Na moim regale z książkami znaleźć można co najmniej kilka biografii znanych misjonarzy. Są to budujące lektury pełne zwrotów akcji, które trudno określić inaczej niż jako cudowne. Żyjemy w czasach gdzie wielu misjonarzy doczekało się nawet filmów poświęconych ich życiu i pracy w rozmaitych zakątkach ziemi. Oczywiście w niespełna dwie godziny nie można mimo najszczerszych chęci pokazać całości zmagań tych bohaterów wiary. Możemy ulec pewnym złudzeniom dostrzegając w nich pewnego rodzaju nadludzi, którzy dokonali rzeczy niemożliwych dla przeciętnego wierzącego. Co jakiś czas w zborach organizowane są spotkania z misjonarzami. Sam w kilku takich uczestniczyłem, słuchając z wypiekami na twarzy o ich „przygodach” w odległych naszej kulturze krajach. Czytanie tych biografii, oglądanie filmów czy udział w tego rodzaju spotkaniach może w nas rozpalić pragnienie podobnych przeżyć, ale chyba częściej zostawia w nas wrażenie, że bycie misjonarzem wymaga jakiegoś szczególnego powołania od Boga.
Czy rzeczywiście tak jest? Im więcej rozmyślam na ten temat tym bardziej przekonany jestem, że każdy nowonarodzony uczeń Jezusa nie tylko jest powołany do tego by zostać misjonarzem. De facto każdy takim misjonarzem stał się w momencie powierzenia swojego życia Bogu. Dlatego w tym tekście chciałbym abyśmy zastanowili się nie tyle nad tym „czy jesteśmy” ale bardziej „jakimi jesteśmy” misjonarzami? Poszukamy również w Piśmie Świętym wskazówek jak być dobrym misjonarzem.
Dlaczego uważam, że każdy chrześcijanin jest misjonarzem? Ponieważ Jezus niejednokrotnie wzywał ludzi do tego, aby go naśladować: „Potem przywołał do siebie tłum wraz ze swoimi uczniami i zwrócił się do nich: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie (Marka 8:34 SNP)”. Nieraz mówimy o tym, że po chrzcie (i napełnieniu Duchem Świętym) Jezus rozpoczął swoją około 3 letnią misję na ziemi. Łacińskie słowo missio od którego wzięło się określenie misjonarz oznacza wysłanie. Bóg posłał swojego Syna na ten świat z konkretnym zadaniem – była to misja ratunkowa. Jezus był tego w pełni świadomy, gdyż zaświadczył: „nie przyszedłem bowiem, aby sądzić świat, ale aby świat uratować” (Jana 12:47b SNP).
Rozmyślając w ostatnim czasie o osobie Jezusa Chrystusa, zadałem sobie dość nietypowe pytanie: Czy był On radosnym człowiekiem? Jak myślisz? Z ewangelii dowiadujemy się sporo o życiu Jezusa, zwłaszcza o czasie Jego około trzyletniej, publicznej służby, gdy zwiastował o nadchodzącym Królestwie Bożym. Czy daje nam się poznać jako człowiek wypełniony radością?
Zanim odpowiemy na to pytanie, należy jednak sprecyzować, jak rozumiemy radość. Okazuje się, że powszechne rozumienie nie jest spójne z tym jak definiuje to słowo Pismo Święte. Nawet definicja jaką znajdziemy w Słowniku Języka Polskiego okazuje się nie tylko płytka, ale wręcz błędna: „Radość to uczucie zadowolenia, wesołości; wesoły nastrój, rozradowanie”. W Internecie znajdziemy zatrzęsienie najróżniejszych definicji radości oraz artykułów na jej temat. Wszystkie na jakie natrafiłem mówią, że radość to stan emocjonalny. Wszystkie też wiążą radość z tym co odczuwamy. Czy słusznie?
Naprawdę niewiele jest książek, do których wróciłem aby przeczytać je kolejny raz. Na tym niedużym stosiku znajduje się jednak ta pozycja C.S. Lewisa. Pamiętam, że po pierwszej lekturze lata temu oceniałem ją na pełne 10/10. Z perspektywy lat i może zawyżonych oczekiwań przez dawne wspomnienia – tym razem aż tak bardzo się nie zachwyciłem. Jednak wciąż 7/10 to ocena, którą można uznać za solidną rekomendację – naprawdę warto!
Dlaczego po latach wróciłem do tej książki? C.S. Lewis jest znany głównie z tego, że napisał Opowieści z Narnii (przynajmniej polskim czytelnikom). Jednak ja osobiście znacznie bardziej cenię go za jego dzieła z pogranicza teologii / apologetyki chrześcijańskiej. To prawdziwy Pisarz (przez wielkie P) i wybitny umysł. Czytając jego Chrześcijaństwo po prostu czy też Cztery miłości co kilka stron przymykałem oczy i potakiwałem głową. Pisać w zrozumiały sposób o rzeczach wymykających się naszemu rozumowi – to rzecz wielka i zasługująca na uznanie. Mieszane uczucia miałem oddając się lekturze Błądzenia pielgrzyma ale to pewnie dlatego, że razem z nim gdzieś się pogubiłem (może przyjdzie czas by powrócić i do tych książek). Lubię czytać książki autorów, którzy szczerze i głęboko wierzą Biblii. To daje się uchwycić w myślach sklejających poszczególne zdania, tak jak i można to zauważyć w życiu takiej osoby. C.S. Lewis jest postacią nietuzinkową i to wcale nie dlatego, że był jednym z najbliższych przyjaciół Tolkiena. Gdyby nawet go nie znał i nie napisałby żadnego „bestsellera” i tak warto go poznać. Oczywiście nie będę tu przybliżał jego sylwetki bo wszystko można znaleźć na dziesiątkach stron. Polecam natomiast autobiografię – Zaskoczony radością.
Każdy z nas staje w życiu przed rozmaitymi wyborami. Dokonując ich przyjmujemy różne kryteria, ale jedno nas łączy – staramy się wybierać jak najlepiej. Nie znam chyba nikogo kto mając możliwość wyboru i czas na zastanowienie – decydowałby się na gorszą dla siebie opcję. Chcemy mieć to co najlepsze! Zwróć uwagę, że na tym bazuje większość docierających do nas reklam. W obecnych czasach znajdziemy w Internecie szereg stron, które pomogą nam wybrać np. najlepszy sprzęt muzyczny albo hotel na spędzenie urlopu w zależności od tego jakim budżetem dysponujemy. Wystarczy zaznaczyć jakie opcje są dla nas istotne i ile możemy przeznaczyć na daną rzecz pieniędzy, a chwilę później możemy sortować wyniki poczynając od tych najwyżej ocenianych. Ja w ten sposób dokonuję aktualnie większości zakupów, ponieważ chcę to co najlepsze.
To, że chcemy tego co najlepsze nie ogranicza się jednak tylko do rzeczy czy usług, za które możemy zapłacić. Przypomina mi się początek prawie każdej lekcji WF-u, gdy z kantorka wyłaniał się nasz wuefista z piłką pod pachą. Wskazywał palcem dwóch chłopaków, którzy będą kapitanami, a następnie to oni dokonywali wyboru drużyn. Nawet w tych dawnych latach każdy chciał wybrać najlepszych, nieraz odsuwając na bok swoje sympatie czy antypatie. Nie trzeba nawet pisać o tym, że nikt też naturalnie nie chciał być wybierany na samym końcu – bo w niewypowiedziany sposób naznaczało to piętnem bycia niechcianym czy też najmniej przydatnym.
Żyję już przeszło 30 lat i widzę, że to szkolne doświadczenie wybierania drużyn było jedynie preludium do tego co czekało mnie w dorosłości. Chcemy grać w najlepszej drużynie, bo chcemy aby nasze życie było pasmem zwycięstw. Dlatego staramy się najmądrzej jak to tylko możliwe dobierać sobie przyjaciół, a także partnerów życiowych. Sami też dbamy o swój rozwój, aby inni chcieli wybrać nas. Pamiętam gdy jako kierownik prowadziłem kilka rekrutacji. Długo przeglądałem CV przesłane przez kandydatów, a także uważnie się im przyglądałem podczas rozmowy o pracę i przygotowanych zadań – chciałem wybrać najlepiej. Chciałem budować mocny zespół. Przyzwyczajeni do tego, że możemy w tylu sferach wybierać – frustrujemy się gdy jesteśmy pozbawieni takiej możliwości. Może dlatego obok siebie funkcjonują dwa powiedzenia dotyczące rodziny: „Rodziny się nie wybiera” i „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”.
W Bogu znajdujemy obietnicę, że będzie lepiej. Ale nie koniecznie tutaj i nie dla każdego!
Oderwij swoje serce od tego świata, inwestuj w przyszłość, zwróć swój wzrok na nagrodę!
Szczerze ufający Bogu mogą mieć pewność, że jeszcze będzie lepiej. Pozostali powinni dowiedzieć się od nich o takiej możliwości i zobaczyć tę wypełnioną pewnością nadzieję.
…
Nadzieja umiera ostatnia. W tym powiedzeniu kryje się wiele prawdy. Jako ludzie, by przetrwać najtrudniejsze chwile potrzebujemy mieć nadzieję, że jednak będzie lepiej. Żyjemy aktualnie w dość dziwnym, dla wielu bardzo trudnym, przepełnionym niepewnością czasie. Ludzie pragną usłyszeć szczere zapewnienie, że będzie dobrze. Chcą w to wierzyć… Bo to nadzieja daje siły by przetrwać. Gdy umiera – przychodzi apatia i rozpacz…
My Polacy, poza może kilkoma przywarami, mamy też takie dobre cechy, jak na przykład to, że przez różne trudności (o ile akurat nie walczymy sami ze sobą) potrafimy przejść z pieśnią na ustach. Jeśli wierzyć Sienkiewiczowi – to pod Grunwaldem zagrzewaliśmy się do walki Bogurodzicą. A i później można zauważyć, że gdy jest źle (albo przynajmniej nie najlepiej) różni twórcy, pieśniarze, artyści tworzyli pieśni, piosenki albo po prostu protest-songi, które miały pokrzepić znękany naród.
Czesław Niemen widział, że dziwny jest ten świat. Ale jednocześnie przekonywał nas o swojej wierze, że ludzi dobrej woli jest więcej – i ten świat, nie zginie dzięki nim! Słowa wyśpiewywane przez Jacka Kaczmarskiego stały się niejako soundtrackiem przemian w latach 80-tych. Serce rosło gdy z ust wydobywało się: „a mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat”. Również w tym dziwnym, 2020 roku nowe życie zyskał przebój zespołu Tilt z lat 80-tych. Jak refren w mediach społecznościowych pojawia się refren utworu „Jeszcze będzie przepięknie”:
Jeszcze będzie przepięknie
Jeszcze będzie normalnie
Słowa te stały się niejako mottem wielu Polaków w okresie początków pandemii koronawirusa, gdy dotknęły nas pierwsze obostrzenia. Od wiosny hasztagi: #jeszczebędzieprzepięknie #jeszczebędzienormalnie nie tracą popularności. Mówi to co nieco o naszej naturze – staramy się pocieszać zmartwionych i sami takiego pocieszenia poszukujemy. Nie chcę tego oceniać jako dobre albo złe – tak po prostu jest. Pocieszamy się wzajemnie słowami: „Zobaczysz, jeszcze będzie lepiej!” , „Przeczekaj to, a na pewno będzie dobrze.”, „Zawsze po deszczu wychodzi słońce”. Ja sam niejednokrotnie używałem dokładnie tych zwrotów, w dobrej wierze, i z wiarą, że naprawdę jeszcze będzie lepiej… Ale właściwie – Czy jeszcze będzie lepiej?!
Gdy myślimy o Jezusie, zazwyczaj wyobrażamy sobie Jego pełne miłości spojrzenie, łagodne odpowiedzi na trudne pytania i wiele wyrozumiałości dla rozmówców. Dlatego wydaje się, że również Jego naśladowcy powinni być zupełnie pokojowo nastawieni do świata. Słyszałem niejedno świadectwo o tym, jak ludzie odnaleźli spokój, gdy zawierzyli życie Chrystusowi. Ich pełne złości i agresji usposobienie zostało całkowicie przemienione. Ale czy chrześcijanie są powołani do tego, by być uśmiechającymi się do wszystkich pacyfistami? Uważna lektura Pisma Świętego nie pozwala utrzymać takiego poglądu. Jeśli słowa Jezusa rzeczywiście wpływają na to jak postrzegamy i rozumiemy to co dzieje się w świecie – musimy przyznać, że trwa wojna:
Nie sądźcie, że przyszedłem przynieść ziemi pokój. Przynoszę nie pokój, ale miecz. (Mateusza 10:34 SNP)
Blisko dwa tysiące lat później, żyjąc w rozwiniętym kraju, w którym od kilku dekad cieszymy się pokojem, można zacząć się zastanawiać nad aktualnością tych słów Jezusa. Dziękujemy przecież Bogu w modlitwach za to, że swobodnie możemy się spotykać w kościele. Nikt nas nie prześladuje z powodu naszej wiary. Nie wsadzają nas do więzień ze względu na głoszenie Dobrej Nowiny. Jednak niech te błogosławieństwa nie uśpią naszej czujności. Nieprzerwanie trwa duchowa wojna, i walka ta będzie trwać aż do czasu ostatecznego zwycięstwa Jezusa gdy powróci w chwale aby osądzić ten świat!
Dawno nie czytałem tak dobrej książki. Z całego serducha polecam ją wszystkim, których lubię. Warto oddać się lekturze ze świadomością, że będzie to co najmniej kilka wieczorów. Powieść w pełnym znaczeniu tego słowa. Konstrukcja i głębia chwilami zachwyca. Ale nader wszystko – wciąga i daje do myślenia. Niestety coraz rzadziej się zdarza, abym po odłożeniu książki myślał o niej przez kolejne dni. Adwokat do tego doprowadził – dlatego oceniam go najwyżej jak mogę w mojej subiektywnej skali szopów.
Ale po kolei. Muszę przyznać się do mojej słabości oceniania książek po okładce. Wiem, wiem – nie powinno się tak. Ale nie będę tego ukrywał – wciąż na mojej kupce wstydu (książek o statusie – „do przeczytania”) znajduje się kilka pozycji, które wybrałem ze względu na jakość ich wydawani. Adwokat Singera wpadł mi w oko już (o zgrozo!) lata temu. Kilkakrotnie wpadł w moje ręce w księgarni, a opis znajdujący się z tyłu okładki sprawił, że trafił na specjalną listę „książek, z których bym się ucieszył”.
Adwokata dostałem w prezencie. Cóż za wspaniały jest to prezent. Niestety upłynęło jednak sporo czasu zanim z półki książka ta trafiła do moich rąk. Może tak być dlatego, że odstraszała mnie swoim rozmiarem. 102 rozdziały na blisko 500 stronach! W dobie gdy wszystko musi być szybko i nawet z czytania książek, niektórzy zrobili sport – ciężko zacząć powieść, która wiemy, że zajmie nam sporo czasu. Wydawcy często pompują króciutkie tytuły w ten sposób, że mają blisko 200 stron po to byśmy po lekturze poczuli się dobrze, bo przeczytaliśmy całkiem grubą książkę. Tutaj tego nie doświadczysz. Od pierwszych zdań czujemy, że do ręki wzięliśmy solidne dzieło. Randy Singer wykonał tytaniczną pracę badawczą zanim w ogóle rozpoczął pisanie. I ten trud się opłacił…
Nie byłem pewien czy powieść historyczna to gatunek, który mi „podejdzie”. W tym wydaniu była to uczta i chcę więcej. Momentami przymykając oczy miałem wrażenie, że jestem uczestnikiem wydarzeń w starożytnym Rzymie. Singer naprawdę przybliżył mi te odległe czasy początku I wieku. Dużym ułatwieniem w lekturze (przynajmniej w początkowej fazie, gdy wszystko jest nowe) okazał się umieszczony na samym początku wykaz postaci z informacją, które są fikcyjne, a które historyczne.
Bo i rzeczywiście przez całą powieść miesza się tu historia z fikcją, która jest na tyle prawdopodobna i tak też opisana, że może jest bliższa prawdzie niż mogłoby się wydawać. Dla czytelników Pisma Świętego szczególną gratką będzie to, że tytułowy adwokat to znany nam Teofil ze wstępów do Ewangelii Łukasza i Dziejów Apostolskich:
Skoro już wielu podjęło się sporządzenia opisu wydarzeń, które wśród nas się dokonały, jak nam to przekazali naoczni od samego początku świadkowie i słudzy Słowa, postanowiłem i ja, który wszystko do początku przebadałem, dokładnie kolejno ci to opisać, dostojny Teofilu, abyś upewnił się o prawdziwości nauki, jaką odebrałeś.
[Ewangelia Łukasza 1,1-4]
Pierwszą księgę, Teofilu, napisałem o tym wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, gdy udzieliwszy przez Ducha Świętego poleceń apostołom, których wybrał, wzięty został w górę;
[Dzieje Apostolskie 1,1-2]
Myliłby się jednak ktoś, kto myślałby, że cała książka to wariacja na temat biblijnych wydarzeń. Ta książka to znacznie więcej i zabiera nas tak daleko w głąb życia Teofila, że zastanawiamy się w pewnym momencie, czy opisane spotkanie z Jezusem podczas Jego procesu w ogóle miało sens?! Czasem trzeba jednak wielu lat by ziarenko kiedyś zasiane w odpowiednim czasie wydało owoc. Znamy to przecież z życia…
Nie chcę opisywać fabuły – by nie odbierać Wam frajdy z lektury. Napiszę jedynie, że bez dwóch zdań – WARTO. To jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem. Nieraz sięgałem po popularne tytuły z listy bestsellerów i kończyłem je z rozczarowaniem, ponieważ miałem przeświadczenie, że nawet ja mógłbym napisać taką książkę. W tym wypadku jest inaczej. Chylę czoła przed Randy Singerem. Mało kto jest w stanie napisać taką książkę! Wykreować taką postać, tak bogaty świat – i jeszcze wpisać to w istniejący świat, którego wiele szczegółów znamy nie tylko z książek historycznych, ale również z Pisma Świętego.
Bez bicia przyznaję się, że często gdy sięgam po książkę wieczorem, po kilku stronach zaczynają mi się kleić oczy. Jeśli powyższe argumenty nie przekonały Was, że warto sięgnąć po Adwokata dodam na koniec to, że ostatnia część tak mnie wciągnęła, że książkę kończyłem po 2 w nocy. Kupować, czytać i dawać jako prezent innym!
„To, co było, znów będzie, co robiono, znów będą robić — i nie ma nic nowego pod słońcem. Czy jest jakaś sprawa, o której można by powiedzieć: Proszę, to coś nowego? Rzecz w tym, że miało to miejsce już wcześniej, w czasach, które nas poprzedzały”. Kzn 1,9-10
Mówi się, że historia toczy się kołem. Bo pewne zmiany są cykliczne, jak chociażby wciąż zmieniające się pory roku. Pewne sprawy wydaje się, że odchodzą w niepamięć, ale później jednak wracają. Jak ktoś uważniej bada historie, to może dostrzec pewne prawidłowości, które się cyklicznie powtarzają.
Ale dzieje to nie tyle koło. Nasze życie na ziemi ma swój początek i koniec. I w tym porządku jest odpowiedni czas na różne sprawy, które przemijają bezpowrotnie. Przez pierwsze lata życia chłopcy mają raczej wyrobione zdanie na temat towarzystwa dziewczynek – często wolą bawić się w swoim gronie. Przychodzi jednak czas, że zupełnie tracą głowę by spędzić choć chwilę w towarzystwie tej wybranej – przychodzi czas na miłość. W naszym życiu jest czas na naukę. Dalej przychodzi czas pracy, a jak doczekamy – czas emerytury i bawienia wnuków:
„Wszystko ma swój czas. Na każdą sprawę pod niebem przychodzi kiedyś pora: Jest czas rodzenia i czas umierania; jest czas sadzenia i czas zbiorów. Jest czas ranienia i czas leczenia (…) Jest czas miłości i czas nienawiści; jest czas wojny i czas pokoju”. Kzn 3,1-8
Choć jednostkowo jesteśmy na różnych etapach życia, to pamiętajmy, że jednocześnie wszyscy współdzielimy pewien bardzo konkretny czas, w którym przyszło nam żyć. Bo dzieje świata – one też mają swój początek i koniec. Bóg zadecydował, że przyszło nam żyć niemalże u końca dziejów!
To już najwyższy czas by zacząć wydawać dobry owoc w naszym życiu!
Są fragmenty Pisma Świętego, które cytujemy chętniej od innych. Niewątpliwie należy do nich zapewnienie Jezusa skierowane do Piotra, dotyczące trwałości Kościoła:
„A Ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go” (Mt 16,18 BW).
Bez dwóch zdań – to prawda. Mija blisko 2000 lat od dnia zesłania Ducha Świętego, który można uznać za początek Kościoła Jezusa Chrystusa. Przez ten czas praktycznie wszystko uległo zmianie, ale Ewangelia wciąż jest głoszona. Wydarzyło się wiele złego na przestrzeni wieków. Chrześcijanie byli i są prześladowani. Trzeba być szczerym i przyznać, że również ci, którzy mieli Boga na ustach, dokonali wielkich zbrodni. Mimo to – bramy piekielne nie przemogły prawdziwego Kościoła.
Można by zadać pytanie – czy Kościół z tych różnych opresji, które go nie pokonały, wyszedł osłabiony czy wzmocniony? W odpowiedzi moglibyśmy jednak usłyszeć, że to już zależy od tego, który Kościół konkretnie mamy na myśli. Część kościołów chrześcijańskich przecież znikła. Wielu historycznym kościołom zarzuca się, że są martwe. Powstaje jednak wciąż wiele nowych kościołów chrześcijańskich. Jedne ogłaszają przebudzenie, gdy inne milkną. Jedne dążą do porozumienia ponad podziałami, inne mają charakter separatystyczny. Jedne drugim odmawiają prawa nazywania się Kościołem, roszcząc sobie prawo do bycia jedynym, prawdziwym, powszechnym kościołem. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Jak to współgra z cytowanym zapewnieniem Jezusa Chrystusa?
To, że nie zdajemy sobie sprawy z jakiegoś problemu niestety nie oznacza, że on nie istnieje. Co gorsza, może stanowić dla nas zagrożenie. Nie znam się za bardzo na mechanice, ale to nie sprawia, że moje auto będzie wolne od usterek, bo ja o nich nie wiem. Stąd wziął się wymóg regularnych przeglądów technicznych, aby nie dopuścić do tego bym nieświadomie stanowił zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu. Jeśli wykryto jakąś usterkę moim zadaniem jest jej wyeliminowanie nim ruszę na drogi. Zignorowanie tego i dalsze używanie auta jest postawą skrajnie lekkomyślną, która może się wiązać z nieodwracalnymi konsekwencjami. Praktyka życia pokazuje jednak, że często w życiu wolimy nie wiedzieć o istniejącym problemie. By spać spokojnie? Czy wyparcie jest dobrą drogą do lepszego snu?
„Polska odwraca oczy” to zbiór krótkich, trudnych do przełknięcia reportaży. Justyna Kopińska brutalnie szczerze opisuje sprawy, o których większość woli po prostu nie wiedzieć. Okazuje się, że jako społeczeństwo zdecydowanie zbyt często odwracamy oczy, dając w ten sposób milczące przyzwolenie na wciąż trwającą niesprawiedliwość i krzywdę tych, którzy nie mają już sposobu by się bronić. W książce opisane są spawy, którymi żył cały kraj (jeśli sondować to życie nagłówkami gazet) oraz te, o których może nikt by nie usłyszał, gdyby nie zadająca pytania autorka.
Tu warto potencjalnych czytelników przestrzec – jeśli wzruszasz się oglądając „Na wspólnej” może być Ci przebrnąć przez wszystkie reportaże. Występuje tu nagromadzenie krzywdy, gwałtów, morderstw, psychotropów, molestowania, bicia, wykorzystywania, bezduszności, horrendalnej głupoty i festiwal błędów – a to wszystko w najgorszym wydaniu, bo nie fantastycznym, ale najzupełniej realnym. Te dramaty rozegrały się w Twoim mieście, w mieszkaniu obok, w szpitalach i więzieniach, którym ufamy, że wykonują należycie swoją pracę. A najsmutniejsza jest ta świadomość, że dzieją się one nadal, tylko ci którzy krzyczą być może są zamknięci w miejscu skąd nie wydobywa się krzyk. Ja przeczytałem tę książkę w trzech podejściach i za każdym razem byłem mocno przybity. Tak zwyczajnie jest mi wstyd, że to człowiek człowiekowi gotuje taki los.
Czy warto katować się historiami o katach? Czy warto burzyć się na upośledzone sądy? Czy to czemuś dobremu może posłużyć? Wierzę, że tak. Dobra lektura, to ta która budzi w nas emocje, nawet jeśli nie są one przyjemne. Ważne by nie pozostawać obojętnym. Odwracanie wzroku nie przystoi dojrzałym ludziom. A proces dojrzewania to nie tylko motylki w brzuchu i zaczytywanie się Dostojewskim. „Lepszy jest smutek niż śmiech, bo gdy smutek na twarzy, serce staje się lepsze” (Kzn 7,3). Dlatego choć już po pierwszym reportażu o żonie Trynkiewicza cały się w środku burzysz – nie odwracaj wzroku. Czytaj dalej i pomyśl, że te wszystkie historie są niestety znacznie bliższe niż mogłoby się wydawać. Antybohaterami tych historii nie są tylko bezwzględni bandyci, ale również osoby, które dedykowały swoje życie służbie innym. To osoby, które kształciły się by świadczyć pomoc, opiekować się słabszymi, leczyć ich. A jednak na jakimś etapie część z nich porzuciła swoje ideały, dała się złamać. Część z nich sama kiedyś doznała krzywdy, inni złapali się na poczucie władzy, albo łatwy pieniądz. Swego czasu nawet apostoła Pawła spotkała gorycz tego, że Demas go opuścił bo bardziej „umiłował świat doczesny” (2 Tm 4,10).
Czego mnie to uczy? „A tak kto mniema, że stoi niech baczy by nie upadł” (1 Ko 10,12). Zło siedzi w człowieku i kroczek po kroczku potrafi nim zawładnąć. Nie dzieje się tak, że np. active shooter wiedzie spokojne, uczciwe życie aż pewnego dnia, ni stąd ni z owąd idzie zabijać. Zło dojrzewa w nim latami, dlatego jeśli nie będziemy odwracać oczu może częściej uda się zareagować.
„Niech nikt, kuszony przez zło, nie mówi, że to Bóg go kusi. Bóg jest niepodatny na zło i sam nikogo nim nie doświadcza. Źródłem pokus człowieka są jego własne żądze. To one go pociągają i nęcą. Gdy żądza się rozwinie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć”. (Jakuba 1:13-15 SNP)
Choć światopoglądowo w wielu kwestiach z panią Justyną pewnie nie mógłbym się zgodzić nie przeszkadza mi to by być wdzięcznym za to, że odważyła się zadać tyle trudnych pytań. Dziękuję, że dzwoniła, pisała, spotykała się zarówno z ofiarami jak i oprawcami. Bez wątpienia ryzykowała, ale wierzę, że nie na darmo. Udało się pchnąć kilka spraw na przód. Doprowadzić do ponownego rozpatrzenia pewnych spraw. Udało się osadzić tych, którym dotąd się upiekło. Ale myślę, że wydarzyła się jeszcze jedna, nawet ważniejsza kwestia – tysiące czytelników nie odwróciło oczu. Patrzmy odważnie i reagujmy. Ale nader wszystko zaglądajmy w siebie, czy nie kiełkuje w nas coś złego nad czym dziś jeszcze można zapanować. Nie ignorujmy zła, nie odwracajmy oczu.
3 cytaty z książki:
Kilka dni później student spieszył się na egzamin i przebiegł na czerwonym świetle, bo nic nie jechało. Policjanci go zatrzymali, a on wyciągnął taką roztopioną już od słońca czekoladę z orzechami i poprosił: „Panowie, zlitujcie się, tak się spieszę na egzamin, całą noc się uczyłem”. I oczywiście uradowani policjanci aresztowali go za próbę przekupstwa przy użyciu cennej rzeczy. Jak postawili chłopaka przed prokuratorem, to cały się trząsł. Chyba po czasie spędzonym w areszcie sam już uwierzył, że jest przestępcą. Dzielni policjanci nawet udokumentowali tę czekoladę. Przynieśli mi liczne zdjęcia. Najbardziej żal mi było jego matki. Zadzwoniła do mnie i zaczęła szlochać, że jej syn nie jest przestępcą. Błagała, żeby go wypuścić. Miałem ochotę ją przeprosić, że policjanci dla statystyk czepiają się uczciwych ludzi, a bandyci chodzą po ulicach. Było mi wstyd za policję.
==========
Gdy okazało się, że Grzegorz po prostu nie słyszy, poszłam do pani psycholog w ośrodku na Kamieńcu w Zakopanem. Spytałam, dlaczego orzeczono, że jest upośledzony w umiarkowanym stopniu, skoro mógł iść do normalnej szkoły. Okazało się, że na każde dziecko ośrodek dostaje duże dotacje. Psycholog powiedziała wprost: „Jak rodzice podejrzewają u dziecka niepełnosprawność umysłową, zawsze wystawiam opinię »umiarkowanie upośledzony«, gdybym wystawiła inną, to dyrektor ośrodka chybaby mnie zabił”.
==========
Najważniejsze w życiu to zaakceptować swoją przeciętność. Bo inaczej człowiek ma wieczny niedosyt i nie umie być szczęśliwy.
==========
Instytucja zamknięta rządzi się swoimi prawami. Tam wszystkie emocje, jak strach, poniżenie, władza, są spotęgowane. Najpierw funkcjonariusz myśli, że robi dobrze, wnosząc na teren zakładu wódkę czy narkotyki, bo działa na rzecz wyjaśnienia przestępstw. Ale przestrzeń zakładu jest mała i więzień cały czas obserwuje funkcjonariusza. Widzi, że wnosi amfetaminę i liczy sobie kilka razy więcej niż na wolności, więc w sytuacji pyskówki słownej w końcu skazany krzyknie: „A ty jesteś większy kryminalista niż ja”. I co robi strażnik, gdy widzi, że siła jego autorytetu przestała działać? Jedyną szansą dla zachowania swojej pozycji jest wówczas użycie siły fizycznej. Woła więc kilku funkcjonariuszy i biją skazanego. Pewnie za pierwszym razem biją, aby zrozumiał, kto tu rządzi. Ale natura ludzka jest bardzo przewrotna. Po kilku takich zajściach funkcjonariusze czują, że przemoc zaczyna sprawiać im przyjemność. To jest jak adrenalina, narkotyk. Widzisz przed sobą związaną, bezradną zwierzynę i nie potrafisz przestać. Bo w życiu prywatnym masz problemy finansowe, żonę, która ma do ciebie pretensje, a tam w celi z pałą czujesz się Bogiem. Kto z tego zrezygnuje? To nie jest przypadek, że akurat w Płocku zmarł Sławomir Kościuk, zabójca Olewnika, i przewieziono tam kolejnego ze świadków, który również popełnił samobójstwo. Działania operacyjne policji w zakładach karnych przyczyniły się do najważniejszych patologii polskiego więziennictwa.