadził do filozoficznej refleksji pojęcie „Ja aksjologicznego”, staje się postacią znaną. Oczywiście nie to sprawiło, że wszyscy kojarzymy jego nazwisko. Bądźmy szczerzy – filozofowie nie często zapraszani są na salony, a „Ja aksjologiczne” zajmowało przede wszystkim tych, którzy lubują się w rozważaniach fenomenologicznych. Przyczyniło się to jednak znacząco do tego, że refleksje Józefa Tischnera docierały do coraz szerszego grona odbiorców. W końcu lat siedemdziesiątych, gdy podjął otwartą polemikę z marksizmem, stał się powszechnie znany w Polsce.

Znajomość specyfiki tamtych czasów, pozwala lepiej zrozumieć ważną rolę jaką odegrał Józef Tischner w naszym kraju. U schyłku epoki Gierka ludzie coraz odważniej wyrażali swoje niezadowolenie i pragnienie wolności. A to właśnie wolność była jednym z podstawowych pojęć w refleksji filozoficznej księdza Tischnera. Gdy po kraju rozlała się fala strajków, to właśnie on został uznany powszechnie za kapelana „Solidarności”. Jego spisane kazanie znajduje się nawet w oficjalnych dokumentach z I Zjazdu Solidarności. W ostatnim czasie pojawiły się pytania o zaangażowanie Józefa Tischnera we współpracę z SB (po wydanym przez IPN w 2019 roku opracowaniu „Klan”), nie jestem jednak kompetentny by cokolwiek w tym temacie rozstrzygać. Jaka by nie była prawda, nic nie zmieni faktu, że ksiądz Tischner „wielkim Polakiem był” i po dzień dzisiejszy jest powszechnie znany, ceniony i … chętnie czytany. Dobrze znane prawo rynku – popyt napędza podaż – możemy również obserwować przyglądając się najnowszym ofertom wydawniczym. Mimo, że od śmierci Józefa Tischnera upłynęło już ponad 20 lat, wciąż wydawane są nowe książki z jego tekstami. Do blisko dwudziestu takich tytułów dołączyła właśnie „Wolność człowieka gór”, która jest kolejnym zbiorem „nieznanych tekstów”.

Czytaj dalej „Czy mamy zatrute dusze? / „Wolność człowieka gór”, Józef Tischner [ 75 | 2022 ]”

A co jeśli desperacja to łaska w przebraniu? / „Nie poddawaj się”, Kyle Idleman [ 74 | 2022 ]

atypowa ocena: 9/10

UWIERZ (ALE NIE W SIEBIE)

To zupełnie normalne, że przechodzimy przez trudniejsze okresy w naszym życiu. Zwłaszcza aura jesienno-zimowa temu sprzyja, więc nie czuję się wyjątkiem, w tym, że miałem ostatnio „słabsze” dni. Dobrze się złożyło, że towarzyszyła mi w tym czasie książka „Nie poddawaj się” Kyle’a Idlemana (nie bardzo wierzę w przypadki). Na samym wstępie pragnę zaznaczyć, że podtytuł: „Wiara, która daje ci siłę, by nie porzucać nadziei, i odwagę, by iść na przód” nie jest zachętą do samorozwoju. Przeciwnie – wzywa do tego, by swoje zaufanie złożyć w Kimś dalece większym, niż wszystko co zdaje się nas zatrzymywać i przytłaczać.

Jeśli mnie znacie, to wiecie, że jestem za delegalizacją coachingu. Nie dlatego, że nie działa. Bynajmniej! Gdybym tak twierdził, byłbym hipokrytą. Pracując w korporacji, przez lata korzystałem z licznych szkoleń. Wiem jak wiele zależy od naszego nastawienia i wiary w to, że coś możemy zrobić. Na jednym z takich szkoleń uwierzyłem, że „ograniczenia znajdują się jedynie w mojej głowie” i mogę rozłupać deskę uderzeniem dłoni. Rzeczywiście to zrobiłem. Zarówno ból ręki jak i deska (którą zachowałem na pamiątkę) były bardzo prawdziwe. Jednak z czasem dotarło do mnie, że wiara w siebie (choć na krótki dystans może dawać zadziwiające rezultaty) koniec końców prowadzi nas na manowce. Trzeba pamiętać, że ponad wszystkim znajduje się Bóg, a wiara ulokowana w Nim jest najlepszą polisą na życie. To przekonanie dzielę z autorem książki „Nie poddawaj się”.

PROSTO Z SERCA I PRZEŻYCIA

Kyle Idleman jest amerykańskim pastorem, który prowadzi zbór w stanie Kentucky. Pisałem o nim więcej przy okazji recenzji książki „Koniec mnie”. „Nie poddawaj się” (wydane w 2019 roku) to bodajże już ósma książka tego pastora. Trzyma wysoki poziom poprzednich, które miałem okazję przeczytać – zarówno w doborze ilustracji jak i głębi duchowych refleksji. To są dwie najmocniejsze strony książek Kyle Idlemana. Literacko – choć nie jest to grafomania – nie spodziewajcie się wielkich fajerwerków. Liczcie się również z tym, że specyficzne poczucie humoru autora nie koniecznie musi wam przypaść do gustu (nawet dla mnie – fana sucharów – niektóre żarty były mocno czerstwe). Jednak nie można odmówić Kyle’owi, że pisze z serca i przeżycia. Przechodząc od akapitu do akapitu, coraz bardziej towarzyszy nam pewność, że ten człowiek wie o czym pisze. Jest w tym prostolinijny, szczery i konfrontujący. A to sprawia, że choć momentami lektura „Nie poddawaj się” może być mało komfortowa, to jeśli odważymy się na zupełną otwartość z samym sobą, może sprawić, że pewne sprawy w naszym życiu ulegną zmianie.

Czytaj dalej „A co jeśli desperacja to łaska w przebraniu? / „Nie poddawaj się”, Kyle Idleman [ 74 | 2022 ]”

Jaka piękna katastrofa / „Wielki Gatsby. Powieść graficzna”, Aya Morton, Fred Fordham [ 73 | 2022 ]

atypowa ocena: 9/10

POWIEŚĆ GRAFICZNA A KOMIKS

Stwierdzenie, że „Wielki Gatsby” to piękna historia, nabiera zupełnie nowego wymiaru, gdy sięgniemy po graficzną wersję tej klasycznej powieści. Dla mnie była to prawdziwa uczta. Nie wiedziałem czego się spodziewać po tej pozycji, ponieważ to pierwsza powieść graficzna z jaką miałem przyjemność się zmierzyć. Dawniejsze wczytywanie się w historie kaczora Donalda i jego siostrzeńców (nieśmiertelne „Giganty”) nijak się ma do doświadczeń, jakie zapewni nam dzieło oddane w ręce czytelnika przez wydawnictwo Jaguar. Wielu ludzi (sam się do tej grupy wliczałem) nie potrafi określić na czym polega różnica między powieścią graficzną a komiksem. Pozwólcie zatem, że ta krótka recenzja spełni również w pewnym stopniu rolę edukacyjną.

Czy „powieść graficzna” to po prostu bardziej wyszukane określenie komiksów, tak byśmy w pewnym wieku nie musieli się wstydzić, że sięgamy po to, co wydaje się być zarezerwowane dla dzieci? To nie do końca tak. Choć każda powieść graficzna jest de facto komiksem, to nie każdy komiks zasługuje na miano powieści graficznej. Większości rysowanych historii, które kojarzymy najczęściej z przygodami superbohaterów, nie przysługuje tytuł powieści. Teoretycznie graphic novels (amerykański termin, którego spolszczeniem jest „powieść graficzna”) to rodzaj komiksu, który przeznaczony jest dla dorosłego odbiorcy, obejmuje zamkniętą historię o dużej objętości (ponad 100 stron) i nie był wcześniej publikowany w odcinkach. W praktyce termin ten jest używany coraz częściej przez wydawnictwa, aby po prostu odróżnić „mniej poważne” historie dla młodych odbiorców, od tych „poważnych” dla dojrzalszego czytelnika. Dlatego można powiedzieć, że kryje się ziarno prawdy w pytaniu postawionym na początku tego akapitu – tak, w pewnym sensie „powieść graficzna” to fancy określenie komiksu.

Czytaj dalej „Jaka piękna katastrofa / „Wielki Gatsby. Powieść graficzna”, Aya Morton, Fred Fordham [ 73 | 2022 ]”

Garść źle zmiksowanych ze sobą inspiracji / „?”, Mateusz Szulczewski [ 72 | 2022 ]

atypowa ocena: 2/10

Tyle razy słyszałem, żeby „nie oceniać książki po okładce”. Ja jednak, uparty jak osioł, wciąż od czasu do czasu wybieram kolejną lekturę na tej podstawie. Chcę wierzyć, że dobre okładki skrywają dobrze napisane historie. O naiwności ludzka! Jednak warto czasem posłuchać mądrości przekazywanej od pokoleń wśród czytelniczej braci. Niestety wszystko co dobre w thrillerze Mateusza Szulczewskiego zaczyna się i zarazem kończy na okładce.

„TAK SE SIEDZIAŁEM I WYMYŚLIŁEM – AKURAT NIE MIAŁEM CO ROBIĆ”

Wydawca zadbał o intrygujący opis fabuły, który jednak – w moim odczuciu – rozmija się z samą treścią książki. Sama okładka przyciąga oko i zachęca do lektury. Jednocześnie wprowadza jednak niemałe zamieszanie, ponieważ w większości internetowych księgarni debiut Mateusza Szulczewskiego znajdziemy jako „Kto umrze, ten umrze”, mimo, że tytuł książki to po prostu „?”. O samym autorze niewiele jesteśmy w stanie się dowiedzieć. Wydawnictwo przedstawia go jako fana psychologii i rynków finansowych, który postanowił napisać serię książek o inteligentnych socjopatach. Dodatkowo informują nas, że od „?” rozpoczął „budowanie swojego uniwersum”, co osobiście odbieram bardziej jako groźbę lub ostrzeżenie, niż zachętę do śledzenia nowości wydawniczych.

Rzecz w tym, że ten pochodzący z Kłoniczek koło Lututowa, debiutujący pisarz,  nie posiada umiejętności aby to zrobić. Porwał się z motyką na słońce. Nie widzę możliwości by zbudował jakiekolwiek uniwersum, gdyż ma trudności z sensownym wykreowaniem choćby jednej postaci. Oczywiście możecie mieć inne zdanie na ten temat. Wszakże w Internecie znaleźć można podejrzanie wysokie oceny „?”, co może wskazywać na to, że przyjaciele autora czego innego oczekują od dobrego thrillera niż ja. Choć nie mam w zwyczaju zawieszać debiutom poprzeczki zbyt wysoko, nie wydaje mi się by Mateusz Szulczewski w ogóle próbował oddać skok, aby sprostać jakimkolwiek oczekiwaniom. Stwarza wrażenie wyjątkowo zadowolonego z siebie, bo oto napisał książkę – wykreował świat! W sieci można odnaleźć rozmowę, którą przeprowadził z nim lokalny portal internetowy z Wieruszowa (tugazeta.pl). Na pytanie: „Czy Ty wcześniej coś pisałeś?” odpowiada z rozbrajającą szczerością: „A nie, broń Boże!”. Sposób w jaki się wypowiada, sugeruje również to, że w ogóle niewiele czytał i niekoniecznie rozumie na czym polega „tworzenie uniwersum”. We wspomnianej rozmowie informuje nas – czytelników – o swoim podejściu do procesu twórczego: „Tak sobie zacząłem rozpisywać tą fabułę, co by mogło być, co by było fajne, co by się fajnie kleiło, jakiś rozwój postaci se wymyśliłem. No i ile mi to zajęło? Ze 4 godziny, może 5. Tak se siedziałem, akurat nie miałem co robić”. Całość rozmowy możecie obejrzeć tutaj:

Czytaj dalej „Garść źle zmiksowanych ze sobą inspiracji / „?”, Mateusz Szulczewski [ 72 | 2022 ]”

Trzeba wiedzieć, aby móc pamiętać / „Czas Gierka. Epoka socjalistycznej dekadencji”, Piotr Gajdziński [ 71 | 2022 ]

atypowa ocena: 8/10

Stojąc na czerwonym świetle, zwróciłem uwagę, że na autobusach pojawiły się napisy: „GDAŃSK PAMIĘTA – grudzień 1970, 1981”. Pomyślałem sobie, że to bardzo fajnie, tylko co to de facto znaczy? Muszę się przyznać do bycia straszliwym ignorantem w zakresie historii XX wieku. Jak mogę pamiętać coś, o czym praktycznie nic nie wiem? Lektura książki Piotra Gajdzińskiego, uświadomiła mi dobitnie jak niewiele wiem na temat niedawnych wydarzeń w naszej ojczyźnie. Oczywiście mogę się zasłaniać, że to wina systemu oświaty. Lekcje historii na poziomie szkoły podstawowej, gimnazjum a następnie liceum, rozpoczynały się zawsze od „początku”, ale brakło jakoś czasu na „nowożytność”. Wiem zatem całkiem sporo o starożytnym Egipcie, Grecji, no i oczywiście Rzymie. Wiem też troszkę o tych wszystkich Mieszkach i innych Bolesławach czy Kazimierzach. Coś tam jeszcze wiem o I i II Wojnie Światowej (choćby z filmów i gier), natomiast dalej w mojej wiedzy pojawia się wielka wyrwa, aż do lat 90-tych, które pamiętam przez pryzmat ganiania po podwórku i odkładania funduszy na gumę „turbo”.

Nie chcę mojej niewiedzy tłumaczyć tym, że podstawa programowa była zła, albo tym, że nikt należycie nie badał poziomu powołania wśród nauczycieli historii. Zauważam zwyczajnie pewien problem. Jestem przekonany, że nie jestem wyjątkowy (niestety) w tej kwestii. Moje pokolenie wie bardzo niewiele na temat tego co działo się w Polsce w okresie powojennym, aż do upadku komunizmu. Choć wielokrotnie słyszeliśmy takie nazwiska jak Gomułka, Gierek, Jaroszewicz czy Jaruzelski, to jednak ciężko nam połączyć je z konkretnymi wydarzeniami. Jeśli możesz się z tym utożsamić – książka Piotra Gajdzińskiego została napisana dla Ciebie.

Czytaj dalej „Trzeba wiedzieć, aby móc pamiętać / „Czas Gierka. Epoka socjalistycznej dekadencji”, Piotr Gajdziński [ 71 | 2022 ]”

Gorzkie żale rasistowskiego kierowcy UBERa / „American Greed”, Peter Luk [ 70 | 2022 ]

atypowa ocena: 2/10

Po przeczytaniu tej książki w mojej głowie kołatało się kilka pytań: Jak można było tak spektakularnie „położyć” tak dobrą koncepcję? Jak można żyć z taką ilością żalu do wszystkiego i wszystkich? Jakim cudem ktoś z wydawnictwa przeoczył taki ładunek chamstwa, antysemityzmu i rasizmu – reklamując tę pozycję jako „napisane z humorem, pełne ironii i frapujące wspomnienia polskiego szofera nowojorskich limuzyn”? Czy ktoś czytał tę książkę? Na szczęście jest niedługa i można to zrobić w jeden dzień, choć trzeba zastanowić się czy warto.

MOGŁO BYĆ ARCYCIEKAWIE, A WYSZŁO FATALNIE

Zachęcony informacjami, które wydawnictwo zamieściło w opisie książki, chętnie zabrałem się za lekturę. Skoro „wspomnienia stanowią także przewodnik po największej aglomeracji miejskiej w Stanach Zjednoczonych”, postanowiłem dowiedzieć się czegoś nowego o Nowym Jorku. Miałem okazję spędzić tam kilka ładnych dni, spacerując po Manhattanie wzdłuż i wszerz. Pięć rozdziałów w pierwszej części książki poświęconych jest opisowi poszczególnych dzielnic. Rzecz w tym, że niewiele one wnoszą. Spodziewałem się garści ciekawostek, których nie znajdę w przewodniku. Wieści z pierwszej ręki od człowieka, który przez trzy dekady jeździł po mieście, obserwując jego przemiany i widzącego z perspektywy kierownicy to, co umyka oku kamer. Liczyłem na wiele i zdecydowanie się przeliczyłem. Peter Luk (bo tak podpisał się autor, o którym nie sposób dowiedzieć się cokolwiek, poza tym co sam o sobie stwierdza w książce) niestety nie należy do tych, których prosilibyśmy o kolejną i kolejną opowieść. Przypomina raczej tego „wujka”, który podczas rodzinnego obiadu stale chce zabierać głos i narzekać na dzisiejsze czasy, ignorując przy tym zupełnie wywracanie oczu wszystkich wokoło.

Już na pierwszych stronach zaskoczyło mnie, że autor wspomina jakieś drobne wydarzenie sprzed 30 lat pisząc o nim: „Właśnie wtedy podczas niewielkiej kolizji, nie z mojej winy, udało mi się wykryć przypadkowo niedbalstwo i chamstwo właściciela firmy”. Z każdą stroną kolejne „gorzkie żale” już przestawały zaskakiwać. Po pewnym czasie przerażały, następnie nieco bawiły, aż pod koniec książki zacząłem się zastanawiać czy całość tych wspomnień nie jest po prostu żartem wysłanym do wydawnictwa, który przez nieuwagę ktoś wydał. Zresztą oceńcie to sami:

„Jeżeli chodzi o higienę większości podróżnych, z przykrością trzeba stwierdzić, że jest żenująca. Próbują w różny sposób zakamuflować swój brud i smród, korzystając ze wspaniałej technologii, dzięki której mogli pochwalić się dezynfektorem, zapachem przypominającym proszek do prania TIDE. Początkowo myślałem, że się nim posypują. Prym wiedli oczywiście nasi przyjaciele z Afryki. Parę miesięcy później zaskoczyli mnie nowym zapachem i to dość ładnym, mianowicie CINNAMON. Niestety, ich smród był silniejszy, przebijał każdy nowo wyprodukowany odświeżacz. Woziłem ze sobą uwieszoną na szyi maskę higieniczną i zakładałem ją w razie potrzeby, tłumacząc się alergią. (…) Muszę się pochwalić silnym układem odpornościowym, bo nie chorowałem za często. Po zakończonej robocie wszystkie ciuchy obowiązkowo lądowały w pralce”.

Czytaj dalej „Gorzkie żale rasistowskiego kierowcy UBERa / „American Greed”, Peter Luk [ 70 | 2022 ]”

Arcyważna lekcja miłości / „Bezpieczna kryjówka”, Corrie ten Boom [ 69 | 2022 ]

atypowa ocena: 9/10

Każdy powinien przeczytać tę książkę. Myślę, że rozpoczynając recenzję od tego stwierdzenia, jasno daję do zrozumienia jak wielką wartość widzę w tej powieści. Nie chodzi mi o styl autorki, wyjątkową kompozycję książki, stosowanie wyszukanych słów czy środków stylistycznych – na tej płaszczyźnie wszystko jest poprawne, ale nie wybitne. Siłą „Bezpiecznej kryjówki” jest jej treść – danie świadectwa niezłomnej miłości, która zamiast zginąć w ogniu 2 Wojny Światowej, stała się jeszcze większa, szersza i czystsza. Czy jest to możliwe, aby po latach przytulić swojego oprawcę? Czy można szczerze współczuć strażnikom obozu koncentracyjnego? Czy w tej dehumanizującej rzeczywistości można nie tylko nie utracić swojego człowieczeństwa, ale wręcz rozwinąć się w trosce o innych? Corrie ten Boom pokazała swoim życiem, że jest to możliwe. Zgodnie z obietnicą złożoną siostrze, która pobytu w obozie zagłady nie przeżyła, opowiada nam ich wspólną historię, tłumacząc skąd czerpać tę ponadnaturalną miłość.

NIGDY WIĘCEJ WOJNY (?)

2 Wojna Światowa należy do najtragiczniejszych zdarzeń w dziejach ziemi. Ogrom tej tragedii wynika z sumy cierpień poszczególnych ludzi. Można było ją przewidzieć, ale zdaje się, że nie można było jej uniknąć. W wojnie tej zogniskowało się to co najgorsze w ludziach. Był to czas ciemności i zwycięstwa zła nad dobrem. Bez krzty entuzjazmu wciąż sięgam po świadectwa ludzi, którzy tę wojnę przeżyli. Nie jestem przecież masochistą by robić to z uśmiechem. Czytanie o tym, jakie piekło potrafił zgotować człowiek człowiekowi, wciąż sprawia ból mojej duszy. Choć moje oczy wilgotnieją, a umysł buntuje się i nie chce dać wiary temu okrucieństwu, wczytuję się w te historie, ponieważ są dla nas przestrogą na przyszłość.

Regularnie bywam na Westerplatte (zazwyczaj oprowadzając tam znajomych). Lubię zatrzymać się przy znajdującym się tam napisie: „NIGDY WIĘCEJ WOJNY”. Mimo, że popieram jego prosty przekaz i nawet podpisałbym petycję o tej treści, to zdaję sobie sprawę, że jest to jedynie pobożne życzenie. Nie chcę być heroldem złych wieści, jednak nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że jest to kwestia czasu, gdy skończy się trwający aktualnie „pokój”. O ile możemy w ogóle o nim mówić w obecnej chwili, gdy w niemalże każdej kwestii doszło do całkowitej polaryzacji społeczeństwa, i nie mając wspólnego wroga, kąsamy jedni drugich. Może uodporniliśmy się już na niepokojące doniesienia zza naszej wschodniej granicy, ale wojna przyjdzie. Zwyczajna statystyka, historia i wiele innych znaków na to wskazuje. Pewnie będzie inna niż te minione, z XX wieku, ale podobnie jak wówczas, nasze życie diametralnie może się zmienić z dnia na dzień. I warto o tym pamiętać…

Czytaj dalej „Arcyważna lekcja miłości / „Bezpieczna kryjówka”, Corrie ten Boom [ 69 | 2022 ]”

Dlaczego w Kanadzie płoną kościoły? / „27 śmierci Toby’ego Obeda”, Joanna Gierak-Onoszko [ 68 | 2022 ]

atypowa ocena: 9/10

DLACZEGO W KANADZIE PŁONĄ KOŚCIOŁY?

Uwaga! Nie dajcie się zwieść tej uroczej, nieco zabawnej okładce. W reportażu „27 śmierci Toby’ego Obeda” nie ma nic uroczego ani zabawnego. Dla wielu Kanada zdaje się być synonimem Ziemi Obiecanej. Kojarzy się z dziką przyrodą, ciszą, dobrobytem oraz przyjaznymi i tolerancyjnymi ludźmi. Gdy jakiś czas temu w rodzimych mediach, zaczęły pojawiać się informacje o licznych podpaleniach kościołów, mogliśmy być zaskoczeni, ponieważ nie przystawało to do naszych wyobrażeń na temat Kanady. Po lekturze tej książki – choć oczywiście nie popieram tego – zrozumiałem dlaczego płoną tam kościoły. Jest to forma wołania o sprawiedliwość.

Joanna Gierak-Onoszko zabiera nas do innej Kanady, niż ta, którą znamy z pocztówek. Uważam, że każdy powinien się w tę podróż wybrać, choć czuję, że niejeden nie zdoła dotrwać do jej końca. Skończyłem czytać tę książkę kilka dni temu, a nadal jestem „emocjonalnie wypruty”. Nie do końca wiem co mogę dobrego zrobić ze zdobytymi informacjami, które miażdżyły mnie strona po stronie. Nie przypominam sobie innej lektury, która budziła we mnie tak ambiwalentne odczucia. Od dłuższego czasu wiedziałem, że muszę zmierzyć się z tym reportażem, a jednocześnie nie chciałem tego robić. To co działo się w Kanadzie przez dziesięciolecia łamie moje serce. Trzeba o tym głośno mówić, nawet jeśli jesteśmy w stanie robić to jedynie łamiącym się głosem.

Dziś trzeba zapłakać razem z cierpiącymi, z nadzieją, że z wybaczeniem przyjdzie też lepsze jutro. Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy opowieść o tym, co działo się w prowadzonych przez kościoły szkołach z internatem, jest rozdrapywaniem ran i posypywaniem ich solą, czy może początkiem procesu uzdrowienia. Na jakim etapie jest Kanada? Podczas pisania tej książki autorce przyświecał konkretny cel:

„Książka jest próbą zrozumienia nie tylko tego, co się w Kanadzie wydarzyło – ale i tego, co przyszło potem. Jak działają mechanizmy pozwalające krzywdzić jednych, a rozgrzeszać drugich? Kto i z jakiej przyczyny czynił zło, a kto się na to milcząco godził? Ale byłam ciekawa nie tylko tego, co już się dokonało – interesowało mnie także, jak Kanada niesie to doświadczenie, jak chce sobie z nim poradzić. Skąd wziąć siłę, by spojrzeć w lustro? Jak dziś mówić o bliznach i nienaprawialności krzywd? Czy jakiekolwiek gesty i jakiekolwiek kwoty zmażą tamte winy? Czy pojednanie jest utopią, czy twardym procesem, trudnym dla wszystkich stron? Choć droga do niego jest nierówna i pełna zakrętów, Kanada nie tylko wytyczyła szlak, ale i odważyła się na niego wkroczyć. To doświadczenie nieprzyjemne, raniące i często nieudane – jednak czy ktoś w takiej sprawie zdobył się na więcej niż dzisiejsi Kanadyjczycy? „The world needs more Canada” to nie tylko slogan, który jest wszechobecny na gadżetach i reklamówkach w kanadyjskich sklepach. To także zachęta, by do win uniwersalnych, grzechów powszechnych, przymierzyć sprawdzone kanadyjskie narzędzia: empatię, otwartość i gotowość do spojrzenia na rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, o jakiej roimy. Nie zawsze działają, ale lepszych nie mamy.”

Czytaj dalej „Dlaczego w Kanadzie płoną kościoły? / „27 śmierci Toby’ego Obeda”, Joanna Gierak-Onoszko [ 68 | 2022 ]”

Barcelona pełna cienia i mgły / „Marina”, Carlos Ruiz Zafon [ 67 | 2022 ]

atypowa ocena: 7/10

Jednym z moich postanowień noworocznych jest przeczytanie wszystkich książek jakimi zostałem dotychczas obdarowany. Zaczynam od tych, do których dołączona była dedykacja. Jakże miłe to uczucie w cyfrowych czasach otrzymać choćby kilka ręcznie skreślonych słów z myślą o Tobie. Jako, że do książek otrzymywanych z wydawnictw nikt nie dołącza kartek z życzeniami (o dziwo!), na pierwszy ogień poszła „Marina”, którą otrzymałem z okazji niedawnych urodzin.

Moja znajomość ze zmarłym przed dwoma laty Zafonem miała wzloty i upadki. Mam całą garść dobrych wspomnień związanych z ukochanym przez wielu „Cieniem wiatru”. Poleciła mi tę książkę znajoma, która miesiącami dozowała sobie po kilka stron, gdyż jak sama twierdziła, była tą lekturą tak zachwycona, że „nie chciała jej zbyt szybko skończyć”. W moim przypadku – nie licząc zachwytu – było zupełnie odwrotnie. Mija już 12 lat od czasu, gdy totalnie zatraciłem się w tamtej historii. Jestem w stanie określić datę, ponieważ jednocześnie odkryłem wtedy zespół „The xx”,a płyta „xx” towarzyszyła mi w pętli przez całą noc, aż do ostatniej kropki powieści. Z marszu Zafon trafił na listę moich ulubionych autorów. Jednak równie szybko stał się źródłem rozczarowania. Naprawdę pamiętam to jak dziś, gdy z wypiekami na twarzy pobiegłem do biblioteki na warszawskim Powiślu, po kolejny tom cyklu Cmentarza Zapomnianych Książek. Byłem tak podekscytowany faktem, że „Gra anioła” na mnie tam czekała, że odpuściłem sobie tego dnia zajęcia na uczelni. Wdrapałem się do mojego pokoju na poddaszu, zrobiłem kawę i … rozczarowałem.

Czytaj dalej „Barcelona pełna cienia i mgły / „Marina”, Carlos Ruiz Zafon [ 67 | 2022 ]”