K-PAX, Gene Brewer [12 | 2021]

atypowa ocena: 8/10

K-PAX to planeta w konstelacji Liry, która zyskała sławę na początku obecnego tysiąclecia za sprawą filmu z 2001 roku. Nie wiem jak sytuacja miała się w innych krajach, ale w Polsce chyba każdy usłyszał o K-PAX za sprawą RMF FM, które objęło patronatem to dzieło. Jest to dobry film, ale nie wybitny. Nie zdobył żadnych nagród i w Hollywood dawno o nim zapomniano. Na platformach streamingowych też raczej nie ma szans na renesans, ze względu na to, że w główną rolę wciela się Kevin Spacey, od którego raczej każdy teraz stara się odciąć.

Dacie wiarę, że minęło 20 lat od premiery K-PAX?! Ah, początek lat dwutysięcznych. Gdy w niewielkich salonach rozgościły się wielkie, ciężkie telewizory. Pojawiły się „płaskie” kineskopy, a Polacy zwariowali na punkcie kopiowania filmów dzięki kodekom DivX. Jestem pewien, że posiadałem gdzieś swoją kopię K-PAX, jednak gdy wzięło mnie na podróż sentymentalną nie mogłem oczywiście jej odnaleźć. W ten sposób dołożyłem swoją złotówkę do WOŚP w tym roku bo wylicytowałem za tę oszałamiającą kwotę K-PAX dołączony niegdyś przez wspomniane RMF FM do gazety Cztery Kąty (zastanawiam się czy dziś nadal się dołącza filmy do gazet?!). Skąd mnie nagle wzięło na grzebanie tak głęboko we wspomnieniach prawie, że w dzieciństwie? Podejrzewam, że to wina nowej płyty Mikołaja (Meek, Oh Why?), którą przesłuchałem ze sto razy. W kawałku Papierowa Rocznica śpiewa:

„Nie, niepotrzebny mi restart, wow
Muszę wracać do domu, muszę odnaleźć swój K-PAX”

Czytaj dalej „K-PAX, Gene Brewer [12 | 2021]”

Jakim misjonarzem jestem ?

Na moim regale z książkami znaleźć można co najmniej kilka biografii znanych misjonarzy. Są to budujące lektury pełne zwrotów akcji, które trudno określić inaczej niż jako cudowne. Żyjemy w czasach gdzie wielu misjonarzy doczekało się nawet filmów poświęconych ich życiu i pracy w rozmaitych zakątkach ziemi. Oczywiście w niespełna dwie godziny nie można mimo najszczerszych chęci pokazać całości zmagań tych bohaterów wiary. Możemy ulec pewnym złudzeniom dostrzegając w nich pewnego rodzaju nadludzi, którzy dokonali rzeczy niemożliwych dla przeciętnego wierzącego. Co jakiś czas w zborach organizowane są spotkania z misjonarzami. Sam w kilku takich uczestniczyłem, słuchając z wypiekami na twarzy o ich „przygodach” w odległych naszej kulturze krajach. Czytanie tych biografii, oglądanie filmów czy udział w tego rodzaju spotkaniach może w nas rozpalić pragnienie podobnych przeżyć, ale chyba częściej zostawia w nas wrażenie, że bycie misjonarzem wymaga jakiegoś szczególnego powołania od Boga. 

Czy rzeczywiście tak jest? Im więcej rozmyślam na ten temat tym bardziej przekonany jestem, że każdy nowonarodzony uczeń Jezusa nie tylko jest powołany do tego by zostać misjonarzem. De facto każdy takim misjonarzem stał się w momencie powierzenia swojego życia Bogu. Dlatego w tym tekście chciałbym abyśmy zastanowili się nie tyle nad tym „czy jesteśmy” ale bardziej „jakimi jesteśmy” misjonarzami? Poszukamy również w Piśmie Świętym wskazówek jak być dobrym misjonarzem.

Dlaczego uważam, że każdy chrześcijanin jest misjonarzem? Ponieważ Jezus niejednokrotnie wzywał ludzi do tego, aby go naśladować: „Potem przywołał do siebie tłum wraz ze swoimi uczniami i zwrócił się do nich: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie (Marka 8:34 SNP)”. Nieraz mówimy o tym, że po chrzcie (i napełnieniu Duchem Świętym) Jezus rozpoczął swoją około 3 letnią misję na ziemi. Łacińskie słowo missio od którego wzięło się określenie misjonarz oznacza wysłanie. Bóg posłał swojego Syna na ten świat z konkretnym zadaniem – była to misja ratunkowa. Jezus był tego w pełni świadomy, gdyż zaświadczył: „nie przyszedłem bowiem, aby sądzić świat, ale aby świat uratować”  (Jana 12:47b SNP).

Czytaj dalej „Jakim misjonarzem jestem ?”

Oferta nielimitowanej radości

Rozmyślając w ostatnim czasie o osobie Jezusa Chrystusa, zadałem sobie dość nietypowe pytanie: Czy był On radosnym człowiekiem? Jak myślisz? Z ewangelii dowiadujemy się sporo o życiu Jezusa, zwłaszcza o czasie Jego około trzyletniej, publicznej służby, gdy zwiastował o nadchodzącym Królestwie Bożym. Czy daje nam się poznać jako człowiek wypełniony radością?

Zanim odpowiemy na to pytanie, należy jednak sprecyzować, jak rozumiemy radość. Okazuje się, że powszechne rozumienie nie jest spójne z tym jak definiuje to słowo Pismo Święte. Nawet definicja jaką znajdziemy w Słowniku Języka Polskiego okazuje się nie tylko płytka, ale wręcz błędna: „Radość to uczucie zadowolenia, wesołości; wesoły nastrój, rozradowanie”. W Internecie znajdziemy zatrzęsienie najróżniejszych definicji radości oraz artykułów na jej temat. Wszystkie na jakie natrafiłem mówią, że radość to stan emocjonalny. Wszystkie też wiążą radość z tym co odczuwamy. Czy słusznie?

Czytaj dalej „Oferta nielimitowanej radości”

Listy starego diabła do młodego, C.S. Lewis [11 | 2020]

atypowa ocena: 7/10

Naprawdę niewiele jest książek, do których wróciłem aby przeczytać je kolejny raz. Na tym niedużym stosiku znajduje się jednak ta pozycja C.S. Lewisa. Pamiętam, że po pierwszej lekturze lata temu oceniałem ją na pełne 10/10. Z perspektywy lat i może zawyżonych oczekiwań przez dawne wspomnienia – tym razem aż tak bardzo się nie zachwyciłem. Jednak wciąż 7/10 to ocena, którą można uznać za solidną rekomendację – naprawdę warto!

Dlaczego po latach wróciłem do tej książki? C.S. Lewis jest znany głównie z tego, że napisał Opowieści z Narnii (przynajmniej polskim czytelnikom). Jednak ja osobiście znacznie bardziej cenię go za jego dzieła z pogranicza teologii / apologetyki chrześcijańskiej. To prawdziwy Pisarz (przez wielkie P) i wybitny umysł. Czytając jego Chrześcijaństwo po prostu czy też Cztery miłości co kilka stron przymykałem oczy i potakiwałem głową. Pisać w zrozumiały sposób o rzeczach wymykających się naszemu rozumowi – to rzecz wielka i zasługująca na uznanie. Mieszane uczucia miałem oddając się lekturze Błądzenia pielgrzyma ale to pewnie dlatego, że razem z nim gdzieś się pogubiłem (może przyjdzie czas by powrócić i do tych książek). Lubię czytać książki autorów, którzy szczerze i głęboko wierzą Biblii. To daje się uchwycić w myślach sklejających poszczególne zdania, tak jak i można to zauważyć w życiu takiej osoby. C.S. Lewis jest postacią nietuzinkową i to wcale nie dlatego, że był jednym z najbliższych przyjaciół Tolkiena. Gdyby nawet go nie znał i nie napisałby żadnego „bestsellera” i tak warto go poznać. Oczywiście nie będę tu przybliżał jego sylwetki bo wszystko można znaleźć na dziesiątkach stron. Polecam natomiast autobiografię – Zaskoczony radością.

Rupert poleca autobiografię C.S. Lewisa
Czytaj dalej „Listy starego diabła do młodego, C.S. Lewis [11 | 2020]”

Dziwne kryteria wyboru

Każdy z nas staje w życiu przed rozmaitymi wyborami. Dokonując ich przyjmujemy różne kryteria, ale jedno nas łączy – staramy się wybierać jak najlepiej. Nie znam chyba nikogo kto mając możliwość wyboru i czas na zastanowienie – decydowałby się na gorszą dla siebie opcję. Chcemy mieć to co najlepsze! Zwróć uwagę, że na tym bazuje większość docierających do nas reklam. W obecnych czasach znajdziemy w Internecie szereg stron, które pomogą nam wybrać np. najlepszy sprzęt muzyczny albo hotel na spędzenie urlopu w zależności od tego jakim budżetem dysponujemy. Wystarczy zaznaczyć jakie opcje są dla nas istotne i ile możemy przeznaczyć na daną rzecz pieniędzy, a chwilę później możemy sortować wyniki poczynając od tych najwyżej ocenianych. Ja w ten sposób dokonuję aktualnie większości zakupów, ponieważ chcę to co najlepsze.

To, że chcemy tego co najlepsze nie ogranicza się jednak tylko do rzeczy czy usług, za które możemy zapłacić. Przypomina mi się początek prawie każdej lekcji WF-u, gdy z kantorka wyłaniał się nasz wuefista z piłką pod pachą. Wskazywał palcem dwóch chłopaków, którzy będą kapitanami, a następnie to oni dokonywali wyboru drużyn. Nawet w tych dawnych latach każdy chciał wybrać najlepszych, nieraz odsuwając na bok swoje sympatie czy antypatie. Nie trzeba nawet pisać o tym, że nikt też naturalnie nie chciał być wybierany na samym końcu – bo w niewypowiedziany sposób naznaczało to piętnem bycia niechcianym czy też najmniej przydatnym.

Żyję już przeszło 30 lat i widzę, że to szkolne doświadczenie wybierania drużyn było jedynie preludium do tego co czekało mnie w dorosłości. Chcemy grać w najlepszej drużynie, bo chcemy aby nasze życie było pasmem zwycięstw. Dlatego staramy się najmądrzej jak to tylko możliwe dobierać sobie przyjaciół, a także partnerów życiowych. Sami też dbamy o swój rozwój, aby inni chcieli wybrać nas. Pamiętam gdy jako kierownik prowadziłem kilka rekrutacji. Długo przeglądałem CV przesłane przez kandydatów, a także uważnie się im przyglądałem podczas rozmowy o pracę i przygotowanych zadań – chciałem wybrać najlepiej. Chciałem budować mocny zespół. Przyzwyczajeni do tego, że możemy w tylu sferach wybierać – frustrujemy się gdy jesteśmy pozbawieni takiej możliwości. Może dlatego obok siebie funkcjonują dwa powiedzenia dotyczące rodziny: „Rodziny się nie wybiera” i „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”.

Czytaj dalej „Dziwne kryteria wyboru”

Czy jeszcze będzie lepiej?

  • W Bogu znajdujemy obietnicę, że będzie lepiej. Ale nie koniecznie tutaj i nie dla każdego!
  • Oderwij swoje serce od tego świata, inwestuj w przyszłość, zwróć swój wzrok na nagrodę!
  • Szczerze ufający Bogu mogą mieć pewność, że jeszcze będzie lepiej. Pozostali powinni dowiedzieć się od nich o takiej możliwości i zobaczyć tę wypełnioną pewnością nadzieję.

Nadzieja umiera ostatnia. W tym powiedzeniu kryje się wiele prawdy. Jako ludzie, by przetrwać najtrudniejsze chwile potrzebujemy mieć nadzieję, że jednak będzie lepiej.  Żyjemy aktualnie w dość dziwnym, dla wielu bardzo trudnym, przepełnionym niepewnością czasie. Ludzie pragną usłyszeć szczere zapewnienie, że będzie dobrze. Chcą w to wierzyć… Bo to nadzieja daje siły by przetrwać. Gdy umiera – przychodzi apatia i rozpacz…

My Polacy, poza może kilkoma przywarami, mamy też takie dobre cechy, jak na przykład to, że przez różne trudności (o ile akurat nie walczymy sami ze sobą) potrafimy przejść z pieśnią na ustach. Jeśli wierzyć Sienkiewiczowi – to pod Grunwaldem zagrzewaliśmy się do walki Bogurodzicą. A i później można zauważyć, że gdy jest źle (albo przynajmniej nie najlepiej) różni twórcy, pieśniarze, artyści tworzyli pieśni, piosenki albo po prostu protest-songi, które miały pokrzepić znękany naród.

Czesław Niemen widział, że dziwny jest ten świat. Ale jednocześnie przekonywał nas o swojej wierze, że ludzi dobrej woli jest więcej – i ten świat, nie zginie dzięki nim! Słowa wyśpiewywane przez Jacka Kaczmarskiego stały się niejako soundtrackiem przemian w latach 80-tych. Serce rosło gdy z ust wydobywało się: „a mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat”. Również w tym dziwnym, 2020 roku nowe życie zyskał przebój zespołu Tilt z lat 80-tych. Jak refren w mediach społecznościowych pojawia się refren utworu „Jeszcze będzie przepięknie”:

Jeszcze będzie przepięknie

Jeszcze będzie normalnie

Słowa te stały się niejako mottem wielu Polaków w okresie początków pandemii koronawirusa, gdy dotknęły nas pierwsze obostrzenia. Od wiosny hasztagi: #jeszczebędzieprzepięknie #jeszczebędzienormalnie nie tracą popularności. Mówi to co nieco o naszej naturze – staramy się pocieszać zmartwionych i sami takiego pocieszenia poszukujemy. Nie chcę tego oceniać jako dobre albo złe – tak po prostu jest. Pocieszamy się wzajemnie słowami: „Zobaczysz, jeszcze będzie lepiej!” , „Przeczekaj to, a na pewno będzie dobrze.”, „Zawsze po deszczu wychodzi słońce”. Ja sam niejednokrotnie używałem dokładnie tych zwrotów, w dobrej wierze, i z wiarą, że naprawdę jeszcze będzie lepiej… Ale właściwie – Czy jeszcze będzie lepiej?!

Czytaj dalej „Czy jeszcze będzie lepiej?”

Poważna walka

Gdy myślimy o Jezusie, zazwyczaj wyobrażamy sobie Jego pełne miłości spojrzenie, łagodne odpowiedzi na trudne pytania i wiele wyrozumiałości dla rozmówców. Dlatego wydaje się, że również Jego naśladowcy powinni być zupełnie pokojowo nastawieni do świata. Słyszałem niejedno świadectwo o tym, jak ludzie odnaleźli spokój, gdy zawierzyli życie Chrystusowi. Ich pełne złości i agresji usposobienie zostało całkowicie przemienione. Ale czy chrześcijanie są powołani do tego, by być uśmiechającymi się do wszystkich pacyfistami? Uważna lektura Pisma Świętego nie pozwala utrzymać takiego poglądu. Jeśli słowa Jezusa rzeczywiście wpływają na to jak postrzegamy i rozumiemy to co dzieje się w świecie – musimy przyznać, że trwa wojna:

Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść ziemi pokój. Przynoszę nie pokój, ale miecz. (Mateusza 10:34 SNP)

Blisko dwa tysiące lat później, żyjąc w rozwiniętym kraju, w którym od kilku dekad cieszymy się pokojem, można zacząć się zastanawiać nad aktualnością tych słów Jezusa. Dziękujemy przecież Bogu w modlitwach za to, że swobodnie możemy się spotykać w kościele. Nikt nas nie prześladuje z powodu naszej wiary. Nie wsadzają nas do więzień ze względu na głoszenie Dobrej Nowiny. Jednak niech te błogosławieństwa nie uśpią naszej czujności. Nieprzerwanie trwa duchowa wojna, i walka ta będzie trwać aż do czasu ostatecznego zwycięstwa Jezusa gdy powróci w chwale aby osądzić ten świat!

Czytaj dalej „Poważna walka”

Adwokat, Randy Singer [10 | 2020]

atypowa ocena: 10/10 !

Dawno nie czytałem tak dobrej książki. Z całego serducha polecam ją wszystkim, których lubię. Warto oddać się lekturze ze świadomością, że będzie to co najmniej kilka wieczorów. Powieść w pełnym znaczeniu tego słowa. Konstrukcja i głębia chwilami zachwyca. Ale nader wszystko – wciąga i daje do myślenia. Niestety coraz rzadziej się zdarza, abym po odłożeniu książki myślał o niej przez kolejne dni. Adwokat do tego doprowadził – dlatego oceniam go najwyżej jak mogę w mojej subiektywnej skali szopów.

Ale po kolei. Muszę przyznać się do mojej słabości oceniania książek po okładce. Wiem, wiem – nie powinno się tak. Ale nie będę tego ukrywał – wciąż na mojej kupce wstydu (książek o statusie – „do przeczytania”) znajduje się kilka pozycji, które wybrałem ze względu na jakość ich wydawani. Adwokat Singera wpadł mi w oko już (o zgrozo!) lata temu. Kilkakrotnie wpadł w moje ręce w księgarni, a opis znajdujący się z tyłu okładki sprawił, że trafił na specjalną listę „książek, z których bym się ucieszył”.

Adwokata dostałem w prezencie. Cóż za wspaniały jest to prezent. Niestety upłynęło jednak sporo czasu zanim z półki książka ta trafiła do moich rąk. Może tak być dlatego, że odstraszała mnie swoim rozmiarem. 102 rozdziały na blisko 500 stronach! W dobie gdy wszystko musi być szybko i nawet z czytania książek, niektórzy zrobili sport – ciężko zacząć powieść, która wiemy, że zajmie nam sporo czasu. Wydawcy często pompują króciutkie tytuły w ten sposób, że mają blisko 200 stron po to byśmy po lekturze poczuli się dobrze, bo przeczytaliśmy całkiem grubą książkę. Tutaj tego nie doświadczysz. Od pierwszych zdań czujemy, że do ręki wzięliśmy solidne dzieło. Randy Singer wykonał tytaniczną pracę badawczą zanim w ogóle rozpoczął pisanie. I ten trud się opłacił…

Nie byłem pewien czy powieść historyczna to gatunek, który mi „podejdzie”. W tym wydaniu była to uczta i chcę więcej. Momentami przymykając oczy miałem wrażenie, że jestem uczestnikiem wydarzeń w starożytnym Rzymie. Singer naprawdę przybliżył mi te odległe czasy początku I wieku. Dużym ułatwieniem w lekturze (przynajmniej w początkowej fazie, gdy wszystko jest nowe) okazał się umieszczony na samym początku wykaz postaci z informacją, które są fikcyjne, a które historyczne.

Bo i rzeczywiście przez całą powieść miesza się tu historia z fikcją, która jest na tyle prawdopodobna i tak też opisana, że może jest bliższa prawdzie niż mogłoby się wydawać. Dla czytelników Pisma Świętego szczególną gratką będzie to, że tytułowy adwokat to znany nam Teofil ze wstępów do Ewangelii Łukasza i Dziejów Apostolskich:

Skoro już wielu podjęło się sporządzenia opisu wydarzeń, które wśród nas się dokonały, jak nam to przekazali naoczni od samego początku świadkowie i słudzy Słowa, postanowiłem i ja, który wszystko do początku przebadałem, dokładnie kolejno ci to opisać, dostojny Teofilu, abyś upewnił się o prawdziwości nauki, jaką odebrałeś.

[Ewangelia Łukasza 1,1-4]

Pierwszą księgę, Teofilu, napisałem o tym wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, gdy udzieliwszy przez Ducha Świętego poleceń apostołom, których wybrał, wzięty został w górę;

[Dzieje Apostolskie 1,1-2]

Myliłby się jednak ktoś, kto myślałby, że cała książka to wariacja na temat biblijnych wydarzeń. Ta książka to znacznie więcej i zabiera nas tak daleko w głąb życia Teofila, że zastanawiamy się w pewnym momencie, czy opisane spotkanie z Jezusem podczas Jego procesu w ogóle miało sens?! Czasem trzeba jednak wielu lat by ziarenko kiedyś zasiane w odpowiednim czasie wydało owoc. Znamy to przecież z życia…

Nie chcę opisywać fabuły – by nie odbierać Wam frajdy z lektury. Napiszę jedynie, że bez dwóch zdań – WARTO. To jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem. Nieraz sięgałem po popularne tytuły z listy bestsellerów i kończyłem je z rozczarowaniem, ponieważ miałem przeświadczenie, że nawet ja mógłbym napisać taką książkę. W tym wypadku jest inaczej. Chylę czoła przed Randy Singerem. Mało kto jest w stanie napisać taką książkę! Wykreować taką postać, tak bogaty świat – i jeszcze wpisać to w istniejący świat, którego wiele szczegółów znamy nie tylko z książek historycznych, ale również z Pisma Świętego.

Bez bicia przyznaję się, że często gdy sięgam po książkę wieczorem, po kilku stronach zaczynają mi się kleić oczy. Jeśli powyższe argumenty nie przekonały Was, że warto sięgnąć po Adwokata dodam na koniec to, że ostatnia część tak mnie wciągnęła, że książkę kończyłem po 2 w nocy. Kupować, czytać i dawać jako prezent innym!

Tajemnica obfitego owocowania

„To, co było, znów będzie, co robiono, znów będą robić — i nie ma nic nowego pod słońcem. Czy jest jakaś sprawa, o której można by powiedzieć: Proszę, to coś nowego? Rzecz w tym, że miało to miejsce już wcześniej, w czasach, które nas poprzedzały”. Kzn 1,9-10

Mówi się, że historia toczy się kołem. Bo pewne zmiany są cykliczne, jak chociażby wciąż zmieniające się pory roku. Pewne sprawy wydaje się, że odchodzą w niepamięć, ale później jednak wracają. Jak ktoś uważniej bada historie, to może dostrzec pewne prawidłowości, które się cyklicznie powtarzają.

Ale dzieje to nie tyle koło. Nasze życie na ziemi ma swój początek i koniec. I w tym porządku jest odpowiedni czas na różne sprawy, które przemijają bezpowrotnie. Przez pierwsze lata życia chłopcy mają raczej wyrobione zdanie na temat towarzystwa dziewczynek – często wolą bawić się w swoim gronie. Przychodzi jednak czas, że zupełnie tracą głowę by spędzić choć chwilę w towarzystwie tej wybranej – przychodzi czas na miłość. W naszym życiu jest czas na naukę. Dalej przychodzi czas pracy, a jak doczekamy – czas emerytury i bawienia wnuków:

„Wszystko ma swój czas. Na każdą sprawę pod niebem przychodzi kiedyś pora: Jest czas rodzenia i czas umierania; jest czas sadzenia i czas zbiorów. Jest czas ranienia i czas leczenia (…) Jest czas miłości i czas nienawiści; jest czas wojny i czas pokoju”. Kzn 3,1-8

Choć jednostkowo jesteśmy na różnych etapach życia, to pamiętajmy, że jednocześnie wszyscy współdzielimy pewien bardzo konkretny czas, w którym przyszło nam żyć. Bo dzieje świata – one też mają swój początek i koniec. Bóg zadecydował, że przyszło nam żyć niemalże u końca dziejów!

To już najwyższy czas by zacząć wydawać dobry owoc w naszym życiu!

Czytaj dalej „Tajemnica obfitego owocowania”

Ale czy fale hejtu go nie zaleją?

Są fragmenty Pisma Świętego, które cytujemy chętniej od innych. Niewątpliwie należy do nich zapewnienie Jezusa skierowane do Piotra, dotyczące trwałości Kościoła:

A Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mt 16,18 BW).

Bez dwóch zdań – to prawda. Mija blisko 2000 lat od dnia zesłania Ducha Świętego, który można uznać za początek Kościoła Jezusa Chrystusa. Przez ten czas praktycznie wszystko uległo zmianie, ale Ewangelia wciąż jest głoszona. Wydarzyło się wiele złego na przestrzeni wieków. Chrześcijanie byli i są prześladowani. Trzeba być szczerym i przyznać, że również ci, którzy mieli Boga na ustach, dokonali wielkich zbrodni. Mimo to – bramy piekielne nie przemogły prawdziwego Kościoła.

Można by zadać pytanie – czy Kościół z tych różnych opresji, które go nie pokonały, wyszedł osłabiony czy wzmocniony? W odpowiedzi moglibyśmy jednak usłyszeć, że to już zależy od tego, który Kościół konkretnie mamy na myśli. Część kościołów chrześcijańskich przecież znikła. Wielu historycznym kościołom zarzuca się, że są martwe. Powstaje jednak wciąż wiele nowych kościołów chrześcijańskich. Jedne ogłaszają przebudzenie, gdy inne milkną. Jedne dążą do porozumienia ponad podziałami, inne mają charakter separatystyczny. Jedne drugim odmawiają prawa nazywania się Kościołem, roszcząc sobie prawo do bycia jedynym, prawdziwym, powszechnym kościołem. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jak to współgra z cytowanym zapewnieniem Jezusa Chrystusa?

Czytaj dalej „Ale czy fale hejtu go nie zaleją?”